Czy sytość i satysfakcja z jedzenia są tożsame?

Kiedy mówimy o jedzeniu w kontekście diety odchudzających na myśl przychodzą nam 2 terminy: głód i sytość. Jednak czy to faktycznie pełny obraz doznań ciała związanych ze zjadaniem pokarmu? W jedzeniu intuicyjnym i właściwie każdej wersji normalnego jedzenia, nieopartego o restrykcje, występuje jeszcze jedno, ważne słowo – satysfakcja. Ale czy bycie najedzonym nie jest tożsame z satysfakcją? A czy brak głodu to nie jest już sytość?

Wyobraź sobie, że zjadasz wielką porcję gotowanej piersi z kurczaka albo 2 kostki grillowanego tofu. Bez dodatków. Samo źródło białka bez tłuszczu, jak w białkowej diecie Dukana. W tym momencie czujesz się najedzony. Nie masz najmniejszej chęci by zjeść choćby jeden mały kawałeczek tego samego dania. Możesz czuć, że jedzenie napiera na ścianki żołądka. Masz ewidentnie dość. Ale w tym samym czasie, gdyby tylko pojawiło się coś, co lubisz to chętnie to zjesz. Wstając od stołu zaczniesz nawet przeszukiwać szafki w poszukiwaniu czegoś pysznego. Jeśli się nie znajdzie nic pysznego to zaakceptujesz cokolwiek, byle było to odrobinę smaczniejsze od głównego posiłku. Najchętniej coś słodkiego z tłuszczem. Dlaczego? Ponieważ zabrakło satysfakcji.

Co to jest satysfakcja z jedzenia.

Satysfakcja to uczucie po posiłku, które można określić jako zadowolenie. Satysfakcja nie musi być tożsama z sytością. Satysfakcjonujące może być zjedzenie małej przystawki przed głównym daniem, choć nie doprowadzi to wcale do zaspokojenia głodu. Satysfakcjonujące będzie zjedzenie słodkiego ciastka po sytym obiedzie. Satysfakcja to przyjemność z jedzenia.

Jeżeli tej przyjemności w głównych posiłkach zabraknie, jesteśmy skłonni do robienie dwóch rzeczy.

– przejadanie się w trakcie posiłku np. niskokaloryczną zupą warzywną by poczuć choćby mały ekwiwalent satysfakcji z jedzenia

– przekąszanie pomiędzy posiłkami różnych drobnych pokarmów, które zapewnią podniebieniu przyjemność.

Przypomnij sobie swoją ostatnią dietę. Posiłek mógł być spory, mógł być nieźle zbilansowany, ale po nim ciągle myślało się o jedzeniu. W normalnej sytuacji, gdy jesz zgodnie ze swoją intuicją, po posiłku zapominasz o jedzeniu na dobrych kilka godzin. Przypominasz sobie o nim dopiero kiedy poczujesz pierwsze delikatne oznaki głodu. Pojawią się myśli związane z jedzeniem, może delikatne ssanie w żołądku. Jeśli zaczekasz dłużej to możesz poczuć rozdrażnienie. Nie będziesz się w stanie skupić na zadaniu ani minuty dłużej jeśli czegoś nie zjesz. Tak jest w sytuacji gdy jesz regularnie i nie ignorujesz swoich potrzeb. Niestety kultura diety mocno zadbała by zaburzyć naszą zdolność do rozumienia sygnałów naszego ciała. Czujemy dumę jeśli przeciągamy głód do granic wytrzymałości. Pijemy kolejną kawę albo napój proteinowy wierząc, że dzięki temu głód oszukamy. Jesteśmy przekonani, że to droga do szczupłej sylwetki, zdrowia i sukcesu.

Tak jest przez kilka tygodni, miesięcy, może rok. Aż przychodzi załamanie. Wtedy zaczynamy się objadać jakby to było nasze pierwsze jedzenie od lat. Szybko czujemy się z tym paskudnie bo gdzie się podziała ta silna wola? Nie zdajemy sobie sprawy, że to jest normalne i dotyczy niemal wszystkich, którzy narzucają na siebie restrykcje, ignorują głód i potrzeby swojego ciała.

Satysfakcja i sytość często występują razem ale nie są tożsame. Mogą pojawiać się osobno. Sytość bez satysfakcji jest w porządku. Jedzenie nie zawsze jest wyjątkowe i smaczne. Czasami jemy i idziemy dalej. Jedzenie nie zawsze musi być syte. Jedząc ulubione lody nie jemy ich jako ekwiwalent posiłku, nie mają sycić. Jednak kiedy jesteśmy w amoku odchudzania, diet i restrykcji to tak się właśnie dzieje, że posiłki przez większość czasu nie dają satysfakcji a satysfakcjonujące pokarmy, które nie mają być posiłkiem, stają się nim. Zjadamy lody zamiast obiadu albo obiad, który w ogóle nie smakuje.