Dlaczego rada: kieruj się głodem i sytością, niczego sobie nie zabraniaj nie działa?

Dlaczego rada: kieruj się głodem i sytością, niczego sobie nie zabraniaj NIE DZIAŁA i nie przybliża Cię do jedzenia intuicyjnego?

  • Ja wiem, że są takie grupy coachingowe, które tego uczą.
  • Wiem też, że są coachowie jedzenia intuicyjnego, którzy tego uczą.
  • Wiem też, że są osoby, którym to pomogło.

Ja do nich nie należę.

Czasami to wszystko zadziała a czasami nie. Od czego to zależy?

Na ciałopozytywnych grupach coachingowych, szczególnie za granicą, popularna jest takie podejście, by jedzenie intuicyjne zacząć od miesiąca miodowego, który opiera się na bezwarunkowym pozwoleniu na jedzenie. I o ile faktycznie bezwarunkowe pozwolenie na jedzenie jest podstawą jedzenia intuicyjnego, to niekoniecznie w takiej formie. To nie o taki miesiąc miodowy chodzi. Skąd ja o tym wiem?  Przekonałam się na własnej skórze.

Swoją przygodę z jedzeniem intuicyjnym rozpoczęłam właśnie od uczenia się zasad z materiałów opublikowanych przeważnie w Stanach Zjednoczonych. Było dużo mówienia o miesiącu miodowym, jedzeniu ile się chce i kiedy się chce. W sumie brzmi zachęcająco. Kto po spędzeniu połowy życia na dietach nie chciałby trochę normalności?

Miesiąc miodowy brzmi genialnie. Tylko warto mieć w głowie właściwą wizję tego miesiąca miodowego.

  1. Wyobraź sobie, że przez bardzo długi czas wstrzymujesz oddech. Co się dzieje? Brakuje Ci powietrza. Czujesz przymus by głęboko oddychać. Łapczywie łapiesz powietrze. Czy w takiej sytuacji będziesz w stanie skorzystać z rady – oddychaj spokojnie, głęboko, obserwuj oddech, przytrzymaj na chwilę powietrze w płucach, powoli je wypuszczaj? A co jeśli musiałaś szybko biec i nie możesz teraz złapać oddechu, nie możesz nawet mówić, masz taką zadyszkę. Czy teraz będziesz w stanie oddychać jak przed chwilą opisałam? Nie będziesz. Ale Rafał, Ania i Robert którzy siedzą teraz spokojnie, nie będą mieli z tym problemu. Ale to nie znaczy, że Ty jak już się uspokoisz i odpoczniesz, nie będziesz w stanie tak oddychać. Będziesz!

I tak też jest z jedzeniem. Jeśli jesteś w takim miejscu w życiu, że ciągle brakuje Ci jedzenia, będziesz jeść łapczywie a nie spokojnie. Ale to nie znaczy, że tak będzie zawsze.

  1. Czasami mamy taką sytuację życiową, albo żyjemy w takim otoczeniu, że nie jest łatwo pozwolić sobie na porzucenie diety, restrykcji i postawić na normalne żywienie. To wszystko nie jest czarno-białe.

Ja sama posłuchałam i zaczęłam jeść. Przecież kiedyś to wszystko się ustabilizuje, nie? Będzie normalnie. Przestanę chcieć być na tym miesiącu miodowym i zapragnę bardziej przemyślanego jedzenia.

Skończyło się na tym, że owszem jadłam kiedy chciałam i ile chciałam, ale ciągle miałam wokół głowy te myśli, że to powinno być zdrowo. Jadłam za dużo ale niekoniecznie z pełną satysfakcją. Skoro jadłam za dużo, to nie czułam się dobrze. Skoro jadłam bez większej satysfakcji (na okrągło to samo ciasto marchewkowe) to w końcu przestałam mieć chęć na gotowanie, jedzenie przestało mnie interesować. Ale nie byłam bliżej kierowania się intuicją.

Nosiłam w sobie paniczny strach zarówno przed byciem głodną, jak i przed jedzeniem tego, co lubię. Według założeń, w pewnym momencie to powinno się stać naturalnie – zaczniesz pozostawiać na talerzu niedojedzone pokarmy, ponieważ poczujesz że masz dość. Czasami tak, czasami nie. U mnie tak nie było. Wpadałam w panikę, która kończyła się morzem łez kiedy usłyszałam, że może nie muszę tyle jeść. Panikowałam tak bardzo, że wolałam nie robić nic, niż ogarnąć jedzenie. Zresztą, nie wiedziałam nawet, jak miałabym to zrobić. W końcu wszędzie słyszałam – miesiąc miodowy, miesiąc miodowy! Potem wszystko się ułoży.

Wiesz kiedy zaczęłam sobie uświadamiać że coś tutaj nie gra? Kiedy zaczęłam dostawać coraz więcej zapytań o głód od moich czytelników. Mi samej wydawało się, że nie mam z nim już problemu, więc zaczęłam pisać krótkie opracowanie, które miało pomóc innym w zrozumieniu głodu. To opracowanie zatytułowałam Zrozumieć Głód. Jeszcze przed skończeniem pierwszego rozdziału zrozumiałam, że odkryłam tylko wierzchołek góry lodowej. Zaczęłam czytać, jedna książka, druga, trzecia, czwarta… i wtedy dopiero u mnie samej dokonał się przełom. Nie stało się to z dnia na dzień, nie myśl sobie. Powstały 3 edycje opracowania i każda z nich była wzbogacona o nowe informacje. Ono się rozwijało wraz ze mną.

Czy u Ciebie będzie tak samo?

Są różne podejścia do jedzenia intuicyjnego,

  • jedno z nich zakłada skok na głęboką wodę i przeżycie miesiąca miodowego jak w książce The f*ck it diet,
  • drugie to metoda małych kroków i powolne uczenie się nowych rzeczy.

Obie metody się sprawdzą u różnych ludzi. Przecież nie jesteśmy tacy sami, mamy różne historie, żyjemy w różnych środowiskach, nasze ciała i psychika są też w różnej kondycji. Nauczyłam się by już nie osądzać żadnego podejścia do jedzenia i też nie napalać się na nic bez przemyślenia sprawy.

Jedni uczą się języka obcego zanurzając się w kulturze innego kraju, oni chłoną język, zapamiętują to, co słyszą, nie znają gramatyki ale jakoś mówią. Inni, tak jak ja, muszą najpierw nauczyć się gramatyki żeby zrozumieć szyk zdania. Inaczej niczego potem nie załapią. Kiedy wrzucisz mnie w obcą kulturę spanikuję. Potrzebuję struktury, fundamentów. Czy jestem w jakikolwiek sposób gorsza od tych, którzy uczą się inaczej? Nie!

Kiedy w jedzeniu intuicyjnym wybierzesz metodę radykalnego miesiąca miodowego i będziesz czekać aż wszystko się samo ułoży, możesz wpaść w panikę, tak jak ja, gdy masz tendencję do sporego jojo, zero świadomości swojego ciała i jeszcze zero poczucia bezpieczeństwa żywieniowego. Jeśli natomiast to jojo jest akceptowalne dla ciebie i w otoczeniu w którym żyjesz, jest łatwiejsze w aspekcie fizycznym (mobilność, samopoczucie) to przechodzisz to wszystko łagodniej. Liczy się też twoje otoczenie, bliscy motywują czy demotywują, masz prawo się zmienić czy nie masz. Nic nie jest czarno białe.

Ja zaczęłam od metody radykalnego miesiąca miodowego bo innej nie znałam. Nie sprawdziła się. Przeszłam do metody małych kroków i poczułam się bezpiecznie. W końcu coś zaczęło się dziać, zaczęłam się czuć dobrze sama ze sobą. To nadal był miesiąc miodowy tylko, że na innych zasadach. Bardziej ustrukturyzowany.

Ja to nie ty. Czasami warto tym wszystkim pieprznąć i zacząć żyć. Innym razem dobrze jest być ostrożniejszym i odkrywać nową drogę po kawałku. A ty, jakim typem człowieka jesteś? Jaką masz historię diet? Boisz się że wpadniesz w panikę, czy nie przeszkadza ci pójście na żywioł?