Dbanie o zdrowie obrosło tyloma mitami, że tak na dobrą sprawę nic już nie wiadomo. Gdyby człowiek chciał przestrzegać wszystkich zasad które istnieją to nie jadłby prawie nic, ćwiczył na milion różnych sposobów i przebywał w izolacji, w jakiejś głuszy by nikt go nie rozpraszał. Zamieniłby się w mnicha.

Taka trochę mało zachęcająca perspektywa. Dlatego dzisiaj napiszę czego absolutnie robić nie warto. Jeśli masz swoje typy to koniecznie daj znać. Dopiszę do listy, niech mądre słowo się niesie. Bo wiesz, co dwie głowy to nie jedna.

1. Czuć się źle

To dla mnie podstawa. Skoro podejmujesz decyzję o poprawie zdrowia i nie czujesz się lepiej to coś tutaj nie gra. Spójrz. Aktywność fizyczna służy wzmocnieniu ciała, pobudzeniu krążenia krwi, poprawieniu wydolności, poprawieniu pewności siebie i wiary w siebie. Sama w ramach nowo odkrytej dyscypliny zauważyłam, że nie mam najmniejszego problemu by robić 10 minut gimnastyki po przebudzeniu. Po pierwsze pobudza mnie to, nastraja dobrze na cały dzień i jeszcze daje satysfakcję, bo czuję się zdyscyplinowana. Nigdy wcześniej się tak nie czułam bo ćwiczenia zawsze służyły “naprawieniu” sylwetki. Nawet gdy kłamałam sobie w żywe oczy, że nie, to nie chodzi o wygląd. Zawsze chodziło. I czułam się byle jak.

Nie możesz się czuć źle fizycznie. Do lamusa odstawiamy te chore teorie, że trzeba się zajechać by poczuć różnicę. Jeśli się zajedziesz to kiedyś rzucisz wszystkim w diabły.  A przecież aktywni mamy być do końca życia.

I nie możesz się też czuć źle psychicznie. A zwykle czujemy się paskudnie gdy nie dajemy rady, jesteśmy przemęczeni albo gdy nie ma rezultatów.

Z żadnym aspektem dbania o siebie nie może ci być źle. Nie wspomniałam o jedzeniu? Ono też nie może unieszczęśliwiać. Wzór jak powyżej. O tym jak zmieniało się moje podejście do jedzenie pisałam już

tutaj: Jak zmieniało się moje odczuwanie głodu

2. Poświęcać temu życia

Podobno szczęście jest wtedy gdy realizuje się cel. Bo szczęście to droga którą się idzie. Co jeśli droga to piekło? Dojdziesz do celu i jedyne co zobaczysz to ślepa uliczka. Jeżeli nie planujesz kariery, albo nie masz motyli w brzuchu na samą myśl o aktywnościach związanych z dbaniem o siebie – zredukuj je do takiej ilości, jakiej faktycznie potrzebujesz. Dbanie o siebie ma sprawić przyjemność i/lub służyć temu by się lepiej żyło. Miej w pamięci, że nie mam na myśli tylko przyjemności tu i teraz bo świadomość dyscypliny też jest przyjemna. Odroczona gratyfikacja daje więcej radości niż ta chwilowa.

Mam za sobą te czasy pełnego makijażu, zaplanowanego każdego kęsa pokarmu i sprawdzania na tydzień przed wizytą menu restauracji by się upewnić, że wybiorę to, co jest właściwe. To nie było dbanie o siebie tylko stres.

Nie bądź tą osobą, która cały dzień rozmawia o tym jak dbać o ciało, dietę, wygląd, zdrowie – nikt nie chce tego słuchać. A gdyby chciał to zapyta. Bardzo łatwo wpaść w obsesję, trudniej z niej wyjść.

czytaj więcej: Jak wydałam fortunę z powodu fit inspiracji

Skoro robisz to wszystko by żyło się lepiej to nie poświęcaj temu tego życia, to nie logiczne.

3. Usuwać całych grup żywności

Nie usuwaj całych grup żywności i nie zamieniaj lokalnej (krajowej) żywności na zagraniczną (bo podobno lepsza). Ten etap też jest już za mną. Myślałam że robię dobrze. Perfekcyjna kuchnia. Makaron ryżowy i sojowy zamiast klusek. Owoce goji i chia zamiast żurawiny i siemienia lnianego. Cuda świata byle tylko nie jeść niczego co tradycyjne. Na wszelki wypadek bo przecież nietolerancje pokarmowe to nie przelewki. Drogi to był biznes i smutny okres. Co ciekawe, wszelkie nietolerancje przeszły mi kiedy zaczęłam jeść wszystko i na nowo przyzwyczaiłam mój układ pokarmowy do innych pokarmów niż te kilka bezpiecznych produktów które ciągle jadłam. Trochę to trwało, przez pewien okres po zjedzeniu kromki chleba mój brzuch wyglądał jakby tam siedziało nowe życie. Ale przeszło.

Nie bez powodu mamy całą rzeszę hormonów których działanie jest powiązane z tłuszczami, z białkami i węglowodanami. Nie bez powodu mamy bakterie jelitowe. To cały skomplikowany mechanizm, idealny – nie psujmy go. Zauważ, że największa satysfakcję czujesz po takim posiłku, w którym jest wszystko. Heloł, to nie twoja żarłoczność tylko sposób w jaki skonstruowane jest ciało.

4. Przepłacać za ładne opakowania

Słynny batonik za kilka złotych złożony z daktyla i masła orzechowego. 2 różne firmy i 2 rozczarowania. Za co? Naprawdę kiedy zrobisz to w domu będzie smakowało lepiej. Nawet jeśli użyjesz najlepszych mięciutkich daktyli i czystego masła orzechowego bez cukru to koszt za porcje wynosi niewiele ponad złotówkę. Oczywiście jeśli chcesz możesz zapłacić 400% wartości. Ja nie zabraniam. Mówię tylko, że nie warto.

5. Słuchać celebrytów

W internecie można powiedzieć wszystko i sprzedać wszystko niemal całkowicie bezkarnie. Są różne kwiatki które rosną bujnie dzięki uwadze szerokiej publiczności. Jedzenie samych żółtek, lizaki zmniejszające apetyt w ciąży, głodówki kilka razy do roku, stosowanie gliny na odchudzanie i inne cuda. O tym też już pisałam.

tutaj: 90 procent internetowych celebrytów daje złe porady dietetyczne

6. Izolować się

Jeśli twoje dbanie o siebie wymaga życia w izolacji i to sprawia ci radość to świetnie. Ale jeśli kiełkują ci w głowie takie myśli jak:

“zło konieczne, muszę nie wychodzić z domu przez 3 miesiące”

“nie będę się nikomu pokazywać a potem jak mnie zobaczą to im kopara opadnie”

albo jeszcze takie: “oni ciągle jedzą, nie mogę tego wytrzymać, kusi, nie wolno mi”

to je zalej wrzątkiem, nie wyrosną. Stawiasz się na pozycji straconej bo rezygnujesz z miłych chwil i zostajesz tylko ze swoim ciałem. Grozi ci samotność (nawet introwertykom, którzy preferują siedzieć sami). I od kiedy to “dbasz o siebie” żeby inni byli zaskoczeni? Od kiedy w dbaniu o siebie jest jakieś zło, szczególnie “konieczne”? I tutaj przechodzimy do punktu następnego – nastawiasz się na szybkie rezultaty….

7. Być niecierpliwym

“Szybka gratyfikacja”. “Ambitny cel”. “Za 2 miesiące wszystko się zmieni”. “Mierz wysoko”. Jeśli w grę wchodzi dbanie o siebie to uważaj z takimi celami. Tutaj nie ma jakiegoś wielkiego, końcowego celu. Nie robi się tego też tego w jakimś konkretnym celu. To się po prostu robi z dnia na dzień by realizować inne cele. By mieć satysfakcję, dobre życie, siłę i jasność umysłu. By żyło się dobrze. Tutaj bądźmy ze sobą szczerzy. Jak to mawia moja mama “jak dbasz tak masz”. Jeśli nie dbasz to się wszystko sypie. Dbaj o siebie! Ale o inne sprawy też dbaj.

8. Starać się dogonić ideał

Czy wiesz, że statystycznie “płodne” BMI dla kobiety zaczyna się w okolicy 22-23 i kończy na 29? Czyli BMI  ze “wstydliwym tłuszczykiem” z którym walczą fit celebrytki. Kobieta w większości przypadków potrzebuje dość sporo tkanki tłuszczowej by zachować dobrze działający układ hormonalny. Niektórym wystarcza mniej, innym potrzeba jej więcej. A ideał? Ideał jest daleko poza granicą bezpieczeństwa.

Nie będę się o tym rozpisywać bo 2 teksty już popełniłam:

ten: Tylko 5% kobiet ma predyspozycje do idealnego ciała
i ten: Ideał jest ideałem ponieważ został wymyślony

Koniec końców, nie musisz kochać wszystkiego co robisz, pewnych rzeczy wystarczy “nie nienawidzić”. Ważne jednak by takich rzeczy było jak najmniej i by nie spędzały snu z powiek. Gdy zauważasz, że nie jest ci z czymś po drodze, pozbądź się tego ze swojego życia.