Dużo się mówi o zasadach jak dobrze żyć, ale niewiele o tym jak je w życiu realnie zastosować. Omówię tutaj 10 zasad zdrowego stylu życia znalezionych w mediach społecznościowych. Pomyślałam, że warto je wyjaśnić i urealnić ponieważ pojawiły się wątpliwości wśród ludzi jak je zastosować. A na te wątpliwości nie dano rozwiązania. Zastosowano natomiast atak. Atak nie zmienia nawyków moi kochani. Wyjaśnijmy więc sobie te 10 „kontrowersyjnych” zasad.

1 zasada:  5 posiłków dziennie

Można jeść 5 posiłków a można jeść 3. To nie ma większego znaczenia aczkolwiek ważne jest jak my interpretujemy jedzenie. Często się nam wydaje że my jemy tylko 1 raz dziennie. Bo przecież tylko raz siedliśmy przy stole. Wyobrażamy sobie, że jedzenie 5 posiłków to znaczy jedzenie 5 ugotowanych bądź przyrządzonych posiłków. A przecież mało kto ma czas i chęci by tyle czasu spędzać w kuchni. Albo nie ma ochoty jeść starego jedzenia ugotowanego na cały tydzień (nie każdy może wydać 1800 zł miesięcznie na dietę pudełkową).

Są przypadki, gdy warto wprowadzić dodatkowy posiłek gdy autentycznie ktoś je 2x dziennie i odczuwa skutki uboczne. Ale warto też przyjrzeć się swojemu jedzeniu i trochę je uporządkować. Uporządkować czyli jeść świadomie i regularnie. Czasami tylko wydaje się nam, że nic nie jemy. O tym pisałam tutaj:

Pułapka – nic nie jadłam cały dzień!

2. zasada: minimum 2 litry wody dziennie

To zalecenie wielu ludziom pomogło i wiele osób skrzywdziło. Bo rozpowszechniły się nieprawidłowe zalecenia, że kawa i herbata odwadniają i obok nich należy pić dodatkowo 2 litry wody. W rezultacie słuchając takich bredni niektórzy ludzie muszą biegać do łazienki co 10 minut. Bo 2 kawy, 2 herbaty, szklanka soku, miska zupy, 2 jabłka oraz 2 litry wody daje  prawie 4 litry. I jeśli trzeba siedzieć przy biurku i pracować albo obsługiwać ludzi to trzeba założyć pampersa. Inaczej człowiek nie wytrwa. No chyba że ma mega pojemny pęcherz.

Te dane odnośnie picia 2 litrów ostatnimi czasy skorygowano i wyjaśniono że należy uzupełniać 2 litry płynów, nie wody, przy czym to zależy od poziomu aktywności człowieka, bo można potrzebować więcej lub mniej. Część ekspertów grzmiała, że jeśli pojawia się pragnienie to znaczy, że jesteśmy już odwodnieni i jest za późno. Należy pić non stop by nie dopuścić do pragnienia. To ja się pytam jak nasi przodkowie przeżyli nie wiedząc o tym i kierując się sygnałami ciała.

Bo ciało jest tak skonstruowane, że potrafi doskonale komunikować swoje potrzeby fizjologiczne. Nie trzeba planować z zegarkiem w ręku sikania, robienia kupy ani tego kiedy poczujemy się senni. My to czujemy, tak samo jak głód i pragnienie. O nadmiarze wody pisałam tutaj:

Jak piłam 2 litry wody dziennie i sikałam co 10 minut

3. zasada: aktywność fizyczna

Nie ma na nią czasu bo człowiek cały dzień pracuje albo zajmuje się domem? No to popatrzmy na to inaczej. Bardziej realnie. Pani doradza innej pani by kazała mężowi nastawić i rozwiesić pranie i ona wtedy będzie mogła poćwiczyć. Bo to nie jest trudne. Rano trening jak wszyscy śpią, a wieczorem pilates kiedy inni oglądają film. Bo kobieta nie zasługuje na to, żeby się wyspać i obejrzeć z rodziną telewizję.

My mamy bardzo wypaczony pogląd na aktywność ruchową. Wydaje nam się, że żeby się ruszać trzeba wyjąć sportowy stanik, wskoczyć w sportowe buty, rozłożyć właściwą matę, wyjąć gumy do ćwiczeń, odpalić płytę z treningiem i skakać by aż sąsiad z dołu przyszedł się poskarżyć. A na bycie aktywnym składa się to, co się dzieje przez cały dzień.

Czy potrafisz pójść do sklepu oddalonego o 15 minut na nogach? Brawo. Ruszasz się. Jeśli pakujesz pranie do pralki, wyjmujesz, bierzesz kosz z praniem na drugie piętro albo na zewnątrz i rozwieszasz, wynosisz śmieci, sprzątasz, trzesz ziemniaki, grabisz liście w ogrodzie, biegasz za dzieckiem, biegasz za psem  – to jest aktywność fizyczna. Problem zaczyna się gdy siedzimy całymi dniami, wtedy kapciejemy, kręgosłup siada.

Warto poszukać gimnastyki na rozciąganie. 10 minut jogi dziennie na początek. Może być głupio ćwiczyć jak ludzie patrzą ale z czasem idzie się przyzwyczaić. No co niech się gapią, nie robimy nic wstydliwego. Nie trzeba skakać po domu ani robić 2 treningów dziennie – rano cardio a wieczorem wygibasy. Ba, możemy się nawet źle czuć z powodu przetrenowania jeśli nie mamy odpowiednio dużo odpoczynku i diety, która jest wystarczająco kaloryczna.

Wyprowadzenie psa do parku, pchanie wózka z dzieckiem, niesienie wielkich toreb z zakupami to też ruch, nie zapominajmy. Zrobiłaś porządki i nieźle się spociłaś? To było świetne cardio. Nie róbmy sobie wyrzutów sumienia jeśli padamy po aktywnym dniu w który nie udało się wcisnąć ćwiczeń. Jeśli natomiast siedzimy bardzo dużo to sprawmy sobie prezent w postaci spaceru i/lub chwili gimnastyki. Kto może, albo kto potrzebuje więcej niech robi więcej. Tańczmy, jeździjmy na rowerze, łyżwach, rolkach, grajmy w gry zespołowe. Co kto lubi.

4. zasada: śniadanie najważniejszym posiłkiem dnia

Trochę tendencyjne stwierdzenie i niepotwierdzone naukowo. Chociaż nie. Na wszystko możemy znaleźć badania. Jest ich mnóstwo. Wszystko da się potwierdzić. W praktyce każdy posiłek jest ważny. To, że zjesz śniadanie nie znaczy, że możesz pominąć kolację bo ona już jest zbędna. Jeżeli nie czujesz głodu to nie jedz, potrzebujesz to jedz. Kobiety ze względu na swoją gospodarkę hormonalną mają skłonność do czucia się gorzej jeśli nie jedzą regularnie. Pomijanie posiłków może być przyczyną chociażby często występujących u kobiet migren wywołanych spadkiem glukozy we krwi.

Warto spróbować jeść poranny posiłek. On nie musi być duży, już sam owoc po przebudzeniu robi różnicę.  Nikt nie mówi, że trzeba gotować owsianki, smażyć jajka, kręcić koktajle albo robić zdrowej pankejki. Nie trzeba. Jeśli ktoś jest mega zabiegany to fajnie się sprawdzają owsianki na zimno robione dzień wcześniej, kawałek chleba z czymkolwiek. Nie musimy brać udział w wyścigu na królowe śniadań. Jedzenie to nie konurs kto lepiej i ładniej i zdrowiej.

Warto się samemu przekonać czy dobrze funkcjonujemy ze śniadaniem czy bez. Długo zajęło mi zrozumienie, że powinnam zjeść coś małego przed poranną kawą i potem znów coś małego na drugie śniadanie i wtedy ograniczam ryzyko złego samopoczucia w dalszej części dnia. Ale się nauczyłam. Zjadam np. banana przed kawą i kromkę z jajkiem 2 godziny po przebudzeniu – jeśli mogę. Jeśli wiem, że nie będę mieć czasu to planuję jak to ogarnąć by było dobrze.

5. zasada: na przekąskę warzywa

Podstawowym pytaniem będzie tutaj to, czy warzywa mają być przekąską, czy częścią przekąski. Czy przekąska to jeden z 5 posiłków? Jeżeli tak, to pudełeczko pomidorków koktajlowych nie zaspokoi głodu na tyle by dotrwać do kolacji. Ale już w towarzystwie orzechów albo bułki jak najbardziej. A może przekąski nie są wliczane w 5 posiłków? Jeśli tak to lipa bo niepotrzebnie uczymy się podjadania pomiędzy posiłkami.

Warzywo może być częścią międzyposiłkowej przekąski ale nie samą przekąską. Nie zaspokoi głodu. A skoro nie zaspokoi głodu, a przecież jemy po to by się głodu pozbyć to coś tutaj jest nie tak. Starajmy się nie zamieniać jedzenia bez powodu w nawyk. Gdybym miała jeść 2 razy dziennie marchewkę pokrojoną w słupki, selera naciowego, pomidory z tektury zimą i ogórki po 10zł za kilogram to wolałabym nie jeść przekąsek. Byłoby mi niezbyt wygodnie, niezbyt radośnie i ciągle siedziałyby mi w głowie myśli o jedzeniu.

Z przyzwyczajenia i też dlatego, że warzywa zimą bywają w niezłych promocjach jem wszystkie warzywa przez cały rok. Często bez przyjemności i dlatego przestawiam się powoli na sezonowość. Nadal się uczę siebie i żywienia. Bo po latach słuchania sprzecznych, nieraz bardzo dziwnych zaleceń miałam kaszankę w głowie.

Duszona kapusta albo ogórki kiszone do obiadu zimą smakują świetnie. Latem trochę dziwnie. Mizeria z ogórków i świeże pomidory w lutym, pomimo że pachną to są bez smaku i kosztują krocie. Dawno przeszło mi noszenie ze sobą sałatek ze świeżych warzyw, bo robi się z nich mamałyga która mnie nie zadowala.

Warzywa jemy sezonowo i do głównych posiłków. Nie na siłę. Na przekąskę świetnie sprawdzi się sezonowy owoc. Nie przesadzajmy z ilością warzyw ogółem. To nie jest tak, że ich należy jeść najwięcej. Jeśli bardzo szybko przestawimy się na dietę bardzo bogatą w błonnik to pojawią się mega wzdęcia. Powoli, z umiarem. Poza tym przekąska służy uzupełnieniu energii pomiędzy posiłkami, nie zapchaniu brzucha by był pełny.

Najlepsze żywienie to takie, które jest elastyczne i nie stresuje. Jeżeli akt jedzenia jest obciążony silnym stresem, to co w tym wszystkim dobrego. W stresie nie trawisz bo ciało jest w trybie walki, nie będzie się zajmowało takimi mało istotnymi kwestiami jak trawienie jabłka gdy trzeba uciekać przed tygrysem (albo w nowoczesnych czasach przed tortem urodzinowym z cukrem i glutenem).

Jedzmy warzywa, tyle na ile jest nas stać, takie jakie są akurat dostępne w naszym miejscu zamieszkania w danym sezonie (lub mrożone poza sezonem) i takie które lubimy. Żadnych nie lubimy? To może czas na naukę kilku nowych przepisów bo z roślin można wyczarować cuda. Jedzmy z głową. To, że kapusta jest niskokaloryczna nie oznacza, że trzeba zjeść jej kilogram (niektórzy mogą próbować chcąc napchać ciągle pusty brzuch, nie polecam). Nadmiar doprowadzi do wzdęć, problemów z wchłanianiem i niedoborów. Nie rezygnujmy z żadnej grupy żywieniowej i nie gloryfikujmy też pojedynczych produktów żywnościowych.

6. zasada: mniejsze porcje

Sporo ludzi czuje się lepiej jedzą mniej i częściej. Jeżeli jesteśmy sobie w stanie tak rozplanować dzień by nie jeść dużo na raz to świetnie, nie będziemy senni, nie będzie kamieni w żołądku, zgagi i niestrawności. Jeśli jednak nie jest to realne i trzeba zjeść wtedy kiedy  można i tyle by wystarczyło na długo to warto sobie to zaplanować. Posiłek może być i zdrowy i kaloryczny. To, że jest kaloryczny nie znaczy że jest niezdrowy. Mieszanka studencka ma sporo kalorii a przecież to bomba zdrowotna. To przejadanie się wywołuje największy problem. My nie mamy jeść do granic wytrzymałości żołądka.

7. zasada: zdrowe, świeże i nieprzetworzone produkty w diecie

Chyba największym problemem jest przesada w kontekście zdrowego jedzenia. Bo gdyby chcieć jeść w 100% zdrowo, czyli tak by zachować wszelkie istniejące na świecie zasady żywieniowe to nawet woda byłaby podejrzana. Trzeba troszkę spuścić z tonu. O ortoreksji mówiłam tutaj, możesz posłuchać w wolnej chwili – https://www.youtube.com/watch?v=GS4Cq2uPRXk

To ważne jak my interpretujemy słowa – zdrowe – świeże – nieprzetworzone. Można bardzo restrykcyjnie ale można też elastycznie. Bo czy chleb z lokalnej piekarni, kukurydza z puszki oraz naleśniki to już jest przetworzone jedzenie? Czy jest świeże? I tak i nie. Troszkę mniej filozofowania i więcej cieszenia się jedzeniem. Będziemy mieć więcej energii i chęci do życia.

Wprowadzenie dyktatury zdrowego jedzenia to zwalanie całej odpowiedzialności za wszystko co się dzieje na jednostkę. Jednostka może wiele ale ma też sporo ograniczeń społecznych. Czytaj tutaj:

Samotność zabija szybciej niż zła dieta czyli efekt Roseto

Trzeba zmian systemowych a nie terroru zdrowego żywienia

8. zasada: dokładne przeżuwanie i wolne jedzenie

W programie Jedzenia Intuicyjnego jest spory nacisk na jedzenie powolne i świadome. To jest niejako klucz do sukcesu i bez tego nie ma Jedzenia Intuicyjnego ani żadnego zdrowego jedzenia. Ale nie da się w to tak wskoczyć, pstryknąć palcami i w sekundzie zmienić.

Miejmy trochę empatii, zrozumienia, dla innych i dla siebie samych. Najtrudniej to zrozumieć osobom z branży, których życie kręci się wokół przygotowywania jedzenia. Jak można mieć inne, ważniejsze, bardziej naglące sprawy na głowie? No, ewidentnie można. Np. niezapłacone rachunki.

Spróbujmy podejść do jedzenia świadomego, spokojnego małymi kroczkami, zaczynając od jednego posiłku w tygodniu, przechodząc do jednego posiłku dziennie. To nie jest wyścig. O tym jak zwolnić i jak duże ma to znaczenie przeczytasz w moim ebooku.

9. zasada: uwaga na cukier i kalorie w dietetycznych produktach

Nie zjesz paska czekolady na którą masz tak wielką ochotę ale pochłoniesz paczkę daktyli maczanych w maśle orzechowym, no bo to jest zdrowe. Nie zjesz kawałka placka na urodzinach ale zjesz całą blachę zdrowych ciastek bo jedno nie wystarczy by zaspokoić głód smaku (zwykle nawet cała blacha nie wystarczy bo my doskonale rozpoznajemy podróbki i oszukaństwo).

Weź pod uwagę, że nie ma znaku równości pomiędzy jedzeniem zdrowym a dietetycznym. To, co zdrowe może być bombą kaloryczną i to jest w porządku. Kalorie nie są i nigdy nie były niczyim wrogiem. Problem pojawia się wtedy gdy jedząc zapominamy o byciu świadomym. Zapraszajmy świadomość do stołu, wszystko będzie lepiej smakowało a my będziemy zdrowsi.

10. zasada: wytrwałość

Mamy ją, tylko nawet o tym nie wiemy. Przecież tyle rzeczy udało się osiągnąć, nauczyć, stworzyć. To chyba musiała być wytrwałość? Dziewczyno, jeśli czujesz się zmęczona dniem codziennym bo praca, o brodzina, dzieci, dom, obowiązki i nie chcesz słyszeć już nic o wytrwałości w dążeniu do celu to pamiętaj o jednym. Ty masz już wytrwałość. Inaczej nie robiłabyś tego wszystkiego co robisz. Musisz tylko to zauważyć.

Wiele rzeczy, które udało ci się zrobić wymagało wytrwałości. My zaczęliśmy mylnie postrzegać wytrwałość jedynie przez pryzmat zarabiania dużych pieniędzy i modelowania ciała. Wytrwałość nie jest tożsama tylko z robieniem kariery i ciałem, które wpasowuje się w aktualny kanon piękna. Ba, nieraz nie ma z nimi związku.

Żeby mieć wytrwałość, trzeba odpowiednio ustalić cel i mieć realistyczne oczekiwania. Realistyczne czyli takie dostosowane do siebie. Nie wszyscy możemy mieć taką samą figurę i nie zawsze jest w głowie odpowiednio dużo miejsca na te kwestie. Trzeba to uszanować.

Podsumowując, pamiętaj, że żadna z zasad zdrowego stylu życia nie powstała po to, by uprzykrzyć ci życie. Jeśli jednak okazuje się, że któraś z nich jest dla ciebie problemem to albo jest ona źle interpretowana albo potrzebujesz ją do siebie dostosować. Nie odrazu Rzym zbudowano.