Marzenie o doskonałości jest jednym z ludzkich potworów. Niestety, mających ogromną władzę nad większością ludzi.

Katarzyna Miller

Miałam takiego potwora od dziecka. Zawsze starałam się być idealna. Nie mogłam być idealnie piękna i szczupła więc miałam idealne oceny i perfekcyjną opinię.

To mi nie wystarczyło w dorosłym życiu. Już żaden substytut ideału nie mógł zastąpić potrzeby perfekcyjnego, akceptowalnego społecznie wyglądu. Myślałam, że jeśli nie zbliżę się do ideału maksymalnie jak tylko się da to nikt nie spojrzy na mnie przychylnie. Tak się nauczyłam już w dzieciństwie. Wygląd jest najważniejszy i trzeba za wszelką cenę o niego walczyć. Kosztem wszystkiego.

Z wiekiem było tylko gorzej. Perfekcyjne oceny i idealne zachowanie nie mogły zastąpić mojej prawdziwej “ułomności”. Tak to dzisiaj w Internetach się nazywa. Niebycie szczupłym jest “ułomnością” z którą należy za wszelką cenę walczyć. Na temat odchudzania wiedziałam już wszystko co było dostępne. I z każdym dyplomem w kieszeni tylko się upewniałam w słuszności tej prawdy. Śledziłam w sieci ludzi, którzy pokazywali mi codziennie, że tak jest dobrze. Że trzeba walczyć, idąc po trupach do celu. Tymi trupami były dla mnie paznokcie, włosy, zdolności intelektualne, siła, wytrzymałość, uśmiech, kontakty towarzyskie, masa pieniędzy, rodzina.

Nie przyszło mi do głowy, że ideał który wpajała mi rodzina, rówieśnicy, nauczyciele a później znane osobistości z telewizji i internetu, jest szkodliwy.

Bo ideał jest czymś wymyślonym, dlatego właśnie jest ideałem. I nie powinno się próbować za wszelką cenę do niego zbliżać.

Nie trzeba być alkoholikiem ani narkomanem ani mieć depresji by wycofać się z życia i stracić całe lata. Wystarczy się panicznie bać i wstydzić. I ja się tak właśnie czułam. Nie umiałam wyjść z domu.

Z jednej strony kolekcjonowałam wiedzę, by pomagać innym w pozbywaniu się “ułomności” (to przeczytane w jednym z komentarzy określenie nie chce mi wyjść z głowy). Ale z drugiej miałam obiekcje. Wiedziałam, że żadna ze znanych mi diet nie jest wystarczająco skuteczna, żadna nie działa długoterminowo, żadna nie daje szczęścia które miała dać. I zauważyłam że najbardziej silne jednostki, nawet te najmocniej zmotywowane nie potrafią utrzymać wyników ani trzymać się diety na dłuższą metę. Widziałam co działo się ze mną. Wycofywałam się jeszcze bardziej.

Byłam gotowa odejść z tej branży całkowicie, nie mogłam już dłużej wytrzymać. Na samą myśl o jakiejkolwiek diecie robiło mi się niedobrze i źle.

Powiedziałam sobie, że nie ważne co się stanie teraz zadbam o swoje zdrowie i szczęście. Najwyżej będę gruba. Byłam gotowa zapłacić tę cenę za normalne życie. Bo bycie na diecie nie przypominało w cale życia.

O dziwo zaczęłam mieć więcej energii, moje problemy zdrowotne z którymi starałam się walczyć dietą naprawiły się. Chciało mi się na nowo uśmiechać. Zrobiłam się milsza dla swojego otoczenia. No ale ubrania stały się ciaśniejsze…

Wtedy jeszcze nie znałam ruchu ciałopozytywności, ani jedzenia intuicyjnego ani ruchu HAES (zdrowie w każdym rozmiarze). One przyszły do mnie z czasem. I zaczęłam czytać badania naukowe na temat otyłości, rewizje tych badań, książki badaczy którzy od lat zajmują się badaniem otyłości, konsekwencji diet i nagonki na osoby otyłe.

I zawstydziłam się.

Czarno na białym przeczytałam, że ideału nie ma a dążenie do niego jest szkodliwe.

Zawstydziłam się bo zrozumiałam jak bardzo dałam się wciągnąć w tę grę. Całe polskie społeczeństwo dało się w nią wciągnąć. Ale dlaczego sama byłam taka ślepa i głucha? I dlaczego innym zalecałam być ślepą i głuchą?

Zrozumiałam, że to nie ja jestem ułomna tylko kultura jest chora. Kultura diet skrzętnie ukrywa fakty, które są jej nieprzychylne. I poczułam ulgę.

Nagle nie byłam już chora ani ułomna. Byłam normalna jak każdy inny człowiek na świecie. Teraz mogłam zacząć oddychać i cieszyć się samym faktem że jestem i mam prawo żyć zajmując tyle przestrzeni ile potrzebuję. Bez przepraszania za to.

Ten paskudny potwór doskonałości zjadał mnie od środka. Pożerał wszystko co miałam i mnie samą. Przyznam, że w pewnym momencie mnie już nie było. I zaczęłam czytać prace cudownej Lindy Bacon, i Evelyn Tribole, i dorobek twórców ruchu HAES. A później zobaczyłam jak bardzo modelki plus size nie promują otyłości w co przez wiele lat wierzyłam.

Dzisiaj, 25 kwietnia 2019 roku przeczytałam że statystycznie gruba osoba ma 0,8% szans na bycie szczupłą. Czy cały biznes dietetyczny ma sens jeśli skuteczność jego produktów jest niższa niż 1%?

Dieta zwiększa ryzyko tycia

Żyjemy w erze informacji. Mamy tę przewagę nad poprzednimi pokoleniami, że wiemy więcej i dostęp do nauki jest wyjątkowo łatwy. Skoro wiemy jak bardzo presja ideału nas krzywdzi to dlaczego tak opornie się jej przeciwstawiamy?

To nie tak, że jesteśmy jedynym pokoleniem cierpiącym dla ideału. Każda kultura go miała.

Polskie szlachcianki sznurowały gorsety aż brakowało im tchu i umierały na “suchoty”.

Pochodzącym z Birmy kobietom nadal zakłada się na szyje metalowe obręcze które mogą ważyć nawet 5kg. Zgniatają im one obojczyki i deformują żebra nadając ich szyjom iluzję wydłużonych.

Zgodnie ze starożytną praktyką wiązania stóp chińskie kobiety wiązały córkom stopy by te pozostały maleńkie kiedy dorosną. Gdyby tego nie zrobiły ich córki nie miałyby szansy na małżeństwo z chłopcem z dobrego rodu i miałyby mniejszy status. Robiono z nich kaleki w imię dobrego życia. Wiele z tych dziewcząt cierpiało z powodu procesu łamania i deformacji stóp, a 10% z nich umierało.

W naszym społeczeństwie mamy inną wersję ucisku – dążenie do utraty wagi, bez względu na wiek, bez względu na daremność działań, bez względu na niebezpieczeństwo i częstotliwość śmierci z tego powodu.

Powtórzę na koniec za panią Katarzyną Miller

“Marzenie o doskonałości jest jednym z ludzkich potworów. Niestety, mających ogromną władzę nad większością ludzi.”