Nie było wtedy Instagrama ani Ewy Chodakowskiej które by mi uświadomiły, że jestem nieładna i gruba i że chudość jest fajna. Byłam zdrowa i nie czułam, że potrzebuję się zmienić. Ale byłam ciągłym obiektem drwin. Chciałam tylko, żeby wszyscy w końcu dali mi żyć. Marzyłam by obudzić się pewnego ranka całkiem chuda. Marzyłam by wyjść z domu i nie słyszeć komentarzy typu – sumo, ciężarówka. By nie widzieć i nie słyszeć rozczarowania mną u własnej mamy.

Wiedziałam wtedy, że taka jaką byłam nie było normalne i akceptowalne. Nie wiedziałam co robiłam źle. Ruszałam się i jadłam tak jak inni. Mówiono mi, że jestem gruba bo jem. Że będąc głodna w nocy jest moją winą i nie powinnam mieć w przyszłości pretensji do nikogo. W rezultacie przestałam jeść tak jak inni i ruszać się tak jak inni. Jadłam połowę a póżniej jeszcze mniej. Nie reagowałam na głód. Ruszałam się więcej.

Myślisz, że schudłam szybko i dużo. Nie. Około 12 kg w 1,5 roku. Nie byłam nigdy chorobliwie otyłym dzieckiem, jedynie grubym. Tak wielkie poświęcenie, tak małe rezultaty. Ale w końcu zostałam zaakceptowana. Na rannych lekcjach nie potrafiłam się skupić. Po lekcjach też nie mogłam. Musiałam powtarzać materiał na okrągło by coś zapamiętać. Ale musiałam utrzymać dobre oceny mimo wszystko. Do końca się to nie udało, po raz pierwszy na moim świadectwie zabrakło czerwonego paska.

Kolejne diety były już skutkiem ubocznym pierwszej. Ilekroć zaczynałam jeść tyłam. Trzeba było wracać do diety regularnie.

Ciągle czuje żal. Kazano mi schudnąć, mi dziecku. Ale zostawiono mnie z tym całkowicie samą. Myślisz, że dostawałam dietetyczny obiad, dietetyczne śniadanie i owoce zamiast słodyczy? Miałam 14 lat i sama musiałam przygotowywać sobie posiłki z tego co mogłam dostać w domu. W tym samym czasie wychodziłam z domu kiedy jedzono obiad, żeby tego nie widzieć. Kiedyś myślałam, że to normalne. Dzisiaj wiem, że to było złośliwe i pozbawione empatii względem mnie. A to, że zrzucono na mnie winę za grubość, którą podobno miałam już w wieku 3 lat, było bezczelne.

Największy żal czuję chyba dlatego, że nie zrobiłam nic złego, nie odpowiadałam za swoje kilogramy. A to ja poniosłam karę. Nikt mi nie pomógł, nikt mnie nie pocieszył, nikt mnie nie uratował. Każdy mnie potępił. Byłam i jestem wrażliwa na węglowodany, a to było jedyne jedzenie dostępne w tamtych czasach w mojej rodzinie. Biały chleb, makaron, dżemy, soki i ziemniaki.

Wpasowałam się w społeczeństwo dzięki wielkiemu poświęceniu i kosztem zdrowia. Mój pogląd na świat zmienił się diametralnie. Nauczyłam się, że jedynie perfekcyjnie szczupła zasługuję na szacunek i akceptację od własnej rodziny. Później wierzyłam, że nie trzeba mnie kochać bo na to nie zasługuje. Dokładnie tak zachowywałam się w związkach, pozwałam się krzywdzić bo na to zasługiwałam. Jakbym się nie starała nie byłam XS-ką, a więc nie można mnie było szanować. Doszłam do momentu, kiedy bałam się wyjść z domu do ludzi bo nie miałam jędrnego tyłka jak trenerki wszystkich Polek. Uwierzyłam nawet, że nie zasługuje na to by zarabiać pieniądze dopóki nie będę się mieścić w rozmiar 36. A że mieściłam się rzadko, całkowicie uzależniłam się od ówczesnego partnera i życia które mnie zabijało.

Nie powiem ci, że stopniowo zaczęłam wprowadzać zmiany i moje życie zaczęło się zmieniać. To nie prawda. Któregoś dnia powiedziałam zwyczajnie NIE dla umniejszania swojego znaczenia do rozmiaru spodni i TAK dla życia. I od tego momentu zaczęłam budować swoje życie od nowa.

Muszę sobie przypominać każdego dnia dlaczego to robię, by przezwyciężyć chwile załamania. Powiedziałam NIE diecie i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie przejdę na żadną. Jeśli to, co robię nie będzie naprawdę skierowane ku mojemu zdrowiu fizycznemu i psychicznemu, radości i dobrobytowi to nie będę tego robić.