Kiedy jedzenie jest największą przyjemnością w życiu – co z tym zrobić?

W chwili szczerości przyznajesz się przed sobą, że… jedzenie to największa przyjemność twojego życia. Natychmiast pojawia się lęk, wstyd, żal i bunt. Nie chcesz tak żyć, ale inaczej nie umiesz.

przyjemność z jedzenia, dieta, psychodietetyk

Jeśli kochasz jedzenie… to fantastycznie, ale pod jednym warunkiem: masz zdrową relację z jedzeniem lub podejmujesz decyzję, że chcesz ją zdobyć.

Kochając jedzenie i będąc całe życie na restrykcyjnej diecie wpędzasz siebie w szaleństwo. Wiem, byłam tam i nie życzę tego nawet największemu wrogowi. To, co się dzieje w głowie jest więzieniem, takim malutkim światem z którego wydaje się nie być wyjścia.

Ale mając zdrową relację z jedzeniem i szacunek do swojego ciała, doświadczasz niewyobrażalnej przyjemności. Tutaj jestem teraz i uważam, że ten stan należy się każdemu człowiekowi.

Jeśli więc odczuwasz ogromną przyjemność z jedzenia i chcesz czuć się z tym bezpiecznie to mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.

Proces budowania zdrowej relacji z nim będzie dla ciebie… łatwiejszy.

Zaskakujące?

Zdaję sobie z tego sprawę. Ale zapewniam cię, kiedy wytłumaczę ci o co chodzi, zrozumiesz że to wszystko naprawdę ma sens.

Jako osoba, która wyszła z zaburzeń odżywiania i teraz od lat praktykuje jedzenie intuicyjne, rozumiem jak bardzo ten temat jest kontrowersyjny. W sumie nie wiadomo, bać się przyjemności, cieszyć się nią, czy zachować zdrowy dystans, tak na wszelki wypadek?

TABU

Temat przyjemności z jedzenia w naszej kulturze jest tematem tabu. Wszyscy jej pragniemy, ale gdyby się tak do tego pragnienia głośno przyznać, można być uznanym za osobę zdemoralizowaną. Jak to tak otwarcie o tym mówić. Ale jak nie mówić?

Wszędzie jest pełno zachęt do chwili przyjemności, rozpieszczania podniebienia, zapomnienia, oddania się rozkoszy.

Nawet gdyby się tak schować w domu i nigdzie nie wychodzić, nie widzieć ekspozycji w supermarketach, nie czuć zapachów z restauracji to wystarczy wejść nieopatrznie na jakąś stronę internetową i tam będzie reklama jakiegoś nowego „przysmaku”.

Przysmaku w cudzysłowiu ponieważ z doświadczenia wiem, że coś takiego nie istnieje. Smak wiąże się z okolicznościami i niedostępnością, a nie samym produktem, chyba że to nowinka i wrażenia smakowe wynikają właśnie z zaskoczenia nową teksturą/smakiem. Jednak wszystko co nowe się opatrzy i będzie jak każdy inny pokarm. WSZYSTKO.

To wszechobecne nakręcanie pogoni za przyjemnością z przeróżnych produktów spożywczych, równoważą srogie głosy, że to droga do zguby, rozpusty, tak nie wolno, nie można sobie pozwalać, precz z przyjemnością, no chyba że z sałaty skropionej sokiem z cytryny i kropelką oleju z konopii albo z Brownie bez cukru, mąki i tłuszczu.

No nie. To nie tak miało być. Nie tak nas matka natura stworzyła. I o tym właśnie musimy poważnie porozmawiać.

Przyjemność jest ważna

Wiele osób jest zaskoczonych, gdy okazuje się, że intuicyjne podejście do jedzeniaakceptuje i wręcz celebruje miłość do jedzenia. Evelyn Tribole i Elyse Resch – twórczynie koncepcji jedzenia intuicyjnego – podkreślają, że przyjemność i satysfakcja z jedzenia odgrywają istotną rolę w naszym życiu. Jak piszą i często powtarzają jedzenie ma być przyjemne.

Badania nad mózgiem pokazują, że przyjemność wywoływana przez jedzenie uruchamia te same systemy nagrody, co inne przyjemności.

Jedzenie działa podobnie jak każdy inny nagradzający bodziec – przytulenie, słuchanie muzyki, zabawa z dzieckiem, czytanie książki.

Tak samo jak zabawą, książką, przytulaniem i muzyką można się zmęczyć, tak i jedzenia nie chce się mieć na okrągło.

Wbrew temu, co niektóre środowiska próbują przeforsować, pokarm nie aktywuje ścieżki uzależnienia od narkotyku, nawet ten wysoko przetworzony. Zostało to udowodnione. Przyjemność zawsze maleje w miarę jedzenia. Więcej czekolady nie oznacza intensywniejszej przyjemności.

Więcej tortu czekoladowego to więcej mdłości.

Nie da się chcieć więcej. Trzeba by się najpierw porządnie przegłodzić.

Amerykański badacz Dr Kevin Hall w 2019 roku przeprowadził słynne badanie w którym wykazał, że na diecie wysoko przetworzonej spożywa się średnio 500 kcal więcej dziennie, co powoduje tycie. Jednakże idąc z tym tematem dalej, w niedawno opublikowanym badaniu z marca 2025, za pomocą pozytonowej tomografii emisyjnej sprawdzono, czy przetworzone jedzenie wywołuje w mózgu mechanizmy podobne do substancji uzależniających. Wynik? Nie wykazano typowej dopaminowej nagrody, która towarzyszy uzależnieniu od narkotyków.

Mamy potwierdzenie, ze to jedzenie najgorszego sortu nie uzależnia. Owszem, nie syci tak dobrze, nie zaspokaja apetytu i będziemy go jeść więcej w pewnych sytuacjach, ale nie dlatego że jest dla nas wybitnie przyjemne i nie można się od niego oderwać. Wręcz przeciwnie, ono nie satysfakcjonuje, więc jemy. Przyjemne będzie tylko jeśli zaczniemy jeść z głodu lub przy niedożywieniu.

Co to oznacza w praktyce? Przyjemność z jedzenia nie jest czymś złym ani niebezpiecznym. Ona wpisuje się w biologiczny plan przetrwania człowieka.

Z jedzeniem jest nieco inaczej niż z innymi potrzebami fizjologicznymi, takimi jak sen czy korzystanie z toalety. W końcu zaśniemy, albo zmoczymy majtki. Ale pokarm, choć niezbędny do życia, sam nie wpadnie nam do ust. Dopiero przyjemność z zaspokojenia głodu i ból niedoboru motywują do jedzenia. Jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani tak, żeby czerpać radość z pokarmu. Gdyby on było tylko „paliwem”, nie mielibyśmy tyle motywacji do jego zdobywania i spożywania. Nie bez powodu będąc na diecie ciągle myślimy o jedzeniu – bo go brakuje. Jeśli pokarmu jest w nadmiarze, staje się nieprzyjemny.

Hierarchia potrzeb

Świetnie tłumaczy to zagadnienie hierarchia potrzeb żywieniowych Ellyn Satter: gdy wszystkie żywieniowe potrzeby organizmu są zaspokojone z nawiązką, naturalnie zaczynamy szukać coraz ciekawszych doznań kulinarnych – w końcu żyjemy w świecie obfitości.

Na najwyższym poziomie tej hierarchii jedzenie przestaje być takie ważne. Kiedy tracimy nim zainteresowane, może zacząć służyć realizacji innych celów życiowych (np. zdrowie czy samorozwój, modelowanie sylwetki, rozwój duchowy. Podobnie jak w teorii Maslowa – najwyższy poziom przypomina samorealizację.

Na szczycie hierarchii nie jest łatwo o przypadkową przyjemność. Ona przyjdzie jeśli zaistnieje potrzeba biologicznego odżywienia.

W tych okolicznościach to dobrze, że jedzenie sprawia przyjemność. Dzięki temu mamy punkt odniesienia. Znamy smak, lubimy to co jemy, a kiedy przyjemność się kończy chcemy przestać jeść. Oczywiście to nie działa jeśli jesteśmy nisko w hierarchii potrzeb. Jedzenie nie przestanie smakować jeśli jest niepewne, niewystarczające, czyli nasze podstawowe potrzeby nie są regularnie zaspokajane.

Gdybyśmy jednak nie mieli świadomości przyjemności i jedli sami nie wiemy czemu, co często się zdarza, wówczas nawet bycie na szczycie hierarchii nie pomoże. Jesteśmy istotami nawykowymi. Człowiek pamięta, że coś było kiedyś smaczne, jak lody latem i później powtarza jedzenie na pamięć, nie doświadczając smaku. Bez świadomości smaku nie wiadomo kiedy przestać jeść.

Jedzenie nie jest takie smaczne

To dietetyczna narracja nasila obsesję jedzenia, nie jedzenie, nie przyjemność, nie cukier.

Kultura diet często podsuwa przekazy obwiniające smakowite jedzenie o odbieranie nam kontroli. Może znasz takie powiedzenie ze świata medycyny alternatywnej że:

„Bóg stworzył jedzenie, a diabeł – kucharza”

sugerujące, że smaczne jedzenie to coś podejrzanego.

Dietetyka nastawiona na wyniki bywa dość surowa:

Jedzenie to kalorie i makro, a ciału trzeba się narzucać limity.

Gotuj mniej smacznie, zjesz mniej.

Świetne w teorii, gorsze w praktyce. Na samym szczycie potrzeb żywieniowych Satter to byłoby możliwe. Ale człowiek na wiecznej diecie nie jest na samym szczycie, tęskni za przyjemnością, ma na jej punkcie obsesję i ona nie zniknie dopóki nie wejdzie na wyższy poziom.

Patrzenie na jedzenie przez pryzmat samych ograniczeń to walka z żywiołem. Jedząc z zgodnie z doskonale wyliczonym planem, ale bez uważności i radości, traktując posiłek wyłącznie jako konieczność, dla większości ludzi nie jest realistyczne. Nie wszyscy są na tak wysokim poziomie życiowym, że ich przyjemności polegają na wizytach w operze, masażach tajskich, wyścigach konnych, kinie, wakacjach w ciepłych krajach.

Dla przeciętnego człowieka synonimem przyjemności jest dobry obiad. I to jest w porządku.

Pamiętajmy jednak, że jedzenie to nie tylko smak i energia, ale też cały rytuał wokół jego przygotowywania i spożywania. To wtedy angażujemy wszystkie zmysły i wykonujemy różne dodatkowe czynności. Te rytuały mogą być znacznie ważniejsze i przyjemniejsze niż samo zjedzenie posiłku. One wyznaczają start jedzenia i jego zakończenie. Te wszystkie drobne rzeczy, które lubimy w świętach, wspólnym gotowaniu, albo w wizytach w restauracji. One wzbogacają i wzmacniają doświadczenie.

Niestety, na nie większość ludzi nie ma czasu, chęci, siły, albo wiedzy i doświadczenia. Jemy w biegu i byle jak, nie potrafiąc znaleźć radości w codzienności. Żyjąc w ten sposób, kiedy usłyszy się od jakiegoś guruuu dietetycznego, że wystarczy odstawić węglowodany i nagle się wszytko zmieni, łatwo w to uwierzyć. Tylko problem nie leży w węglowodanach, a w podejściu do jedzenia.

Przyjemność, to nie luksus.

Jak mówi Ellyn Satter:

„Myśląc o przyjemności pamiętaj o odżywieniu, myśląc o odżywieniu weź pod uwagę przyjemność”.

Przyjemność to nie jest luksus – tylko ludzka potrzeba”.

Nie musimy „zasługiwać” na przyjemność z jedzenia, szukać jej w ukryciu przed innymi, ani traktować jej jak coś gorszącego. Jeśli umartwiamy się niechcianymi restrykcjami albo ich nadejściem w przyszłości, nasza podświadomość w końcu się buntuje.

Paradoksalnie, mądre i właściwie zaplanowane dopuszczenie do swobodnego jedzenia wszystkiego, na co mamy ochotę, zmniejsza impulsywne objadanie się. Słodkie czy słone przekąski przestają być „zakazanym owocem” i tracą swoją magiczną moc. Pod warunkiem, że jedzenie jest odżywcze, regularne i pewne.

Efekt gasnących dóbr i Sytość Sensoryczna

Jak to się dzieje, że zakazane owoce się nudzą? Zjawisko może tłumaczyć Sytość Specyficznie Sensoryczna i efekt „gasnących dóbr”

Dietetyczni guruuu przekonują nas, że do pysznego jedzenia się przyzwyczaimy i będziemy chcieć więcej, szczególnie tego wysoko smakowitego. Założenie jest proste. Zjemy słodycze i trzeba później będzie zjeść więcej bo wyrobimy sobie tolerancję. Ale przyjemność to nie mięsień, który wzmocni się po podnoszeniu ciężarów. Jedzenie ciągle i więcej nie oznacza więcej przyjemności. Tak jak nie można chcieć spać dłużej, przyzwyczajając się do spania (no chyba że do tej pory cierpiało się na niedobór snu).

Mamy świetne mechanizmy samoregulacji.

Po pierwsze sytość sensorycznie specyficzna – zjawisko, przy którym odczuwana przyjemność z jedzenia danego pokarmu stopniowo maleje w miarę konsumpcji tej samej potrawy.

Im więcej zjemy np. obiadu, tym mniej smakuje, a gdy pojawia się inny smak (np. deser), nasz apetyt na nowo się odświeża. Znów dostajemy zastrzyk nowych bodźców smakowych. To dlatego niektórzy przejadają się przy bufetach. Różnorodność odmiennych smaków sprawia, że jemy więcej niż gdyby dostępny był tylko jeden rodzaj jedzenia.

Ale to nie znaczy, że to nie ma końca.

Żołądek jest w stanie przyjąć w ten sposób dużo jedzenia, tylko zanim go strawi minie wiele godzin. Jeśli umiemy jeść z głodu, to długo nie wróci apetyt. Pomęczymy się z ciężkością w żołądku ale nic nam nie będzie.

Uświadomienie sobie tego zjawiska wielu odbiera chęć na przejadanie. Innych chroni przed reaktywnym ograniczaniem później. Najgorsze co można zrobić to po przejedzeniu straszyć się dietą albo pominąć na siłę posiłek. Nie trzeba tego robić, w zdrowej relacji z jedzeniem i ze swoim ciałem, apetyt się normuje sam.

Drugim mechanizmem jest efekt gasnących dóbr, opisany przez psycholożkę Sonję Lyubomirsky. Zgodnie z tym prawem, im częstszy mamy dostęp do jakiegoś dobra, tym mniej się z niego cieszymy. Przypomnij sobie jak wielką radość sprawiał ci twój pierwszy telefon i jak traktujesz obecny, o którym ty z przeszłości nawet nie mogła_eś marzyć.

Tak jest też z zjedzeniem:

„Im częściej jesz jakiś pokarm, tym mniej cię on ekscytuje”.

Oznacza to, że słodycze czy pizza wydają się „magiczne”, gdy są zakazane i rzadko dostępne, ale tracą urok, gdy jesteśmy dobrze odżywieni i przestajemy się przed nimi powstrzymywać. Dlatego właśnie świadome dopuszczenie każdego jedzenia (bez zakazów i rozliczania się za każdy kęs) sprawia, że nawet słodycze stają się „zwykłym” jedzeniem, a nie zakazanym przysmakiem.

Odklejając od siebie dietetyczną mentalność „wszystko albo nic”, uczymy się cieszyć pokarmem dopóki dobrze smakuje i przerywać posiłek, gdy się nasycimy.

Ilość przyjemności w ciągu dnia jest ograniczona.

Nie dzieje się tak dlatego, że więcej to nie zdrowo, więc lepiej się powstrzymać. Wróćmy do przykładu ze snem. W jego przypadku tylko pewna ilość jest realna bez żadnych leków, albo choroby. Nie można zdecydować że zaśniemy na zawołanie bez obecności zmęczenia, tak 3 godziny wcześniej by móc obudzić się wyjątkowo wcześnie. Kto próbował ten wie, że jedyne co z tego przychodzi to przewracanie się z boku na bok przez pół nocy.

Żołądek pomieści sporo jedzenia ale nie znaczy, że będzie z tego przyjemność. Sama z chęcią zjem kilogram arbuza, ale nie wyobrażam sobie możliwości zjedzenia z przyjemnością kilograma wafelków czekoladowych, na samą myśl czuję mdłości.

W ciele człowieka aktywnie działają hormony, które spełniają różne funkcje, jedne zachęcają do jedzenia inne odbierają apetyt. Kiedy ciało uzna że jedzenia wystarczy, przyjemności nie będzie. Żołądek przyjmie więcej, ale czy będzie miło? Niekoniecznie.

Nasza pula możliwej przyjemności z jedzenia w ciągu dnia jest ograniczona. Jeżeli przyjemność postawimy w centrum naszego żywieniowego wszechświata to się nie zawiedziemy.

Odżywione ciało się nie pomyli. Jeżeli zastosujemy i będziemy zawsze praktykować uważność, to bardzo szybko zauważamy, że ilość jedzenia jaką możemy zjeść z prawdziwą przyjemnością jest niewielka. Mniejsza niż się spodziewamy i tez inna każdego dnia. To zawsze jest niespodzianka, co nie pociesza. Takie niepewne żywieniowo życie może przerażać. Powinno być ekscytujące ale żyjąc w kulturze diet… wiadomo. To wywołuje lęk bo sobie nie ufamy.

Przewidywalna przyszłość

Z pomocą w złagodzeniu lęku przed niepewną przyszłością przychodzi znana nam już hierarchia potrzeb żywieniowych Ellyn Satter. Rozumienie jak zmieniają się nasze potrzeby w zależności od dostępności pokarmu działa kojąca.

Jeśli znajdujemy się na najniższym poziomie zaspokojenia potrzeb, gdzie chodzi o dostarczenie sobie dostatecznej ilości pożywienia – będziemy myśleć o jedzeniu cały czas.

Gdy jednak spodziewamy się stałych posiłków i mamy pewny dostęp do „akceptowalnego” jedzenia, zaczyna działać następny poziom – potrzeba dobrze smakującego pokarmu.

A gdy te potrzeby zostaną spełnione, wkraczamy na poziom nowatorskiego jedzenia – naturalnie szukamy nowych smaków i dań.

Dopiero na samym szczycie hierarchii Satter leży jedzenie jako narzędzie do innych celów (np. poprawy zdrowia czy samopoczucia).

Gdy więc wszystkie niższe potrzeby są zaspokojone, jedzenie przestaje być absolutnym priorytetem. Wciąż czerpiemy z niego przyjemność, ale nie jest już ono najważniejszym źródłem satysfakcji w życiu.

Kiedy jedzenie przestaje cieszyć

Dla osób, które od lat kochały jedzenie, będzie to trudne, ale nieuniknione doświadczenie. Pewnego dnia jedzenie przestaje być tak emocjonujące i nie daje już takiej nagrody jak kiedyś.

Najlepsze jedzenie na świecie nie sprawi radości bez wystarczająco intensywnego głodu. Jest to wynik adaptacji. Niektórzy będą tak rozczarowani, że mogą czuć pokusę by odpuścić regularne jedzenie i jeść byle jak.

Tego robić oczywiście nie warto, ale to temat na inna rozmowę. Jeśli jednak już teraz chcesz wiedzieć dlaczego, zajrzyj do ebooka: Normalnie po diecie. Od teorii do praktyki. Tam znajdziesz szczegółową odpowiedź. Z kodem POWITANIE zestaw odbierze rzesz 50% taniej.

Ważne, aby przede wszystkim zapewnić swojemu ciału fundament bezpieczeństwa i nie spaść na dół hierarchii potrzeb. W tym celu należy utrzymać regularne, pełnowartościowe posiłki, by uniknąć niedosytu i wilczego głodu.

Głód zawsze wygra z silną wolą.

Dlatego pamiętajmy by nie głodzić się w ciągu dnia – zapewnić pożądny pokarm, który nasyci ciało i zaspokoi głód.

Dobrze byłoby też pracować nad nastawieniem. Jednym z kroków jest całkowite odrzucenie podziału pokarmów na „dobre” i „złe”. Jak podkreślają autorki Jedzenie Intuicyjnego:

jeśli czegoś nie kochasz, nie jedz tego, a jeśli kochasz – rozkoszuj się tym do końca.

Uzyskanie bezwarunkowego pozwolenia na każde jedzenie uwalnia od obsesji.

Dopuść do diety wszystkie produkty – i zaufać procesowi, dostępność odbierze im magiczną moc.

Wreszcie – pamiętaj o życiu poza talerzem. Jeśli przez lata jedzenie było twoją główną ucieczką i źródłem przyjemności, już nie będzie mogło tak działać. Nie dlatego, że się przed tym bronimy. Pamiętasz? Traci moc i nie działa.

Tutaj rodzi się przymus by spróbować uzupełnić przyjemność z jedzenia o inne aktywności. Nie z własnej woli, nie jako sposób terapeutyczny, tylko z nudy, by zapełnić dziurę w życiu.

Zainteresuj się nowym hobby, spotkaniami ze znajomymi lub poznawaniem nowych, nauką czegoś nowego, realizacją wiecznie odkładanych planów. Sama kiedyś często myślałam o jedzeniu, bo nie miałam innych źródeł przyjemności ani wartościowych celów w życiu. Mózg nie lubi próżni, trzeba zapełnić przestrzeń zwolnioną przez jedzenie.

Podsumowanie

Jeśli jedzenie jest dziś twoją największą przyjemnością – jesteś na dobrej drodze. Rozumiesz, jak smakuje naprawdę dobre jedzenie i jaką to daje satysfakcję. Dzięki temu łatwo zauważysz gdy zaczniesz przekraczać przyjemność – bo posiłek przestanie smakować tak intensywnie.

Dzięki temu staniesz się bardziej wybredna_y, co zmusi cię do lepszego planowania posiłków, korzystając z ograniczonej puli przyjemności każdego dnia.

Ciało ma swoje priorytety: gdy zapewnisz mu poczucie bezpieczeństwa i wystarczającą ilość odżywczego pokarmu, wtedy zaczynasz odczuwać przewidywalny głód i chęć nowości. Kiedy w czasem jedzenie przestanie być centrum twojego świata, otworzy się przed tobą przestrzeń na nowe cele i źródła spełnienia.

Ten proces, choć czasem wymagający przewartościowania priorytetów, prowadzi w stronę zdrowej relacji z jedzeniem, budując naszą siłę i pewność siebie.


Czy masz czasem poczucie, że jedzenie zdominowało twoje życie, mimo że codziennie próbujesz odzyskać nad nim kontrolę? Znam ten stan aż za dobrze.

Dlatego stworzyłam zestaw e-booków „Normalnie po diecie. Dlaczego tracisz kontrolę i jak ją odzyskać” – przewodnik dla osób, które doświadczyły dietetycznego dna i wiedzą, że nie chcą tam wracać.

To jest mapa wyjścia z chaosu, którą tworzyłam przez 6 lat na bazie swojego doświadczenia i historii moich klientek.

Wpisując Kod POWITANIE zestaw otrzymasz połowę taniej!

Jedzenie intuicyjne psychodietetyk

Poznajmy się.
Jestem Małgosia. Specjalizuję się w pracy z napadowym objadaniem i utratą kontroli nad jedzeniem. Uczę  jedzenia opartego o intuicję, uważność i kompetencje żywieniowe. Ze mną zbudujesz zdrową relację z jedzeniem.