Dlaczego kultura diety odbiera nam szczęście, satysfakcje i wiarę w siebie?

Kultura diety
źródło: iStock Galina Zhigalova

Kultura diety osiągnęła oszałamiający sukces. Zapisałyśmy sobie głęboko w podświadomości, że będziemy spełnione, szczęśliwe i wartościowe tylko i wyłącznie wtedy, gdy będziemy mieć bardzo szczupłe ciało. Trudno jest o tym zapomnieć i ruszyć do przodu.

Nieważne jak długo pracujemy nad poczuciem własnej wartości, nad samoakceptacją i tak gdzieś głęboko tkwi myśl

– “ale gdybyś jednak była szczuplejsza to byłabyś spełniona, akceptowana, szanowana.”

Moja złość na kulturę diety

Uwaga, teraz piszę sama do siebie w złości na siebie. Czasami w głowie mi się nie mieści, jak mogę w ogóle dopuszczać do siebie myśl, że będę spełniona jeśli wrócę do sylwetki sprzed lat, kiedy to byłam niedożywiona i najbardziej nieszczęśliwa w życiu. Jak wielki sukces odniosła kultura diety w swojej propagandzie, że ja nadal miewam myśli, przez które pojawia się niezadowolenie z ciała. Po tylu latach nadal zdarzają się momenty, że te myśli wracają. Gdyby tylko to ciało było inne, odrobinę szczuplejsze, jędrniejsze, gładsze, młodsze, to.. to… no właściwie co. Co by się wtedy zmieniło w moim życiu? Do czego by to mnie doprowadziło?

Podobne pytanie zadaje kobietom na sesjach i to zawsze prowadzi nas w ślepą uliczkę. Gdybym miała to ciało, które ma mi dać satysfakcję i spełnienie, to co by mi to pięknego w życiu przyniosło? Ja nie umiem znaleźć odpowiedzi. Moje klientki nie potrafią wymyślić co dalej miałoby się stać po osiągnięciu satysfakcji. Pewność siebie, szacunek innych, pochwały, poczucie spełnienia – to chwilowe, a co dalej? Do czego mnie to później pchnie, co umożliwi, jakie szlaki przetrze?

To nie o chudym ciele marzymy i kultura diety o tym wie

Potrafimy znaleźć mnóstwo fantastycznych powodów dlaczego warto byłoby ruszać się regularnie i jeść pełnowartościowe posiłki. Potrafimy zrobić plan, dzięki któremu to będzie łatwe, realne i chciane. Tutaj możliwości są nieograniczone, jak wiele nam to może przynieść zysku. Oczy zaczynają lśnić przy tworzeniu tej wizji. Nie ma ślepej uliczki jak przy idealnej figurze. Tutaj nie ma kłopotu z wymyśleniem dlaczego warto byłoby się starać. Ale przecież to nie na tym się skupiamy w kulturze diety i nie w tym sens. Dostajemy przepis na wieczne niezadowolenie z siebie i wiarę, że jak tylko schudniemy to będziemy szczęśliwe. Mamy zawalczyć o siebie i upilnować ciało by stało się i pozostało szczupłe.

Na każdym kroku kultura diety utwierdza nas w przekonaniu, że to właśnie szczupłe ciało to jest ten jedyny sposób na spełnienie. To ma być klucz do sukcesu, bez którego nigdy nie możemy poczuć się kompletne.

Robimy się ślepi na szczęście, tego chce kultura diety

Wszystko, przez co mogłybyśmy się poczuć spełnione i kompletne, zadziewa się tuż obok nas. Kłopot w tym, że nie mamy w sobie pozwolenia by po to sięgnąć. Najpierw należałoby spełnić warunek – posiadanie właściwego ciała. Marzysz o wakacjach pod palmami? Nawet jeśli masz odłożone pieniądze to wolisz je zainwestować w naprawę ciała by kiedyś móc na wakacje pojechać. Po co ci ten pośrednik? Jedź i nie oglądaj się za siebie.

Nawet jeśli masz dziesiątki maleńkich powodów do szczęścia już teraz, każdego dnia, to nie możesz ich uznać bo masz wystający brzuch i to cię dyskwalifikuje. Ile okazji przeszło koło nosa, bo przecież z takim ciałem to nie bardzo.

Żaden sukces się nie liczy jeśli ciało jest nieidealne.

Możemy mówić, że siebie kochamy, że wszystkie ciała są piękne albo że jesteśmy czymś więcej niż ciałem.

Ale ta narracja, że prawdziwe spełnienie przyjdzie dopiero kiedy znajdziemy sposób na ciało jest w powietrzu. Oddychamy nią każdego dnia. Zatruwa nas toksycznymi oparami. Ja czuję się podtruta mimo, że od 4 lat każdego dnia robię detoks. U mnie te myśli trwają nie więcej niż kilka sekund, nie wywołując żalu, i przychodzą rzadko. Ale jednak pojawiają się i dlatego mówię ci o nich. Nie są niczym strasznym, raczej odzwierciedleniem środowiska w jakim żyjemy.

Tak mocno zinternalizowałyśmy przesłanie kultury diety, że nasze ciała wymagają naprawy byśmy miały w końcu prawo czuć satysfakcję, że nie możemy tego od siebie w 100% odkleić. Siedzi to w nas mimo, że logika i doświadczenie mówią co innego. W mojej głowie nadal czasami miętolę tę myśl, że to ciało nie jest wystarczająco dobre. Rozumiem ciebie, jeśli czujesz, że bardzo chcesz się od tego uwolnić, ale coś ciągnie cię w dół. Bądź dobrej myśli. Wyjdziesz z tego.

Ciało to temat zastępczy

Możesz spełniać wszystkie marzenia bez chudnięcia (no może nie wymienisz się ubraniami z Kate Moss, Anją Rubik, Anią Lewandowską czy Ewą Chodakowską – ale założę się, że nie o tym tak naprawdę marzysz). Możesz być spełniona, zdrowa, silna, szanowana, akceptowana, pełna energii, możesz odnosić wszelkie sukcesy i nie mieć idealnego ciała. Ta bariera, że ciało blokuje cię przed czymkolwiek jest tylko w twojej głowie. Tak wiem, że nasze społeczeństwo nie pomaga. Ale masz moc i możesz wiele zmienić jeśli tylko dopuścisz do siebie myśl, że to jest dla ciebie realne.

Nie pozwól by temat modelowania ciała stał się tematem zastępczym, który daje powód by się nie zajmować swoim życiem. Niepowodzenia nie są związane z kształtem ciała, ani nie znikną dzięki zmianie jego kształtu. Ale zachowaj czujność bo właśnie to chce ci wmówić kultura diety.

Mam na imię Małgosia, jestem psychodietetykiem i promotorką nauki jedzenia opartego o intuicję, uważność i kompetencje żywieniowe. 

Konsultacje