Dziecku odmawia się jedzenia, które jest dozwolone jego rodzicom, rodzeństwu i rówieśnikom. Tylko wobec niego obowiązują inne zasady. Nie rozumie czym zawiniło, że ponosi tak wielką karę. Podobno odchudzanie dziecka jest dla jego dobra. Bo otyłe dziecko to otyły dorosły. Ale czy odchudzone dziecko wyrośnie na odchudzonego dorosłego? Według statystyk nie. Prawdopodobnie będzie ciągle grubym dorosłym, który zawsze jest na diecie i który walczy z zaburzeniami odżywiania.

Zacznijmy od tego, że żadne dziecko nie postanowiło być grube. Dlaczego dziecko utyło? Było przekarmiane lub zaniedbano jego dietę? Ma problemy zdrowotne? Miało do tego powody związane z problemami w domu? A może jest skłonne do bycia większym jako jedyny członek rodziny. Zawsze jest wytłumaczenie dlaczego dziecko jest grube. Jednakże nigdy nie bierze się tego powodu pod uwagę. Wymierza się karę dziecku, które nie zawiniło. I to dziecko przez całe życie płaci za to. Rozumiem, że część rodziców boi się o zdrowie pociechy. Ale spora grupa rodziców nie umie zwyczajnie zaakceptować dziecka. Zamiast go chronić i nauczyć go samoakceptacji to mu dokucza, na to nie ma lekarstwa. Jeśli jednak faktycznie chodzi o zdrowie i szczęście dziecka to jest mnóstwo narzędzi w które można je wyposażyć by miało ono dobrą przyszłość.

Stop głodzeniu dzieci dla ich “zdrowia”. Czy wiesz, że sportowcy, którzy przez całą karierę musieli być na diecie po przejściu na sportową emeryturę tyją? To samo dzieje się z dzieckiem, po diecie tyje. Skazując je na dietę przyczyniamy się do wielkich problemów w przyszłości.

Szansa, że dziecko nabawi się zaburzeń odżywiania w dorosłości zwiększa się nawet o 12 razy już po pierwszej diecie. Jeśli naprawdę zależy nam na zdrowiu dziecka to będziemy dbać by miało odpowiednie nawyki, zdrową relację z jedzeniem, miłość do ruchu, umiejętność radzenia sobie ze stresem i pozytywny obraz własnego ciała. Mówi się, że z grubego dziecka wyrasta gruby dorosły. Otóż z dziecka na diecie wyrasta gruby dorosły z zaburzeniami odżywiania.

odchudzanie dzieckaJeżeli z jakichś powodów nadal wierzysz, że twoje dziecko będzie miało lepsze życie to przeczytaj statystyki i badania naukowe na ten temat. A jeśli zwyczajnie nie umiesz znieść faktu, że twoje dziecko odbiega od normy społecznej to ja Małgorzata proszę cię, w imieniu małych dzieci i nastolatków, nie skazuj na to swojego dziecka. Dzięki temu ono nie będzie miało do ciebie w przyszłości żalu.

Postaraj się zaakceptować, że twoje dziecko jest inne niż byś chciał/a. Postaraj się zarazić je bakcylem aktywności fizycznej – rowerem, pływaniem, rolkami, grami zespołowymi, spacerami, łażeniem po górkach itd. Naucz je jak to fajnie jest przygotowywać razem różne, kolorowe posiłki. Niech jedzenie zdrowych rzeczy będzie przyjemnością. Niech słodycze i słone przekąski będą alternatywą, którą dziecko zawsze może wybrać jeśli tak zechce. Ale spróbuj nauczyć je że wspólnie ugotowane ziemniaki dają tyle samo przyjemności co frytki belgijskie z budki.

Ja Małgośka, będę walczyć dopóki starczy mi sił i dopóki nie zbankrutuję o to by przestać karać dzieci za inność. By przestać je głodzić w imię estetyki, bo to nie chodzi o zdrowie. Okłamano nas. Prawdopodobieństwo, że dziecko będzie miało zaburzenia odżywiania po diecie jest 242 razy większe niż to, że nabawi się cukrzycy. Na 12 dzieci z cukrzycą, przypada 2900 dzieci z zaburzeniami odżywiania. Wśród wszystkich zaburzeń psychicznych, zaburzenia odżywiania, zaraz po uzależnieniach od substancji psychoaktywnych, są najczęstszą przyczyną śmierci. Jest większe prawdopodobieństwo, że twoja córka umrze na anoreksje wywołaną odchudzaniem i fatalnym obrazem własnego ciała niż na cukrzycę wywołaną złymi nawykami. Przy czym złym nawykom można zapobiec ucząc dziecko właściwej relacji z jedzeniem i sportem. Nie trzeba go odchudzać. Zaburzeniom odżywiania, które są następstwem diet bardzo ciężko zapobiec i jeszcze trudniej leczyć. Właściwie to z reguły one są ignorowane. Dziecko a potem dorosłego zachęca się do przejścia na nową dietę.

Bądź wzorem dla swojego dziecka a nie katem.

Przeczytaj historię Shiry Rose

Podobnych historii na naszym polskim poletku jest mnóstwo. Na samym profilu Antydieta na Instagramie znajdziesz ich sporo w samych komentarzach. Pulchne dzieci zmagające się z chorobą w dorosłym życiu. Jeśli potrzebujesz potwierdzenia mojej przestrogi znajdziesz go. Szukaj zanim pozwolisz by którekolwiek niewinne dziecko przeżyło niepotrzebną traumę w imię “miłości” rodziców. Albo z powodu braku tolerancji lub niewiedzy i bezkrytycznego przyjmowania opinii innych ludzi przez najbliższych członków rodziny.

Odchudzanie dziecka w imię nauki

A teraz zobacz jak Australijczycy będą głodzić swoje dzieci przez okrągły rok w ramach The Fast Track Trial. Czy wiesz ile to jest 800kcal? To 100g orzeszków ziemnych i 2 średnie jabłka. Racja żywnościowa uczestników przez pierwszy miesiąc będzie wynosiła 800kcal. Później przez 11 miesięcy, przez 3 dni w tygodniu będą dostawały po 600kcal. W pozostałe dni będą głodzone trochę mniej.

1,2 miliona dolarów rządowych funduszy przeznaczone będzie na celowe nauczanie wrażliwych nastolatków, by głodowali. Zachęcanie dzieci do naśladowania zaburzeń odżywiania NIE jest OK, niezależnie od BMI nastolatka.

Eksperyment ma wkrótce wystartować. Pod nazwą „Fast Track to Health” kryje się horror wielu dzieci, które będą zwyczajnie głodzone. Ma w nim wziąć udział 186 dzieci w wieku 13-17 lat. Do tej pory był zablokowany przez grupę specjalistów z różnych dziedzin zdrowia, jako że jest on nieetyczny i szkodliwy dla młodzieży. Niestety aktywiści przegrali. Na nic nie zdały się tłumaczenia, że takie eksperymenty już były i wszystkie dane jakich badacze szukają są dostępne.

Nastolatkowie zostaną poddani rocznemu eksperymentowi odchudzającemu, w którym jedna grupa będzie na diecie z tradycyjnym ograniczeniem kalorii, druga natomiast poddana zostanie głodówce.
W pierwszym miesiącu wszyscy badani będą na diecie 800kcal. 800 kcal dla dorastającego nastolatka, który się rozwija i uczy!
Po tym okresie jedna grupa przez 3 dni w tygodniu będzie na głodówce 600-700kcal, druga natomiast na normalnej diecie redukcyjnej. I tak przez cały rok. Eksperyment jest nieetyczny, szkodliwy i nieludzki.
Celem badania ma być ustalenie czy głodzenie się przez kilka dni w tygodniu będzie dla nastolatków korzystniejsze niż normalna dieta odchudzająca.

Diety zostały doskonale przetestowane. Znamy skutki uboczne. Wiemy jakie dają rezultaty w dłuższej perspektywie, jakie zmiany zachodzące w psychice. Statystyki wyraźnie pokazują, że diety prowadzą dzieci do bulimii, anoreksji ortoreksji, kompulsywnego objadania się, depresji i większego tycia w przyszłości.

Badacze z The Fast Track Diet promują ideę, że skoro ich eksperyment z głodzeniem nastolatków będzie się odbywał pod ścisłym nadzorem klinicznym, nie będzie przykrych konsekwencji w postaci zaburzeń odżywiania. Według nich takie odchudzanie jest w 100% bezpieczne. Niestety według dotychczasowego doświadczenia możemy być pewni, że przyszłość nie będzie dla tej młodzieży łaskawa.

Naukowcy chcą udowodnić, że post przerywany pozwoli nastolatkom na pozbycie się nadwagi i otyłości. Jest wystarczająco dowodów wskazujących na to, że odchudzający się w okresie 6-24 miesięcy od rozpoczęcia diety odzyskują utraconą tkankę tłuszczową w większości przypadków.

Dzieci uczą się zaburzonych relacji z jedzeniem

Obecna obsesja na punkcie wagi i zdrowego odżywiania daje dzieciom szkodliwy przykład. Dzieci nie będą miały zdrowej relacji z jedzeniem. Mówiąc o jedzeniu kultura diet skupia się wyłącznie na tym, czy ono jest zdrowe i czy nie tuczy. Całkowicie pomija się temat właściwej relacji z jedzeniem, która jest konieczna dla zachowania przez nas zdrowia psychicznego i satysfakcji z życia. Ciągle przemycany jest fat shaming i fat fobia które odbierają dzieciom szansę na nauczenie się ufania swojemu ciału, kochania go i słuchania jego sygnałów.

Pomimo, że samo założenie ma chronić dzieci to skutki są odwrotne. Dziecko na każdym kroku uczy się jak ważne jest posiadanie szczupłego ciała i że grube nie może być akceptowane. Piętnuje się i wyszydza większe ciała w imię promocji zdrowia. Wszystko na wszelki wypadek, by grube dziecko nigdy nie zapomniało, że wygląda inaczej a szczupłe nigdy nie przestało się bać, że będzie grube. Szerzy się tę informację, że grube dziecko jest niewarte akceptacji i miłości. To zawstydzanie daje w przyszłości taki rezultat, że marginalizowane dzieci faktycznie dbają o siebie mniej, przemycają jedzenie i jedzą je w sekrecie. Dzieci uczą się, że nie wolno podążać za swoim instynktem. Jeśli ulegną potrzebie jedzenia to robią to w ukryciu. Dzieci chcą być pełnoprawnym członkiem społeczeństwa i internalizują ideę chudości jako przepustkę do bycia akceptowanym.

Co się dzieje z dzieckiem które zmusza się do diety?

Oto co mówi Psycholog Rachel Millner. Każdy kto stara się zastosować jakieś diety u dzieci zawsze interesuje się dzieckiem tylko na etapie kiedy ono jest na diecie. Rodzice wyrażając na to zgodę, nie zdają sobie sprawy z tego jakie to będzie miało konsekwencje w przyszłości. Dieta się kończy ale skutki psychologiczne, emocjonalne i fizyczne zostają nawet na całe życie.

Millner pisze, że doświadczyła problemu na własnej skórze. Rodzice ograniczali jej jedzenie gdy była dzieckiem i w okresie dorastania licząc na to, że straci na wadze. Zaznacza, że nie oskarża rodziców bo wierzy, że oni sami byli uwikłani w kulturę diet, myśleli że robią dobrze. Wierzyli lekarzom, którzy zalecali odchudzanie. Byli pewni, że to zapewni ich dziecku lepsze życie. Ale jedyne co jej zapewnili to zaburzenia odżywiania.

Małe dzieci kochają swoje ciała, są nimi zachwycone, zafascynowane i ufają im. Zmuszone do odchudzania tracą to wszystko. Rachel Millner będąc jeszcze niemowlakiem dostała zalecenie od lekarza by zredukować jej ilość mleka. Wyglądało na to, że zbyt szybko rosła. Już wtedy była uczona, że nie może ufać swojemu głodowi. Szybko zaczęła mieć lęk przed wizytami u lekarzy bo wiedziała, że będą czynić uwagi, że za dużo waży. Zazdrościła swoim szczupłym przyjaciołom, że oni mogą jeść to, co chcą i są podziwiani za to jak wyglądają. Jakby znali jakiś super sekret na figurę, którego nie znają nawet dorośli. Podczas gdy zasady wobec niej były inne.

Wcześnie zauważyła że coś jest z nią nie tak, skoro jej rówieśnicy mogli jeść w szkolnej stołówce co tylko chcieli podczas gdy ją ściśle pilnowano by jadła tylko lunch przyniesiony z domu. Nauczyciele robili uwagi, że powinna schudnąć. Widziała, że jej ciało jest inne, za duże. Tak więc próbowała – jadła mniej, sporo ćwiczyła, nie jadła wcale, uczyła się tolerowania bycia głodną. Próbowała każdej diety. Wiedziała, że nie może ruszać jedzenia przeznaczonego dla jej szczupłego rodzeństwa.

W trakcie tego okresu skupiała się głównie na próbie bycia chudszą. Chudła, była chwalona, potem tyła i znów zaczynały się problemy. Gdy nikt nie widział jadła na zapas, tyle ile dała rady. Chowała jedzenie w pokoju. W domach przyjaciół zjadała ile mogła bo wiedziała, że w domu jej na to nie pozwolą. Jej ciało chroniło ją przed głodem tak jak umiało, wywołując napady głodu. Czuła się jak przegrana. Nikt nigdy nie pochwalił jej ciała za to, co dla niej robiło. Przekonywano ją, że nie ma wystarczająco silnej woli, nie stara się i nie dba by być szczupłą.

Jako dorosła osoba, psycholog i terapeuta zaburzeń odżywania przyznaje, że ciągle musi sobie przypominać, że może ufać swojemu ciału, że jedzenie zawsze będzie dostępne i że jej ciało nie jest problemem, z którym należy walczyć. Po latach terapii jedzenie ciągle jest dla niej wyzwaniem.

Millner uczula, że to, co robi się dzieciom nie jest krótkotrwałą trudnością w trakcie diety. Dzieci tracą zaufanie i szacunek do siebie. Ona sama przyznaje, że w będąc już po 40 ciągle odbudowuje wiarę i szacunek do siebie, pomimo lat terapii.

Uczenie dzieci, że wartościowe są tylko kiedy są szczupłe jest okrutne. Uczą się one, że ich priorytetem powinno być odchudzanie. Zmuszanie dziecka do diety jest twierdzeniem, że życie z zaburzeniami odżywiania, niską samooceną, niechęcią do siebie i brakiem zaufania do swojego ciała jest mniej ważne niż możliwość chwilowej utraty wagi. Bo ta nigdy nie trwa długo.

Nie wiemy tak naprawdę jakie jest idealne ciało dla dziecka. Oceniamy je tylko na podstawie siatki centylowej. Ona mówi jedynie czy waga dziecka występuje często czy nie, a nie czy jest zdrowa. Nie da się zmienić dziecka, które ma predyspozycje do bycia większym by stało się małe.

Uczmy dzieci by umiały dobrze żyć, walczyć o siebie, budować wartościowe i zdrowe relacje z innymi, tworzyć społeczności, rozwijać się. Uczmy je bycia szczęśliwymi. Uczmy zaufania do swojego ciała i szanowania go. Bo nasze ciała są różnorodne i to jest jak najbardziej w porządku.

Źródła: