I zaczyna się. „Jak przeżyć święta i nie przytyć”. „Świąteczny jadłospis”. „Dietetyczna Wigilia”. „Jak nie przekroczyć 1500 kcal w Wigilię”. „Jak zrzucić poświąteczny balast”. „Detoks poświąteczny”. „Dieta cud przed Sylwestrem”. Grudzień paniki czas! Jeśli jeszcze się nie martwisz tym, że w te święta przytyjesz 1kg (mało prawdopodobne że 2kg) to już najwyższy czas zacząć! Bój się. Idą święta.

Święta, teoretycznie czas radości, celebrowania, cieszenia się smacznym jedzeniem w gronie najbliższych. W praktyce straszenie ludzi tym, że przytyją i wciskanie dietetycznych przepisów na rybę gotowaną na parze, pierogi bez tłuszczu, kapustę bez zasmażki i makowiec bez cukru.

Jak poradzić sobie ze strachem przed świątecznym tyciem?

Wielu ludzi bardzo boi się tego, co święta zrobią z ich talią. Gdyby na chwilę zapomnieli to wystarczy że przeglądną media społecznościowe i znajdą szereg przypominajek. A przecież to powinien być czas relaksu a nie poczucia winy i strachu.

Są dania, które jemy raz do roku. Czy naprawdę jest sens robić sobie wyrzuty bo nie zachowaliśmy umiaru? Stres nie jest nam do niczego potrzebny. Trudno się cieszyć długo wyczekiwanym jedzeniem gdy z tyłu głowy słyszymy głos – kalorie. Spójrz na eksperyment, który przeprowadzono w celu zbadania jak niesprzyjające warunki wpływają na trawienie i przyswajanie.

Uczestnicy podczas eksperymentu spożywali napój mineralny. W relaksujących warunkach całkowicie przyswoili 2 z minerałów – sód i chlor. Te same osoby były następnie narażone na stresujące warunki – dwie osoby jednocześnie z nimi rozmawiały, po jednej do każdego ucha – podczas spożywania napoju.  Ich ciała całkowicie przestały przyswajać minerały. Od 100 procent absorpcji do 0 procent! Prosty akt nieuwagi radykalnie zmienił ich zdolność do przyswajania tych składników odżywczych.

W innym badaniu analizowano reakcję układu pokarmowego 24 zdrowych studentów podczas jedzenia – przed oglądnięciem filmu a później w trakcie oglądania. Gdy jedli jednocześnie oglądając film ich trawienie było spowolnione i mniej efektywne.

Aż 20-40% reakcji organizmu na posiłek odbywa się w trakcie patrzenia, wąchania i smakowania jedzenia. Elementy trawienia takie jak wydzielanie śliny, enzymów trawiennych, skurcze żołądka, ruchy robaczkowe jelit – nie działają tak jak trzeba jeśli nie jemy uważnie. Kiedy spożywamy posiłek w biegu, stresie, przy okazji robienia czegoś innego, nie trawimy skutecznie. Organizm nie dostaje wszystkich składników jakie potrzebuje i nie wysyła wystarczająco szybko sygnałów, że czas przestać jeść. Jedyne co się w takich warunkach przyswaja to kalorie.

Bylibyśmy w znacznie lepszej sytuacji, gdyby branża dietetyczna na Boże Narodzenie nie podkręcała tak mocno strachu przed jedzeniem. Gdybyśmy częściej rozmawiali jak niezdrowe jest jedzenie z uczuciem lęku przed nim, szczególnie w okresie który powinien być radosny, i którego cechą charakterystyczną jest właśnie jedzenie.

Zapamiętaj, jedzenie świątecznych potraw z poczuciem winy i strachem jest znacznie mniej zdrowe niż jedzenie ich w pełnym relaksie. Święta to 3 dni. Zanim się obejrzysz wrócisz do normalnego trybu jedzenia. Skupiając się na tym ile zjesz tracisz czas i energię, które możesz wykorzystać na inne sprawy.

Doskonale cię rozumiem jeśli nie możesz oderwać myśli od jedzenia, przecież społeczna presja i kult diety są ogromne. W dużej mierze wciska się nam to obżarstwo świąteczne. Bo im bardziej masz świadomość swojego ciała i swoich własnych upodobań tym mniej jesteś wrażliwy na świąteczną propagandę. Ludzie jedzący intuicyjnie nie pozwalają robić sobie z żołądka śmietnika. Tylko dlatego, że coś jest jadalne i całkiem smaczne, nie znaczy że zawsze jest chęć na zjedzenie tego.

Wielu ludzi podchodzi do świąt albo z poczuciem że trzeba się najeść do granic wytrzymałości i utyć albo że trzeba mieć pełną kontrolę nad każdą kalorią i mocno się pilnować. W praktyce wcale tak mocno nie utyjesz ani nie zaprzepaścisz miesięcy pracy nad poprawą zdrowia. 3 dni nie zniszczą tego, co daje codzienne dbanie o siebie. Czasami ma się wrażenie, że po świętach się napuchło. I może tak być. Ale to nie tłuszcz. To wszystko zejdzie gdy wrócisz do swojego rytmu życia.

Ostatecznie, od 1 stycznia można przejść …. na dietę

Może wychowałeś się z przekonaniem, że święta są przede wszystkim po to, by się najeść. Bo później nie będzie. Nie jesteśmy krajem mlekiem i miodem płynącym. Ale dla większości ludzi święta nie są jedyną okazją kiedy możemy zjeść smacznie i do syta. Nie ma powodu by przez te 3 dni umierać w boleściach z przejedzenia i planować postanowienia noworoczne, dieta od stycznia.

Wielu ludzi skończy święta z większym brzuszkiem. Ale uczucie porażki i wytykanie sobie winy z tego powodu ma sens tylko z perspektywy kultury diet. Tylko jej zależy by jak najwięcej ludzi od stycznia zaczęło dietę. A później znowu przed wakacjami bo ta styczniowa nie potrwa długo.

Perfekcyjne jadłospisy szybko okazują się niemożliwe do utrzymania kiedy zderzają się z prawdziwym życiem. W ostatnim momencie w moje ręce trafiła książka Lidla z poradami żywieniowymi dla starszych ludzi. I co? I dupa. Bo pięknie wydana publikacja, z wszystkimi przydatnymi informacjami, nadaje się przede wszystkim do tego by przeglądnąć ją w wolnej chwili i odłożyć na półkę. Jadłospis dla seniorów, perfekcyjny i smaczny, w tym samym czasie do zastosowania tylko od święta.

Ciągle się boisz?

Czy wzrost wagi w 3 dni świąt jest wystarczającą przyczyną byśmy przestali siebie lubić, szanować, by inni przestali nas kochać? Czy stajemy się gorszymi ludźmi?

Zamiast tworzyć dietetyczne potrawy wigilijne i tracić energię na obsesje wokół kalorii, poświęć ten czas na refleksję nad swoim życiem. Brak ruchu, niesłuchanie swojego ciała i niezaspokajanie jego potrzeb negatywnie wpływa na zdrowie i samopoczucie. Ale nie 3 dni świąt. Nie pozwól kulturze diet by odebrała ci radość.

Jeśli od dawna jesz intuicyjnie nie będziesz się martwić świętami

Jeżeli jesz intuicyjnie to świąteczne obżarstwo zbytnio cię nie ruszy. Całkiem możliwe, że zjesz więcej niż zwykle. Każdemu się zdarza. Ale żeby zjeść naprawdę dużo aż do bólu? Nie zrobisz tego. A powód jest banalny. Nie będziesz chcieć czuć się źle.

Przed laty uczucie dyskomfortu z powodu przejedzenia było dla mnie czymś naturalnym, to przecież HELOŁ, święta, w święta się je.

Dopiero kiedy zaczęłam się interesować tym co lubię, jak się czuję, co sprawia mi radość doszłam do wniosku, że nie mam chęci na większość świątecznego jedzenia, a trwające cały dzień przejedzenie nie jest niczym przyjemnym, bo co to za frajda nosić przez kilka dni kamienie w brzuchu.

To nie tak, że muszę się pilnować by nie zjeść o jeden kawałek ciasta za dużo żeby nie było mi niewygodnie. To jest automatyczne. Jedzenie przestaje smakować. Tracisz apetyt. Nie będziesz jeść bo jedzenie staje się nieprzyjemne.

Pamiętam czas dzieciństwa i prezentów mikołajkowych. To był maraton słodyczy. Jadło się aż się wszystko skończyło. W tym roku, skoro stałam się szczęśliwą posiadaczką mojej ulubionej milki oreo w wersji XXL (dokładnie 1,5kg bo aż tyle się nazbierało) to pomyślałam sobie poczuję na nowo smak dzieciństwa. Będę jeść ile chce. Planowałam ucztę od rana. Tylko że zjadłam śniadanie i zapomniałam. Przypomniałam sobie przed obiadem. Oderwałam pierwszy pasek i tak mocno się rozczarowałam. Nie było powtórki z dzieciństwa. Bo milka oreo smakuje mi tylko jeśli mam na nią apetyt. Nie na zawołanie. I smakuje tym lepiej im jest jej mniej. Te 1,5 kg całkowicie zepsuło jej czar.

Co chcę ci w tym wszystkim przekazać? Jeżeli masz bezwarunkowe pozwolenia na jedzenie, to nie musisz się przejadać. Jeśli nic nie jest zabronione to nie chcesz tego robić. To jest efekt przyzwyczajenia.

Jeżeli restrykcje czyhają na ciebie za rogiem, możesz mieć pewność że trudno będzie Ci się kontrolować.

Bierzmy święta takimi jakie być powinny, pełne miłości, radości, emocji – nie liczenia, ważenia, odmierzania. I również nie objadania się aż do bólu brzucha. Nikt nie zabierze nam jedzenia. Po świętach ciągle będzie dostępne!