W dzisiejszych czasach świadome wprowadzanie restrykcji żywieniowych prowadzi do paranoi. Słucham nocą muzyki na YouTube i co widzę? Reklamę Doritos o moim ulubionym smaku. Otwieram Instagram i widzę ciasto z masłem orzechowym. Chociaż już nie śledzę kont z jedzeniem to zawsze coś się trafia. Nawet gdy czuję się pewnie, bez żadnych obsesyjnych myśli to tak łatwo dostać skądś sugestię. I już przychodzi ochota na to, co na zdjęciu. Bez telewizji i bez codziennych zakupów, bez witryn ciastkarni i zapachu z ulic. Społeczeństwo zadbało by sugestie mówiące jedz jedz były wszędzie.

Dieta wpędza w paranoję

I tak jak już zacznę jeść te piękne torty ze zdjęć na widok których dostaję ślinotoku – pobudka. Na każdym kroku słyszę jesteś za gruba, przejdź na dietę dla zdrowia. I widzę reklamę siłowni a na niej super szczupłą modelkę wcinającą eko batona energetycznego i dumnie wspinającą absy.

Wkurza mnie to. Bo nikt tak naprawdę nie chce byśmy byli szczupli.

Społeczeństwo chce byśmy tyli i chudli i ciągle szukali pomocy

Chce byśmy próbowali wcisnąć się w spodnie XS uszyte na filigranowe Azjatki i poddaje nam pod nos katering dietetyczny 1000kcal, innymi słowy głodówkę. Tak żebyśmy zaraz po wciśnięciu się w te spodnie zaczęły się objadać nową mleczną kanapką z reklamy albo czymkolwiek innym.

Ja się przeciwko temu buntuję

Nie zgadzam się by być elementem tej gry. Sprzedaje mi się opakowanie ciastek XXL i podwójny zestaw frytek 50% taniej, a potem daje mi się spodnie, w które nigdy nie wejdę. Więc wykupuję ten zestaw suplementów odchudzających i karnet na siłownię a w miedzy czasie widzę reklamę doritos i już chce zjeść całą paczkę. A na końcu mówią mi, że to wszystko moja wina bo jestem łakoma, leniwa i nie mam za grosz silnej woli. I nawet nie wiem kiedy a już stoję w kolejce do psychologa a potem w aptece po antydepresanty. Na nich pewnie przytyję. Pójdę do lekarza przebadać hormony na tarczycę. A ten powie mi żebym się nie wygłupiała, jestem zdrowa tylko muszę schudnąć i wyśle mnie do dietetyka.

Nowa dieta i paranoja są blisko

Nie pójdę do dietetyka bo już zjadłam zęby na dietach. Wypróbuję keto dietę albo dukana. Wiesz, żeby szybko doprowadzić się do porządku, w między czasie dostanę kamieni nerkowych. Znów wyląduję u lekarza i to znowu będzie moją wina. Schudnę po operacji a potem przytyję bo zacznę jeść i pewnie zacznę szukać nowej diety. Przecież znowu zawiodłam. Za dużo jem i za mało ćwiczę. Ach jak nasze babki dawały radę, nie wiem. Nawet nie wiedziały co to kaloria.

A my co, na każdym kroku – jedz a potem licz kalorie i chudnij

I masz takiego Masterchefa, i Kuchenne rewolucje i Makłowicza. Żeby było mało to jest Kuroń, Marta Dymek, Bake off, Masterchef junior, Hells Kitchen, Gordon Ramsey i więcej ale już nie pamiętam.

Napatrzę się i pewnie, że chcę też coś zjeść. A potem za karę trzeba poćwiczyć. Dopóki mam czas i siłę to czemu nie. Poznęcam się nad sobą po 45 minut 5x w tygodniu. Ale w końcu przestanę bo przyznam sama przed sobą, że nie cierpię podskakiwać przed komputerem i nie znoszę tej gęby, która mi mówi jeszcze trochę. Znajduję inne filmy i już bardziej mi się podoba, lubię tę nową panią albo pana, jest fajnie. Tylko znów coś się dzieje.

Jestem zmęczona

Jestem zmęczona i szykuje mi się wyjazd. I w ogóle nie ma mnie w domu przez okrągły miesiąc. No i nic nie ćwiczyłam. A potem nie mam już siły. Jak sobie pomyślę, że znów spocę się jak świnia, trzeba będzie myć włosy, suszyć i rano je układać… I tylko po to, żeby w nocy znów się spocić i mieć powtórkę z historii. Nie chcę mi się. Pójdę na spacer, godzina wystarczy. Mówią, że 30 minut dziennie dla zdrowia jest w porządku. I tak drepczę przez godzinę prawie codziennie. Któregoś dnia przestaję bo zaczęliśmy oglądać z moim lubym nowy serial i tak mi jest dobrze i miło i wygodnie, że wolę się wylegiwać na kanapie i oglądnąć 2 odcinki pod rząd. I masz. Wszystko szlag trafił. Wróciło 5kg. To moja wina. Jestem leniwa i paskudna. Teraz wierzysz że dieta wpędza w paranoję?

Za tydzień znowu przejdę na dietę

piękno bez granicAlbo za 2 tygodnie bo jutro są urodziny mamy a potem wesele koleżanki. Kurczę nie da rady teraz. Za dużo wyjazdów i codziennie pizza. Ale jestem gruba. Już się nie przytulam z moim lubym kiedy oglądamy ten nowy serial. Nie chce żeby dotykał mojej paskudnej fałdy na brzuchu. Uff przyszedł ten dzień, że znowu ćwiczę i znów jestem wredna. No bo jestem głodna. Dalej się nie przytulam bo tym razem on już nie chce. Byłam wredna. I włosy mi śmierdzą, no ale nie mogę ich codziennie myć. Są za długie. Tak to jest myśl! Zetnę je, będzie szybciej. Ścięłam, teraz co miesiąc muszę podcinać żeby zachowały kształt. Niech to diabli ile to kosztuje. Zapuszczam. Diabelne włosy. Stoją na wszystkie strony. Nadal się nie przytulam bo noc jest od treningów i od oglądania live’ów od trenerek i Q&A. Nie ma czasu na seriale.

Nigdzie nie idę

Nie ma szans żebyśmy napili się wina do kolacji, najlepiej w ogóle nie idźmy do restauracji, mam kurczaka gotowane na parze w lunchboxie, muszę go zjeść. Do baru? Zapomnij, piwo mi rozwali całą dietę na 2 tygodnie.

Historia nie ma końca

I tak dalej, mogę ciągnąć tę historię w nieskończoność, dodawać nowe wątki i nie będzie końca. Bo dieta jest równa z paranoją. Mimo dobrych chęci zawsze bliżej jest do paranoi niż do szczęścia.

A może, może z tym skończyć? Pokazałam kulturze diet środkowy palec i nie pozwolę się więcej wpędzać w paranoje.

Poszukam dobrego polskiego sklepu i kupię spodnie w moim rozmiarze.

Po reklamie doritos powiem sobie – kochana jak tylko będziesz w większym sklepie to kup je i zjedz. Napewno zapomnę do tej pory. Nie chodzę często na zakupy.

Nie kupie też ciastek XXL bo jak nie jestem na diecie, po diecie i przed dietą to nie mam na nie ochoty.

Frytki kupię jeśli będę głodna ale nie będę sobie robić wyrzutów sumienia. Lepsze ciepłe frytki niż słone paluszki.

I niech mi ktoś jeszcze powie, jesteś gruba schudnij dla zdrowia. Nie wiem, wystawię pazury i zostawię ślady. Drugi raz się nie odważy. Dieta wpędza wpędza w paranoję, proszę mi wybaczyć agresję. 

Czytaj również: