Nie muszę być wyjątkowa(y).

Nie muszę być perfekcyjna(y). 

Nie zrozum mnie źle. Wszyscy jesteśmy wyjątkowi na swój własny sposób. Ale to nie o taką wyjątkowość chodzi. My żyjemy w świecie który narzuca nam dążenie do bycia zjawiskowym, wyjątkowym każdym calu. Wystarczająco dobry? No weź przestań, to lenistwo, zaniedbanie. Albo jesteś we wszystkim perfekcyjny(a) albo do d…y. I tak sama przez wiele lat myślałam, że muszę umieć zrobić perfekcyjny chleb na zakwasie (chociaż ten z piekarni smakuje mi lepiej), mieć idealnie płaski brzuch i trzymać perfekcyjną dietę. Muszę też być mistrzynią pierogów, ciast bezglutenowych i bezcukrowych (jedno z drugim się nie wyklucza). 

Dopiero kiedy doszło do mnie, że wcale nie muszę być wyjątkowa, mogę być przeciętna i to jest w porządku, odetchnęłam z ulgą. To mnie uratowało. A wiem że to stoi w opozycji do narodowego trendu. Nic poniżej perfekcjonizmu nie może być zaakceptowane. Ostatecznie nie trzeba być perfekcyjnym, wystarczy mówić głośno, że się chce takim być. Taki wzór znałam od dziecka. Taki wzór znam z mediów. Taki wzór prezentują media społecznościowe. To, że kilka odważnych osób pokazało, że mają pomarszczoną skórę podczas siadania nie zmieniło świata. Bo przecież skoro są tacy, co tej skóry nie mają to jest znak, że ta pomarszczona skóra to jednak błąd. 

Kiedy Ania Lewandowska pokazała że ma brzuch i (mikroskopijne) boczki, co dodało odrobinę otuchy, Ewa Chodakowska utwierdziła nas w fakcie, że jednak nie powinniśmy zwracać uwagi na takie wyznania. Bo jeśli włoży się wystarczająco dużo pracy to perfekcja jest realna 24/7. I czar prysł. Presja wróciła. 

Ten post nie ma zachęcać do ataku ani atakiem nie jest. Chciałabym jednak porozmawiać o przywilejach, realiach i życiowych priorytetach. 

Nie bez powodu od lat naukowcy badają temat diet, odchudzania szukając działającego sposobu na to byśmy wszyscy byli szczupli i bez skazy. I ponoszą sromotną porażkę.

„Szczupłość według pojęć współczesnej kultury (czyli faktyczna niedowaga) przeczy  fizjologicznym podstawą zdrowia.” mówi Swietłana Bronnikowa, psycholog kliniczny, psychoterapeuta, przez wiele lat pracująca w największej w Holandii klinice leczenia otyłości.

Swietłana tłumaczy że leczenie polega na psychoterapii, ponieważ nie można pozbyć się nadwagi bez zmiany zachowania, stylu życia, sposobu myślenia. I co, że mówi tak psycholog, terapeuta, naukowiec? Nasi odpowiednicy naukowców to ładne panie w telewizji.

Szansa na utrzymanie przez wiele lat idealnego ciała gdy startuje się z wysokiej wagi jest taka jak to, że będziemy bardzo bogaci. Przy czym jednym ludziom łatwiej jest zapracować na bogactwo, innym łatwiej na ciało. Mamy różne predyspozycje. Budowa ciała nie jest czymś co autentyczne da się tak ściśle kontrolować jakbyśmy chcieli. Niektórzy z bogactwem się rodzą inni dochodzą do bycia zamożnym mądrą pracą (polecam książkę Outliers, pokazuje jak pewne przywileje determinują sukces). 

Czuję się zażenowana pisząc ten post. Wałkuję ten temat od 2 lat. Jakie to strasznie głupie że zamiast zajmować się wartościowymi dla nas tematami ja ciągle obracam się wokół bycia próżnym, wokół dopracowywania wyglądu i obrony ludzkiego prawa do niepasowania do tymczasowego ideału kulturowego. Naprawdę jest mi czasami wstyd. Ale później przypominam sobie ile jest was tutaj ze mną cudownych osób, które tyle w życiu przeszły, tyle zrobiły a ciągle nie umieją się pogodzić z tym jednym niepowodzeniem. Ciałem, które za żadne skarby nie chce być takie, jak narzuca kultura. 

Jak to ciało mogło zawieść na całej linii!? No jak? Myślisz sobie, że udaje ci się tyle trudnych rzeczy a nad wstrętną fałdką zapanować nie potrafisz. Trądzik też nie daje się kontrolować. Czyli musisz być beznadziejna. To kasuje wszystkie twoje dokonania. Cierpisz. 

Tutaj przypomina mi się fragment sztuki Wendy Wasserstein, The Heidi Cronicles:

“Kiedy rozpoczynam nową karierę albo romantyczną przygodę, zawsze jest tak samo. Mianowicie, bez względu na to, co się stanie, nie ważne jak głęboko się zakocham, nie ważne jaki sukces odniesie projekt, mogę z góry założyć że jeśli cokolwiek się stanie, to wszystko dlatego, że wolę chleb z masłem zamiast płatków z otrębami na śniadanie. Innymi słowy, giełda niemalże się załamała ponieważ odmawiam ćwiczenia aerobiku… No dobrze. Może trochę przesadzam. Ale ta paranoja, pokusa by zwalić całą winę na nadmierną wagę jest w prawdziwa.”

Od pierwszego przeczytania wiedziałam, że muszę ci to pokazać.

To jest taka chora logika. Z jednej strony czytam wpisy zachęcające by ćwiczyć i jeść dla zdrowia i tylko dla zdrowia. By długo żyć i szczęśliwie. I myślę sobie wow, super. W końcu coś się zmienia. A potem widzę komunikat – jeśli ćwiczenia i jedzenie dla zdrowia nie czynią cię idealną to zawiodłe(aś). To porażka bo skoro jedna osoba może być idealna to inna też powinna do tego dążyć. 

My wszyscy mamy swoje zdolności i predyspozycje które warto uszanować. Ty też masz swoje. Tylko wtedy osiągamy pełen potencjał jeśli się na nich skupiamy. Pisałam kiedyś o grubych sportowcach. Jakie to szczęście że oni skupili się na wygrywaniu medali i pucharów w swojej dziedzinie a nie na byciu zawodnikami fit! 

Gruby sportowiec mistrzem świata?

Przez wiele lat nawiedzało mnie to przytłaczające poczucie, że muszę być wyjątkowa. O tym pisała kiedyś Zuzanna z @cialoakceptacja tłumacząc, że to jest całkiem w porządku by się nie wyróżniać, by być zwyczajnym człowiekiem.

Kasia z @zpopk genialnie na swoim story mówiła o przywilejach. Wytłumaczyła każdy niuans, co to znaczy być uprzywilejowanym w jakiejś dziedzinie. Ten sam temat jest genialnie opisany w książce Outliers. 

Joasia Buraczek z Centrum Terapeutyczne Sięgam PoMoc @joanna.buraczek, Małgosia Zięba ze @sprawyduzejwagi codziennie odkręcają ten komunikat presji i poczucia przymusu bycia perfekcyjnym, pomagając ludziom odnaleźć się w życiu. 

Kiedy słyszę że ktoś od dziecka uprawiał sport, zdrowo się odżywiał, nie jadł słodyczy, pracował i temu zawdzięcza bazę swojej dzisiejszej sylwetki to czuję jakby mnie ktoś walnął w brzuch. Bo ja będąc jeszcze dzieckiem nie odmówiłam ani jednej wycieczki rowerowej, nie uciekłam z ani jednego wuefu i pałaszowałam ze smakiem wszystkie sezonowe warzywa. I nadal byłam gruba. Na wsi nie było zajęć sportowych, nie było absolutnie nic. Obozy sportowe znaliśmy z filmów. Języka angielskiego uczyłam się że słownika. Jedyną kontrolę nad jedzeniem jaką miałam do 19 r.ż. to było “ile zjem i czy w ogóle zjem (dieta oznaczała zjeść mniej albo nic)”. Marzyłam by chodzić na zajęcia pozalekcyjne, kółko sportowe, jeść coś dzięki czemu nie będę nigdy gruba. 

W życiu wszystko jest możliwe, tylko że nie zawsze. Życie nie jest takie same dla każdego człowieka. 

Ale to rozumiem dopiero teraz. Przez długie lata wyrzucałam sobie wszelkie niedociągnięcia. Tymczasem ja zrobiłam tyle ile umiałam z  ograniczonymi możliwościami. Dzisiaj robię to samo, tyle ile mogę z zasobami które mam. Za rok powiem sobie pewnie, że mogłam więcej ale teraz tego nie wiem. Za rok będę mądrzejsza ale przeszłości cofnąć się nie da.

Czytaj więcej:

Co mówi nauka o odchudzaniu i dlaczego 95% porażek to jest zbyt duże uproszczenie?