Chcąc nie chcąc Adele stała się ikoną. Wzorem dla milionów ludzi. Jest gwiazdą, piękną i bogatą kobietą o głosie jak dzwon. Kiedy fani czekali na nową płytę Adele rzuciła bombę, schudła tak że ludziom kopara opadła.

Jedni opłakują śmierć ikony, inni triumfują. Kto widział w Adele twarz ciałopozytywizmu, dowód że gruba kobieta może coś osiągnąć, teraz płacze. Ten kto wierzy, że wystarczy chcieć i wtedy ciężką pracą można osiągnąć wszystko, również idealną wagę, zaciera rączki. Jedni stracili przyjaciela inni zyskali.

Tylko, że Adele nie jest niczyim przyjacielem, rozumiesz co mam na myśli? Nie jest nikomu nic winna i może sama decydować o swoim ciele. Ja z racji swojej działki widzę w tym wszystkim jeden problem. Nie chodzi o ciałopozytywność bo daleko mi do niej. Chciałabym by o ciałach mówiono mniej. Widzę nową falę zaburzeń odżywiania.

Ktokolwiek nie czuje się dobrze ze swoim ciałem patrząc na ekscytację medialną na temat figury Adele zaczyna analizować siebie. Dostaję mnóstwo smutnych wiadomości z informacją, że odzywa się w dziewczynach świeżo zaleczona anoreksja albo inne zaburzenia odżywiania. Już widzę oczyma wyobraźni jak w sieci zaroi się od jadłospisów zgodnych z dietą Adele i jak wiele reklamodawców będzie chciało zwabić do siebie zbłąkane dusze, które pragną schudnąć. Media już rozpisują się o trenerze artystki który ćwiczy z takimi sławami jak Lady Gaga czy Rihanna. I o szefie kuchni od Cameron Diaz, który przygotowuje dla niej posiłki w ramach diety odchudzającej.

Wiem, i to już nie jest wyobraźnia, tylko prawdziwe słowa, że wracają myśli o głodzeniu się, o odsysaniu tłuszczu itp. Chciałabym wszystkich w tym miejscu na chwilę zatrzymać. Żadna z was nie jest Adele. Nie możecie się do niej porównywać. Podejrzewam, że nie macie dostępu do całego sztabu specjalistów którzy będą trzymać pieczę nad waszym odchudzaniem.

Nie będzie wsparcia psychologa, trenera personalnego, kucharza, czasu, lekarza, suplementów i zabiegów z medycyny estetycznej. Jeśli na którymś etapie restrykcyjnej diety coś się z wami stanie, zostaniecie same. Leczenie zaburzeń odżywiania nie są silną stroną publicznej służby zdrowia.

Nie mówię wam, byście nie podziwiały Adele i nie inspirowały się tym, że ciężka praca daje efekty. Może ktoś ruszy się z kanapy i nauczy przygotowywać zdrowsze posiłki? Inspirujcie się. Bądźcie jednak praktyczne i rozsądne. Próbowałyście niejednej głodówki i nie jednych treningów. Marzyłyście o dniu kiedy tortura się skończy. I kończyło się a waga szybowała jakby ciało zapomniało powiedzieć STOP.

Często jest tak, że zostajemy same w tej walce z ciałem. Tracimy zmysły, zdrowie i kontakt z rzeczywistością. Koniecznie walcz o swoje marzenia, upewnij się tylko że one naprawdę są twoje a nie kogoś innego.

Jasne, że możesz przejść na dietę 1000kcal, ćwiczyć 5x w tygodniu i znów doświadczyć spektakularnej metamorfozy. Możesz nawet wierzyć, ze to wszystko dla zdrowia. Przecież trener gwiazdy przekonuje że jego dieta nieprzekraczająca 1400kcal, 5 treningów w tygodniu nie jest metodą na odchudzanie tylko dla poprawy zdrowia. Mówi też, że nie ma po tym efektu jojo. Szkoda tylko, że rzeczywistość tego nie potwierdza bo zmagająca się z zaburzeniami odżywiania Lady Gaga i Rihanna, której waga nie jest stabilna nie są najlepszym przykładem braku efektu jojo. Nie ważne ile masz pieniędzy, ciało to ciało, po głodówce dąży do jojo.

Boję się wiesz czego, że znów wpadniemy w paranoję. Już w nią powoli wpadamy. Ciało Adele (nie sama Adele) staje się usprawiedliwieniem wielu codziennych docinków w Polskich domach. Kochanie ona schudła, może i ty weźmiesz się za siebie?

czytaj również: