Co to jest dietetyczna mentalność?

Przestań się straszyć dietami, niech jedzenie stanie się normalne

koniec diet, dietetyczna mentalność, przestań straszyć się restrykcjami, jedzenie intuicyjne, koniec diet

Ten post jest dyskusją na temat dietetycznej mentalności czyli pierwszego filaru jedzenia intuicyjnego. Możesz przeczytać skrypt lub wysłuchać tekstu w nagraniu na moim kanale YouTube.

Filar pierwszy jest niedoceniony i nie do końca zrozumiany, zarówno przez osoby zaangażowane w naprawę relacji z jedzeniem, jak i te które tego uczą. On jest podstawą powodzenia w jedzeniu intuicyjnym, a niestety wielu ludzi łączy odchudzanie z jedzeniem intuicyjnym. Odbywa się to w różny sposób. Niektórzy odchudzają się mówiąc o filarach jedzenia intuicyjnego, albo stosują post przerywany, albo…największy hit – organizują kursy odchudzania, zalecając jedzenie intuicyjne jako sposób na stabilizację wagi. Czego to człowiek nie wymyśli, kiedy coś jest modne.

Z mojej własnej prywatnej perspektywy, ten filar jest tak niesamowity i ważny, że zasługuje na specjalną uwagę. Dlatego poświęcam mu całe nagranie. Nie da się go wytłumaczyć w skrócie, a od dobrego zrozumienia go zależy nasze powodzenie w naprawie relacji z jedzeniem. Warto uświadomić sobie, że nie ma się co nastawiać na odbębnienie sprawy, jak to na studiach „ZZZ” zakuć, zdać, zapomnieć. Nieeee. Proces trwa latami. Tak jak w związkach, porozumienie się rodzi nie raz w bólach, ludzie się docierają przez długi czas. Nam się na początku bardzo podoba koncept jedzenia intuicyjnego. Na poziomie intelektualnym nawet go rozumiemy, ale to czy my go czujemy, to inna sprawa.

Pierwszy filar jedzenia intuicyjnego „Odrzuć dietetyczną mentalność” dla mnie zawsze brzmiał niezrozumiale. Dlatego sięgnijmy do źródła i dowiedzmy się co mówią autorki tego hasła.

„Stawcie czoło kulturze promującej odchudzanie i karmiącej was kłamstwami, które sprawiają, że za każdym razem, gdy dieta przestaje działać, a wy odzyskujecie dawną wagę, czujecie się jak nieudacznicy. Jeśli będziecie kurczowo trzymać się choćby okruszka nadziei, że gdzieś czeka na was nowa, lepsza dieta bądź rewolucyjny plan odżywiania, nie wyzwolicie się i nie zdołacie odkryć w sobie zdolności intuicyjnego odżywiania.” E.Tribole, E.Resch „Jedzenie Intuicyjne. Bez radykalnych zasad, zakazów i diet.

Nie ma się co łudzić. Naprawiając relację z jedzeniem naprawdę trzeba pozbyć się złudzeń, że istnieje specjalna dieta, która w końcu odchudzi nas raz na zawsze i dzięki temu wszystkie nasze marzenia się spełnią a problemy magicznie rozwiążą. Jeśli doświadczasz stanu dietetycznego dna o którym mówiłam w poprzednim filmie, to jedynym ratunkiem jest pozbycie się przekonania, że twoje życie może się jeszcze poprawić dzięki kolejnym restrykcjom. Jeśli to właśnie one doprowadziły cię do kiepskiego stanu, tracisz czas wierząc, że takie samo działanie cię z niego wyciągnie.

Czym jest ta mentalność dietetyczna?

Mentalność dietetyczna charakteryzuje się sztywnymi zasadami żywienia, ograniczeniami i skupieniem się na ustalonych przez kogoś obcego wytycznych. Żyje się w takim permanentnym stanie ograniczania, poczucia winy, obsesji na punkcie jedzenia, niechęci do ciała.

Jeżeli zbyt długo zagłuszamy i ignorujemy sygnały organizmu, to doprowadzamy do utraty kontaktu z własnymi potrzebami i tak rodzi się negatywny stosunek do jedzenia i ciała. Wyobraź to sobie na przykładzie małego dziecka. Był kiedyś taki popularny system, zalecający by płaczące dziecko zostawić samo, jak się wypłacze, to przestanie. Faktycznie, przestawało ale dlaczego? Dzisiaj już wiemy, że ono przestaje płakać bo traci nadzieję, że ktoś do niego przyjdzie. Ale to nie znaczy, że się uspokoiło, nie jest mu nie wygodnie, nie jest głodne, nie boi się. Ono nie ma już wiary, że otrzyma wsparcie. Tak jest też z ciałem. Ono nadal ma potrzeby tylko my ich nie słyszymy.

Odrzucenie dietetycznej mentalności jest złożonym procesem. W pierwszej kolejności warto sobie uświadomić jak wiele zła wyrządziły nam lata diet. Mamy tendencję do romantyzowania poprzednich prób odchudzania i łatwo zapominamy o doświadczanych trudach. To jest nostalgia.

Nostalgia = wspomnienia – ból

Ja sama słysząc słowo dieta nie czuję złości. Ja mam motyle w brzuchu, bo to mi się kojarzy z ekscytacją, planowaniem nowych początków. Super sprawa. Gdybym przez te lata nie spisała wszystkich swoich doświadczeń na blogu to mój umysł by je wyparł. Ja bym to wszystko łatwo zapomniała bo mam bardzo wybiórczą pamięć.

Pamięć jest też wybiórcza w drugą stronę. Jak się taka dieta po raz kolejny kończy efektem jojo, to my zapominamy o włożonym wysiłku, negujemy swoją pracą, i jak te uzyskane w pocie i łzach efekty się nie utrzymują, zwalamy to na karb braku silnej woli, siedzimy z podkulonym ogonem, bo to nasza wina.

Gdybyśmy tylko mieli więcej motywacji to z pewnością osiągnęlibyśmy sukces. Serio? A kto dał radę tak długo się męczyć? To był przejaw silnej woli o jakiej wielu ludziom nawet się nie śni.

Do głowy nam nie przyjdzie, że może czas przestać się odchudzać. Życie bez diet jest nieprzewidywalne, takie bez kontroli. Nic dziwnego, że ciężko się do niego przekonać. Przecież wszyscy na około się odchudzają, czemu by nie spróbować ten ostatni raz? Jak się człowiek znajdzie na dietetycznym dnie, może się czuć jak pomiędzy młotem a kowadłem. Z jednej strony nie daje rady i wie, że jeśli się będzie nadal odchudzać to skazuje się na kolejne niepowodzenie i poczucie bycia nieudacznikiem. Ale jak nie spróbuje jeszcze jeden raz, to będzie przegrany, zostanie ze znienawidzonym ciałem. Sytuacja bez wyjścia.

od dietetycznego dna do świętego spokoju

Niby wiadomo, że trzeba się odciąć od całej tej kultury odchudzania ale jednak pojawiają się obawy:
– Co jeśli się będę objadać rzuciwszy dietę? Ma sens. Ale czy dieta przeciwdziała temu? Wygłodzeni prędzej czy później rzucimy się na jedzenie, a apetyt znormalizuje się dopiero gdy ciało się odżywi.
– Czy będę wiedzieć co jeść bez zasad jakiejkolwiek diety? To też ma sens. Na początku tego nie wiemy. Dopiero w miarę uczenia się swojego ciała zaczynamy rozumieć jego potrzeby.

Początki to jest jeden wielki chaos i łatwo się pogubić. Dlatego dobrze mieć plan i korzystać z doświadczenia innych. Bycie otoczonym jedzeniem przeraża ale i ekscytuje. W miarę oswajania się z nową rzeczywistością doceniamy wolność wyboru coraz bardziej. Korzystamy ze swojej wewnętrznej mądrości i z szacunkiem podchodzimy do sygnałów wysyłanych przez ciało.

Trzeba zrozumieć, że sam koncept stosowania diety jako skutecznego narzędzia zrzucenia wagi – nie przetrwał próby czasu. Jeżeli takich diet zakończonych efektem jojo stosowało się w życiu wiele, to mentalność dietetyczna zdołała się zakorzenić w nas bardzo głęboko. Nie ma się co łudzić, że uda się nam zmienić podejście do jedzenia i ciała w tempie ekspresowym. Sporo pracy będzie do wykonania.

Musimy dopuścić do siebie nowe rozwiązania

Mówi się nam, że utrata wagi jest możliwa dla każdego. Tylko trzeba włożyć w to trochę pracy. Poczujemy się lepiej jak tylko trochę stracimy na wadze, wiadomo dla zdrowia. Koniecznie trzeba się nauczyć rozpoznawać i odpierać społeczne naciski, które nachalnie promują nierealistyczne standardy piękna, niezadowolenie z wyglądu ciała i dążenie do utraty wagi jako lek na wszystko.

W zamian przesuwamy swoją uwagę w stronę akceptacji siebie, budowania pozytywnego obrazu ciała i ogólnego samopoczucia. Wprowadzamy samoopiekę i holistyczne podejście do zdrowia. Działamy z szacunku do swojego ciała, stosując praktyki, które wykraczają poza jedzenie i aktywność fizyczną. Nadal jemy pożywne jedzenie i ruszamy się ale już jako wyraz troski o siebie. To jest bycie swoim własnym rodzicem, nie katem i oprawcą.

To nie zawsze jest takie łatwe, ja sobie zdaję z tego sprawę. Szczególnie, jeśli dietę nauczyliśmy się wykorzystywać, jako sposób na rozwiązanie wszystkich problemów. Jak się coś nie udaje, życie jest trudne albo jakieś takie beznadziejne, zawsze można się pocieszyć planem na lepszą przyszłość dzięki odchudzaniu, to takie ekscytujące. Ale to jest pułapka, bo jak czytamy w książce E. Tribole i E. Resch:

Chociaż dieta okazuje się nieskuteczna, początkowo przynosi ekscytację i nadzieję, a szybka utrata wagi wywołuje euforię, która z kolei daje nadzieję, że tym razem wreszcie się uda.

My chcemy być częścią społeczności, a najbliższa społeczność skupia się na odchudzaniu. Jak się przestajemy odchudzać, to tracimy tę nić porozumienia, jaka nas łączy z innymi. Wtedy zauważamy jak ważnym tematem dla ludzi są diety. Wszyscy na około o tym rozmawiają. I co, my teraz nie będziemy w tym uczestniczyć? Pachnie samotnością. Trochę tak, ale to z wyboru. Z czasem te rozmowy zaczynają się wydawać naprawdę denerwujące, jakby naprawdę nie było o czym rozmawiać.

Ten ostatni raz…

Bywa nieraz tak, że człowiek jest naprawdę zmotywowany żeby odmienić swoje życie i rzucić te diety. Ale myśli sobie, że jakby tak spróbować ten ostatni raz, udałoby się odrobinę zrzucić, byłoby lepiej. Nawet gdyby było na chwilę lepiej, to narzędzie jakie jest do tego wykorzystane, na dłuższą metę nie działa i te kilogramy wracają. W końcu i tak trzeba stawić czoła problemom, które się ma. Problemom emocjonalnym, chaotycznemu żywieniu, przekonaniom, oddzieleniem się od ciała, niezdolnością do odczytywania biologicznych potrzeb.

Skutki uboczne

Po tylu latach zamiatania prawdziwych problemów pod dywan i uciszania ich dietami, budzimy się w świecie, który jest mało przyjemny z powodu zaniedbanych problemów życiowych i z powodu skutków ubocznych diet. Jakie to skutki uboczne?

  • Obsesja na punkcie jedzenia – jak byłam nastolatką to przeglądałam maniakalnie książki kucharskie, planując co zjem jak już schudnę. Czyli to trwało 2 lata. Potem 2 miesiące przerwy gdy myślałam że zasłużyłam na normalność bo schudłam, ale zaczęłam tyć w tempie ekspresowym więc trzeba było wrócić do restrykcji. W dorosłości wraz z uzyskaniem dostępu do internetu przestałam oglądać co zjem kiedyś jak już schudnę. Zaczęłam spędzać całe godziny szukając fit przepisów i zdrowych pokarmów. Gdybym ja tą całą energie poświęciła pracy, to miałabym dom z ogródkiem i zabezpieczoną przyszłość!
  • Zaburzony kontakt z wewnętrznymi sygnałami ciała – wydzielanie hormonów głodu i sytość może być zaburzone nawet do dwóch lat po odchudzaniu. Potwierdzam, ja byłam przez około 1,5 roku nad wyraz głodna zanim się to uspokoiło. Ale poza problemem z hormonami, liczy się też nasza własna zdolność odczytywania sygnałów ciała i reagowania na nie. Jak się ignorowało głód i zniekształcało pojmowanie sytości latami, no to nic dziwnego że później te sygnały są czarną magią, niezrozumiałe, trudne do zauważenia.
  • Oszczędny metabolizm – tak, to się wydarza naprawdę, niezależnie co mówią. Odsyłam do badań takich naukowców jak Mickey Stunkard, Jules Hirsch, Ethan Sims, Rudy Leibel. Więcej na ten temat tutaj i tutaj.
    Trochę tego jest. Ale nie chodzi tylko o ciało będące bardziej efektywne w pracy. Ono, żeby funkcjonować na mniejszej ilości energii zaczyna cięcia, przestaje robić wszystko porządnie. Infekcje trwają dłużej, włosy się przerzedzają, cykl menstruacyjny jest zaburzony, pojawia się mgła mózgowa i problem z koncentracją, problemy z trawieniem. No ale czyż nie warto dla mniejszego rozmiaru spodni, choć na chwilę?
  • Zaburzone żywienie albo zaburzenia odżywiania – wiele przypadków diet jest takim znormalizowanym zaburzonym żywieniem. One będą człowieka męczyć latami. Niektóre przypadki przerodzą się w pełnoprawne zaburzenia, bulimię, anoreksję, napadowe objadanie.
  • Obniżony nastrój – to się wyraźnie pojawia przy ograniczaniu energii, liczeniu kalorii, wyrzucaniu z menu całych grup żywności. Zbyt mała ilość energii ogranicza produkcję serotoniny, hormonu szczęścia. Każdy na wieloletnich dietach żyje z przewlekłym poczuciem winy z powodu jedzenia, to zostaje niejako wryte w jego podświadomość.
  • Kiepski obraz ciała – tak się mówi, że jak sobie schudniemy to się lepiej poczujemy w swoim ciele. No ale paradoksalnie, po jakimś czasie z dietami ten nasz obraz ciała wcale się nie poprawia. Stajemy się tylko bardziej skoncentrowani na wyglądzie i zalęknieni że przytyjemy. Zwykle właśnie spełnia się najczarniejszy scenariusz – tyjemy więcej niż waga wyjściowa. Nasz obraz ciała jest najgorszy w życiu i lepiej nie będzie. No chyba że by się dało utrzymać dietę, to się trochę polepszy, albo i nie, bo nie ma gwarancji.
  • Poczucie uzależnienia od jedzenia – jak my tak usuwamy całe grupy pysznego jedzenia albo mocno ograniczamy jego ilość, to po pewnym czasie dochodzi do utraty hamulców. Zaczynamy jeść z takim poczuciem, że żadna ilość ulubionych pokarmów nie jest w stanie zapełnić żołądka. Łatwo uwierzyć, że to uzależnienie od jedzenia ale tak naprawdę to tylko produkt restrykcji, utrata kontroli w odpowiedzi na sytuacje w jakiej się znaleźliśmy.
  • Niedobory żywieniowe – one się mogą bardzo łatwo pojawić przy dużym ograniczeniu kalorii albo przy usunięciu całych grup jedzenia. Mało kto na diecie pilnuje, żeby tam wszystko było, my się raczej nastawimy na rezultat. W końcu powiedzmy sobie szczerze jak jest, zwykle nie chodzi o odżywienie, a o schudniecie.
  • Infekcje, kontuzje wynikające z przeciążenia ćwiczeniami przy deficycie energetycznym. Temat kontuzji to temat bumerang, ciągle do mnie wraca na konsultacjach. Kobiety w każdym wieku narzekają na kontuzje po siłowni. One chciały jedynie schudnąć a lądują u ortopedy. Ciało nie regeneruje się tak dobrze na deficycie, a i bez niego nie jest gotowe na poziom obciążenia jak nieraz narzuca się człowiekowi by osiągnął swoje cele sylwetkowe.

Jeśli mam być szczera, pomimo całej tej listy, która jest w rzeczywistości o wiele dłuższa, u mnie pozbywanie się tej dietetycznej mentalności trwało latami. Bardzo długo miałam potrzebę ograniczania niektórych produktów. Nie umiałam inaczej. Nie potrafiłam sobie wyobrazić innego postępowania. Robiłam różne pozornie niedietetyczne rzeczy, żeby schudnąć. Rzuciłam diety, a jednak byłam na diecie. Pseudoodchudzanie to nadal odchudzanie tylko nie ma się świadomości swoich akcji. Na diecie wiadomo, to jest nazwane, a jak się nie nazwie zachowania po imieniu to można się łudzić, że się robi coś innego.

I tak:

  •  raz liczyłam węglowodany żeby nie przekroczyć pewnej dawki,
  • innym razem pilnowałam tłuszczu,
  • kalorie też liczyłam żeby się zgadzały,
  • pomijałam kolacje, bo stosowałam okno żywieniowe,
  • zamiast zaspokoić głód piłam kawę,
  • nie jadłam prawdziwych słodyczy.

Nie nazywałam tego odchudzaniem, robiłam tylko to, co trzeba robić nie odchudzając się. Co zrobić, takie działania są uważane za szlachetne. Można nie lubić tego, kto się teraz odchudza, ale jednak się go podziwia. A ja zawsze chciałam być podziwiana za starania. Na pożegnanie, pełna rozpaczy próbowałam jeszcze diety fleksitariańskiej. Jedyne co mi dała, to wypadające włosy. W sumie zawsze narzekałam, że mam ich za dużo to powinna się cieszyć. Mniej włosów byłoby na plus, gdyby nie to sprzątanie po nich, garść kłaków na szczotce, zatkany odpływ prysznica, ok… jednak podziękuję.

Warto pozbyć się myślenia dietetycznego

Ta mentalność dietetyczna siedzi w człowieku jak drzazga. Dlatego trzeba pilnie pracować by się tego dziada pozbyć. Pierwszy filar jedzenia intuicyjnego „pozbądź się dietetycznej mentalności”  ma naprawdę  wielką moc. Czasami zmienia życie kobiet z którymi współpracuję z dnia na dzień. To jest tak, że już po pierwszej konsultacji, przez tych kilka dni jechania na fali zmiany, można doświadczyć takiej prawdziwej wolności, jakby to był pilot serialu pt. moje nowe życie. Jasne że w pewnym momencie to się kończy, bo jednak nasze umysły  zaczynają nas zarzucać milionem wątpliwości. Wtedy dopiero się zaczyna prawdziwa praca, żeby to naprawdę zostało na zawsze. Ale przynajmniej mamy pewien przedsmak, coś do czego chcemy dążyć bo już wiemy jak smakuje.

Co daje pozbycie się dietetycznej mentalności?

Jak już się uda choć trochę pozbyć tej dietetycznej mentalności to zaczynają się dzięki temu dziać fajne rzeczy.

Jakie? Przeanalizujmy to:

  •  Uspokaja się instynkt. Ten instynkt, przez który się nieraz rzucamy na takie pączki. Czemu akurat pączki, a nie czekoladę? Dużo ostatnio słuchałam nagrań, że jak pączki leżą obok to nikt przecież nie może się powstrzymać przed jedzeniem. Takie oto przekonania szerzy się na różnych kanałach. My zawsze oceniamy świat przez pryzmat tęgo, co sami czujemy, więc jak ktoś jest na diecie, to może tak uważać. Ale to nie jest standard. To właśnie osoby doświadczające niedoboru będą mówić o jego skutkach głośno, bo te które mają czegoś pod dostatkiem nie będą mieć potrzeby się żalić. Jak coś jest, to się tego nie zauważa. Ale jak nie ma, no to wtedy odczuwa się dyskomfort. Od głodnej osoby, która ma narzucone wiele ograniczeń zawsze usłyszysz że jedzenie kusi, uzależnia i że nie można przejść obok obojętnie.
  • Odbieramy sens Ostatniej Wieczerzy czyli objadaniu. Wyobraź sobie następującą sytuację. Jesteś w sklepie i coś cię skusiło na lody. Kupujesz jednego. Po zjedzeniu stwierdzasz, że on był taki smaczny, a ty tak tęsknisz za przyjemnością, że w końcu tracisz kontrolę i zjadasz jeszcze wszystkie batony proteinowe kupione na zapas. A miały wystarczyć na cały miesiąc… Masz już mdłości, obiecujesz sobie, że od jutra całkiem rzucasz słodycze. No tak, ale to znaczy, że w przyszłości znów będzie głód, brak przyjemności czyli totalna beznadzieja. To może by sobie tak jeszcze jakieś chipsy zjeść na pożegnanie. A najlepiej to posprzątać cały dom z ostatniego ziarenka cukru. Hmm do północy dałoby się jeszcze upiec jakieś babeczki. Brzmi znajomo? To jest syndrom ostatniej wieczerzy. Po porzuceniu mentalności dietetycznej to zagrożenie znika, bo jutro nie będzie ograniczeń. Po co ci to jedzenie na zapas. Jak sobie wytłumaczysz napchanie się na noc, skoro jutro będzie nowy dzień i nadal będziesz mieć dostęp do całego jedzenia które lubisz?
  • Odbieramy sobie możliwość kompensacji za jedzenie – czyli zadośćuczynienie jakimś detoksem, dietą. Po ostatniej wieczerzy jest ciężko i marzysz że jutro zrobisz detoks, dzięki temu poczujesz się lepiej. No nie da się. Cierp, i zapamiętaj na przyszłość. Jak będziesz chcieć powtórzyć objedzenie jak przy ostatniej wieczerzy, to będziesz też znosić ciężkość. Zamiast na wyrzutach sumienia skupisz się wtedy na niewygodzie. To wystarczająca kara i duży straszak. Nie da się odpokutować tego czynu. Trzeba pocierpieć aż przejdzie.
  • Zmuszamy się do zajęcia się jedzeniem i ciałem teraz bo nie będzie specjalnej okazji. Jeśli nie podejmiesz akcji w tym momencie to nie będzie takiego specjalnego dnia, symbolicznej daty kiedy w końcu coś zacznie robić. Porzucasz dietetyczną mentalność, więc jedyny realny moment jest teraz. Nic poza teraz nie istnieje. Uczysz się żyć uważnie, brać z życia to, co daje a nie czekać na lepsze okazje.
  • Cokolwiek robimy dla ciała to myślimy o tym realistycznie i przyszłościowo. Najlepiej, by działanie miało sens długoterminowo bo nie robisz już nic dla krótkotrwałych wyników. Jak będziesz ćwiczyć to tak, żeby to lubić, a nie żeby realizować jakiś cel sylwetkowy. Postawisz radość i dobre samopoczucie ponad wygląd i efekty wizualne. Nie będziesz się nadwyrężać, zaciskać pasa, unieszczęśliwiać. Jeśli coś polubisz, to potem tego tak łatwo nie rzucisz.

I co, czy porzucenie mentalności dietetycznej nie jest to genialne?
Nie tylko genialne ale i kluczowe by cały proces układania relacji z jedzeniem się udał.

Doświadczyłam wielokrotnie pewnego fenomenu. Wystarczy, że sobie pomyślałam o diecie, a już tęskniłam za jedzeniem. Jakbym sobie groziła paluszkiem, że koniec tego dobrego i reagowała jak przerażony dzieciak. To nie będzie więcej chleba?

Planując ciągle niepewny dostęp jedzenia, niemalże gwarantowałam sobie to, że na myśl o smacznym jedzeniu będę czuć ekscytację. Od razu przypomina mi się pandemia. Podczas długiego zamknięcia w ciasnym mieszkaniu, ekscytowałam się wycieczką do sklepu. Jak tylko otworzyli parki to pierwsza biegłam na spacer na bulwary nad rzekę. Dzisiaj już mi tak nie zależy.

Już słyszę te głosy, że tak się nie da, że takie zachowanie gwarantuje ludziom obżeranie się i tycie.

To prawda, że my wszyscy mamy w sobie ten prymitywny instynkt najadania się na zapas jak tylko będzie okazja. Ale nikt nie powiedział że on zawsze jest pobudzony.

U niektórych ludzi jest uśpiony przez całe życie, a u innych, tych co go budzą dietami, może zostać ponownie uśpiony. Nie chodzimy z pradawnym głosem w głowie, który mówi jedz jedz jedz. On się odzywa jak to jest zasadne. Nie jesteśmy tacy pazerni na jedzenie jak się nam mówi.

A jeśli są poważne problemy z jedzeniem, to się je rozwiązuje. Zaburzeń nie leczy się dietą. Dieta tylko odsuwa zaburzenia na bok. Ale jak one w pewnym momencie wystrzelą, to będzie tak jakby zatykać palcem kran z które płynie woda. Spróbuj, a zobaczysz że się ta woda rozbryzguje na wszystkie strony.

od dietetycznego dna do świętego spokoju

Mam na imię Małgosia, jestem psychodietetykiem i promotorką nauki jedzenia opartego o intuicję, uważność i kompetencje żywieniowe. 

Konsultacje

Opinie klientek

Bardzo polecam spotkania z Małgorzatą Akkus – pełne zrozumienia, ciepła i otwartości na problem, a także chęci dzielenia się wiedzą i realnie pomocnym, rzeczowym i normalizującym podejściem do zdrowia, jedzenia i relacji z nim.

Magdalena

Z Małgosią zaczęłam współpracę w styczniu. Był to początek roku z hasłem przewodnim „ nowy rok, nowa ja”. I rzeczywiście tak się stało. Przez ładnych pare lat zaburzenie odżywiania rządziło moim życiem. Odkąd współpracuje z Małgosią nie tylko relacje z jedzeniem znacznie się poprawiły, ale również relacje z ludźmi i samoakceptacja (oczywiście mam jeszcze trochę do przepracowania, ale już nie jestem swoim największym wrogiem). Małgosia jest wspaniałą osoba, przy której można zawsze czuć się swobodnie, trafnie doradza i pokazuje jak jeść intuicyjnie bez żadnych wyrzutów sumienia.Polecam jak najbardziej.Wiem co to znaczy, zniszczyć sobie ładnych pare lat zycia przez diety, zakazy, nakazy i treningi bez końca,bez nadziei, ze kiedyś będzie lepiej. Z jej pomocą widzę ogromny postęp i wiem wyjście z zaburzeń odżywiania jest możliwe. Dziękuje 

Sylwia

Z Małgosią, pracuję już pół roku i wiem, że dzięki tej współpracy moje życie zmieniło się i zmienia cały czas na lepsze. Wiem, że zmiana wymaga odwagi ale serio warto! Małgosia jest wspierająca, nie ocenia, mam do niej pełne zaufanie. Widzę też jak lepsze relacje z jedzeniem wpływają na polepszenie w innych sferach mojego życia. Zamiast wydawać kasę na kolejne diety i catering odchudzający lepiej nauczyć się jeść intuicyjnie i żyć pełnia życia bez ciągłego uzależniania poczucia swojej wartości od kultury diet. Dziękuję Małgosiu <3

Ina

,, Rok temu trafiłam do pani Małgosi. Był to najgorszy moment w moim życiu. Mając zaburzenia odżywiania,niską samooceną myślałam,że już na zawsze jestem zmuszona być na dietach. Ale to Pani Małgosia pokazała mi,że aby być szczęśliwą nie trzeba być na diecie, że można mieć wysoką samoocenę kiedy zaufa się swojemu ciału i sobie. To Pani Małgosia pokazała mi jak jeść intuicyjnie,jak słuchać swojego ciała i jak je zaakceptować. Polecam z całego serca Panią Małgosię ! Dzięki Pani Małgosi można odzyskać wolność i spokój..i w końcu cieszyć się życiem wolnym od diet, restrykcji, kultury diet.”

Ola

„Podziekuję jeszcze raz za twoją ze mną pracę. Odbija mi się to pozytywnie do dzisiaj, pomaga nawigować w różnych rozdziałach pracy pobariatrycznej niesamowicie. Nawet kiedy mam miesiace kiedy jedzenie jest mi zupełnie obojętne bo czerpię przyjemność z czegoś innego itd, to wiem z tyłu glowy, bo przeżyłam i przegadałam z tobą, że jeśli chcę to mogę mieć foodgazmy.[…] Wiem, ze jedzenie intuicyjne czeka i bedzie grane. […] Efekty twojej ze mną pracy są obecne codziennie i codziennie czerpię z nich spokój i pewność.”

Magda

Małgosia korzysta z aktualnych wyników badań i danych, które potwierdzają, że życie w zgodzie z ciałem, uważnoscią na jego potrzeby i autentyczne, naturalne działania z poszanowaniem intuicji jedzeniowej czy ruchowej są podstawą zdrowia w ujęciu holistycznym. Jest świetnym przewodnikiem, ciepłym i cierpliwym nauczycielem, wyrozumiałym i troskliwym opiekunem w drodze do odzyskania siebie po latach w tytłania się w kulturze diet, opresji jedzeniowej czy treningowej. W tym pędzącym świecie pełnym perfekcjonizmu, nierealistycznych kanonów piękna czy restrykcji żywieniowych jest ze swoją wiedzą i mądrością (opartą o własne doświadczenia z obszaru relacji z jedzeniem) lustrem, w którym możesz się prawdziwie zobaczyć i usłyszeć. Jest świetnym psychodietetykiem, ktory pomógł mi zobaczyć zaburzoną relację z jedzeniem, z własnym ciałem i z aktywnością ruchową, a także poprowadzić mnie kroczek po kroczku jak uzdrowić i/lub uzdrawiać te obszary. Wspólna praca pozwoliła mi rozpracować i zostawić za sobą kompulsywne jedzenie, nierealistyczne założenia treningowe, wniósł w moje życie odkrycie czym jest mój głód a czym sytość, co faktycznie mi smakuje, czym jest przyjemna aktywność. Do Małgosi trafiłam, gdy po kilkunastu latach prób różnych diet i treningów odkryłam, że to nie może tak być. Człowiek tysiące lat temu nie urodził się z jadłospisem w ręku co ma jeść i kiedy, ani z kartką z rozspiską treningów. Dziękuję Małgosiu za Twój wysiłek i towarzyszenie w tej podróży, za zrozumienie i obecność za każdym razem, kiedy się rozglądam z lękiem. ❤ Polecam współpracę z Małgosią całym sercem!

Joanna
Konsultacje pomogły mi zobaczyć jak to, co wydawało mi się zdrowymi nawykami żywieniowymi było tak naprawdę restrykcjami. Bardzo podobał mi się praktyczny aspekt konsultacji – eksperymentowanie ze smakami, teksturą, kolorami, poznawanie odczuć głodu i sytości. Czuję się teraz dużo swobodniej jeśli chodzi o moją relacje z jedzeniem i czuję, że mogę ufać swojemu ciału :)
Aneta