Przez lata mówiłam, że nie jestem głodna z samego rana. Dlatego śniadanie jem późno lub wcale. I dzisiaj przyszedł czas, żeby się z tym moim zwyczajem zmierzyć. Bo jest powód dla którego ja nie jestem głodna. Kawa! Jak wiadomo, kawusia pobudza, daje zastrzyk energii i hamuje głód. Tylko, że …

No właśnie, jest jedno bardzo ważne “tylko”. Ona hamuje głód na jakiś czas, nie zaspokaja go. A więc ten głód prędzej czy później się pojawi, ale wtedy ze zdwojoną siłą. Nie mam tutaj zamiaru przestrzegać cię przed kawą, sama ją piję. Pogodziłam się z tym, zaakceptowałam i przestałam czuć potrzebę by pić ją w nadmiarze.

Picie kawy i przeróżnych innych płynów to pokłosie lat na diecie. Przyzwyczajenie do oszukiwania głodu i odsuwania jedzenia na później. Zawsze święcie wierzyłam, że jeśli posiłek zjem za wcześnie, to potem otworzy mi się w żołądku dziura, wiesz żołądek robi się bez dna. Bałam się, że będę jeść i jeść. To była prawda i nie prawda.

Prawda – bo faktycznie tak się dzieje, kiedy ciągle kontrolujesz jedzenie, oszukujesz głód i starasz się robić wszystko w opozycji do tego, czego potrzebuje ciało. W momencie gdy załamuje się kontrola to zaczyna się obżarstwo. Tylko że bądźmy szczerzy, jeść trzeba więc ta kontrola jest o d..e rozbić, bo na nic się nie zdaje. Instynkt dojdzie do głosu. A kiedy głód staje się bardzo silny wówczas nie czujemy już smaku jedzenia, jesteśmy gotowi zjeść byle co. Byle dużo. Byle już! Na nic wtedy postanowienia o uważnym jedzeniu, jedzeniu racjonalnych ilości, wybieraniu zdrowych pokarmów. Suchy chleb z margaryną? Dawać mi tu, byle dużo! Popiję herbatą.

Nie prawda – bo jeśli jesz regularnie i takie ilości jakie faktycznie potrzebujesz, jesz to, co lubisz i na co masz chęć, nie będziesz się objadać. Zjedz umiarkowaną ilość. To restrykcje sprawiają, że smaczne jedzenie albo jedzenie ogółem wywoła przejadanie się. Ale o tym już pisałam o tutaj (klik) więc nie będę się powtarzać.

Pamiętaj, możesz jeść teraz i później

Skazywanie siebie na cierpienie teraz z powodu głodu i potem z powodu wyrzutów sumienia bo zjadło się za dużo – to naprawdę zbędne piekło, które do niczego nie prowadzi.

Kiedy wczorajszego ranka zjadłam bardzo liche śniadanie a później spóźniłam się z obiadem, do tego miałam za sobą 30 minutowy trudny spacer w śniegu, byłam tak wygłodniała i zziębnięta, że minuta zwłoki była nie do zaakceptowania. Jadłam wręcz na stojąco, wykorzystując każdą wolną sekundę. To jest dla mnie ciągle nowe doświadczenie bo wychowałam się w domu gdzie nikt nie interesował się głodem. Należało wytrzymać, zignorować go, a gdy był w końcu czas – najeść się. Później, przez lata restrykcji ignorowanie głodu było czymś, co wychodziło mi perfekcyjnie. Zawsze można się było napić kawy.

Kiedy dzisiaj sama odczuwam silny głód w porze obiadu, jestem zachwycona. W końcu wiem, że moja intuicja działa i nie potrzebuję już robić nic. Miej świadomość, że nie przyszło to do mnie tak od razu. Potrzebowałam lat uważnego jedzenia, obserwowania swojego ciała i pozwalanie sobie by jeść. To tak jak zasianie ziarna, podlewanie go i czekanie aż któregoś dnia wykiełkuje.