Dostałam od Was taką opinię, że „Jedzenie Intuicyjne jest przywilejem”. Chciałabym powiedzieć, że nie, i że każdy przecież może jeść intuicyjnie. Ale to nie prawda. Jedzenie intuicyjne jest cudowne ale, wymaga czasu, wolności, dyscypliny i… pieniędzy.

Nie każdy może sobie na to pozwolić z wielu różnych powodów. Do powodów nie należy konieczność zrzucenia wagi, insulinooporność, cukrzyca czy zaburzenia odżywiania. Właściwego odczytywania sygnałów głodu i sytości i komponowania dobrych DLA SIEBIE posiłków uczymy się w trakcie. To proces długi ale w pełni kompleksowy. Wszystko czego można potrzebować na drodze do żywienia się zgodnie z własną intuicją jest podane na tacy. Ale ciągle, jeśli chociaż rozważasz wejście na tę drogę, zastanawiasz się czy to się u ciebie sprawdzi – jesteś na uprzywilejowanej pozycji.

Nie lubimy mówić o przywilejach bo wtedy się okazuje, że mamy więcej niż myślimy, że mamy. I powstaje przymus docenienia tego. A to już nie jest łatwe. Dużo łatwiej patrzeć na siebie z perspektywy braków.

Cukier

Cukier uzależnia. Jestem uzależnion(y)a!

Cukier – czy uzależnia? Tutaj nie ma zgody. Ale zgodzimy się, że cukier pociesza, przynajmniej na chwilę gdy jest źle. I jest tanim pocieszaczem gdy nie masz pieniędzy.

Jaka grupa społeczna jest najbardziej narażona na otyłość i choroby skorelowane z otyłością? Grupa najbiedniejsza.

Pozwolenie na jedzenie – jeśli cię stać

Czy wiesz co mówią przeciwnicy jedzenia intuicyjnego? A no to, że bezwarunkowe pozwolenie na jedzenie sprawi, że ludzie zaczną tyć i jeść bardzo źle. W praktyce ludzie zaczynają eksperymentować, odkrywać nowe smaki, kierować się tym, jakie jest samopoczucie po jedzeniu. Trzymają w domu i w pracy różne przekąski by ciągle mieć pewność, że mają coś smacznego jeśli zgłodnieją. A jak wiadomo satysfakcjonujący posiłek sprawia że jemy mniej.

Tylko żeby tak było, trzeba mieć możliwości. Pieniądze na smaczne jedzenie, czas na jedzenie o tych porach kiedy przychodzi głód, umiejętności gotowania smacznych posiłków i środki na składniki, albo pieniądze by zjeść poza domem.

Rzeczywistość wielu ludzi wygląda tak, że kupują to, co jest tanie, smaczniejsze i daje chwilową poprawę samopoczucia. Co z tego, że kasza pęczak jest tania. Co z tego, że kapusta biała i buraki są teraz tanie. Ciastka z cukru, margaryny i pszennej mąki są równie tanie. I człowiek który autentycznie musi jeść tę kaszę na zmianę z gotowanymi ziemniakami i dodatkiem tartych buraków albo kiszonej kapusty, zapragnie tego ciastka. Ciastko osłodzi mu życie.

Kasze nie są drogie, tylko dodatki. Oczywiście to zależy od tego, co dany człowiek uważa za drogie i jakie ma poza jedzeniem wydatki. Pamiętajmy że dzisiejszy świat różni się od naszej rzeczywistości sprzed 10-15 lat. A przecież wielu z nas problemy z wagą wyniosła z wczesnej młodości. Z czasów gdy łatwo nie było.

Jem co chcę? Czy jem na co mnie stać?

Gdybym miała dzisiaj nakarmić rodzinę za najmniejsze możliwe pieniądze, poszłabym do dyskontu i skorzystała z promocji. W moim koszyku znalazłby się kilogram ćwiartek z kurczaka za 2,39zł, kilogram ziemniaków za 1zł, 1/2kg cebuli za 99gr/kg, litr oleju słonecznikowego za 3,99zł/kg. Dobrałabym jeszcze jakąś najtańszą przyprawę uniwersalną za 1zł (już w innym sklepie). Za wszystko zapłaciłabym 9zł więc jeszcze paczka tanich ciastek za 1zł. Dycha a przyprawa i olej zostaną mi na dłużej! Wniosek? Niewiele ponad 5zł za obiad dla całej rodziny.

Dlaczego nie kupiłabym lepszych przypraw? No cóż, cena kilku torebek: papryki, czosnku, pieprzu, oregano, ostrej papryki by mnie przeraziła. Tyle na raz! Buraki, ocet, tarty chrzan na przygotowanie ćwikły – to bym już odpuściła. Tyle pracy i dodatkowe kilka złotych. Pewnie z czasem by się opłaciło ale czy myśli się logicznie kiedy życie jest ciężkie? Niekoniecznie, nie zawsze.

I mogłabym marzyć o jedzeniu intuicyjnym. Mogłabym nie chcieć jeść znów tego kurczaka z ziemniakami bo marzył by mi się indyk albo jakieś super smaczne warzywne danie. Mogłabym! Marzenia są darmowe.

Trochę empatii

Zdaję sobie sprawę, że zawsze da się lepiej zaplanować, lepiej ugotować, znaleźć lepsze sposoby na poprawę humoru niż tanie kruche ciastko. Tak samo zawsze można się nie kłócić i tylko dyplomatycznie rozwiązywać konflikty. Tylko nie każdy robił kurs z psychologii, rozładowywania stresu, dietetyki, zarządzania pieniędzmi, rozwoju osobistego, radzenia sobie z emocjami, dbania o rodzinę, zarządzania kryzysem i tak dalej. Naprawdę nie każdy!

Wiem, że to co mogę dzisiaj zawdzięczam warunkom jakie mam. Gdybym chciała jako studentka skorzystać z promocji i kupić dużą ilość taniego kurczaka, potem zamrozić i jeść raz w tygodniu  –  nie mogłabym. Nie mieliśmy miejsca w zamrażalce. Poza tym w moim domu dla oszczędności jadło się makaron z olejem i bułką tartą. Nawet nie wiedziałam, że można kupić udka z kurczaka a potem je upiec. I nie, nie miałam instagrama ani facebooka by zobaczyć to na Kwestii Smaku czy u Magdy Gesler.

W jedzeniu intuicyjnym i szeroko pojętej dietetyce stoimy przed sporym wyzwaniem. Cała edukacja żywieniowa jest oparta o przywileje. 400g różnorodnych warzyw dziennie, zboża pełnoziarniste, dobre źródła białka, orzechy, pestki, dobre przyprawy, nabiał z dobrego źródła, robienie wszystkiego w domu, niekorzystanie z przetworzonych produktów – to jest wszystko dobre, prawdziwe, zdrowe. Szkoda tylko, że nie dla każdego dostępne.

Ja jeszcze pamiętam te chwile kiedy kupienie kostek rosołowych wychodziło mnie taniej niż kupienie całego zestawu ziół i przypraw.

Kiedy patrzę dzisiaj na świat, na pandemię, ludzi którzy tracą pracę boję się. Tego teraz jeszcze nie widać, ale kto wie czy jedzenie intuicyjne nie stanie się jeszcze większym przywilejem?