Ot*łość i Stres – czyli z deszczu pod rynnę

O tym, że stygmatyzacja i piętnowanie wagi nie przynoszą pozytywnych rezultatów, pisałam wiele razy. Dzisiaj chciałam napisać o stresie. Niech mi to ktoś wytłumaczy, dlaczego stres, który jak udowodniono, jest wiodącą przyczyną chorób, które prowadzą do śmierci, wykorzystywany jest jako narzędzie walki o szczupłą figurę?

czytaj:

Piętnowanie wagi uderza w całe społeczeństwo

Czym jest stygmatyzacja wagi i dlaczego nie pomaga w walce z otyłością

W krajach rozwiniętych przewlekły stres jest powiązany z sześcioma głównymi przyczynami śmierci: chorobami serca, rakiem, dolegliwościami płuc, wypadkami, marskością wątroby i samobójstwami.

Przewlekłe stresory, obejmują codzienne problemy, frustrację z powodu korków, przeciążenie pracą, trudności finansowe, kłótnie małżeńskie lub kłopoty rodzinne. Stłumiony gniew, który trzymamy w sobie w związku z którąkolwiek z tych sytuacji, lub poczucie winy i uraza, które żywimy do innych i siebie samych, mają te same skutki dla ciała. Ten stres dusimy wewnątrz, gdzie jego skutki się kumulują. Badania pokazują, że chroniczny stres może wpływać na prawie każdy układ organizmu. Kiedy chroniczny stres nie zostaje uwolniony, osłabia układ odpornościowy organizmu i ostatecznie objawia się chorobą.

Głodzenie w imię idealnej sylwetki, okraszone intensywnymi treningami i poczuciem winy, jest postrzegane przez ciało jako silny stres. Nie dość, że ciało zaczyna produkować nadmierną ilość hormonu stresu kortyzolu, to człowiek ma jeszcze nieodpartą ochotę na cukier i tłuszcz. A one są na wyciągnięcie ręki!

Empatia, poczucie przynależności do grupy, poczucie bezpieczeństwa łagodzą stres. Nie żadne wyobcowanie, zmuszanie ludzi do ciągłej walki, już nie tylko o przetrwanie ale też o zwyczajną ludzką godność, wtłaczanie ciągłego poczucia winy i kompleksów.

Z deszczu pod rynnę

Jasło, miasto w którym zdawałam maturę, w 1944 zostało spalone, co zarządził ówczesny niemiecki starosta miasta, Walter Gentz. Najpierw w ciągu 48 godzin wysiedlono wszystkich cywilów, by później spalić wszystko, tylko po to, by miasta nie przejęły wojska sowieckie, które dotarły do odległego o 20 km Krosna. Przed spaleniem, co tylko miało wartość, zrabowano i wywieziono do Rzeszy.

Podobnie jest dzisiaj z wysoką wagą – ciało i psychika ludzi doprowadza się do ruiny, by walczyć z wrogiem XXI wieku. Jednak najpierw okrada się człowieka z czego się da. A łupy gromadzi na kontach najbogatszych przedstawicieli kultury diety.

W USA, co roku umiera 120 000 ze stresu związanego z samą pracą, koszty leczenia związane z tym rodzajem stresu sięgają $190 mld  rocznie. Dla porównania koszty leczenia związane z ot*łością w USA z 2008r (trudno o nowe dane) wyniosły $147 mld.

Według ONZ każdego roku na świecie umiera 2,8mln pracowników z powodu stresu, chorób i złych warunków pracy.

Dokładnie takie same liczby (dane WHO) opisują śmierć ludzi skorelowaną z ot*łością.

Co roku 9 mln ludzi umiera z głodu.

Wiem, że rzucanie sobie w twarz liczbami nie ma sensu. Liczby można dopasować. Każdą tezę można poprzeć odpowiednimi badaniami i odpowiednią interpretacją liczb. I mi nie chodzi o liczby. Tak naprawdę, nie znamy żadnych statystyk wyjaśniających śmierć z powodu ot*łości. Wiadomo, że jeśli gruba osoba umiera na zawał, udar, czy cukrzycę to umiera z powodu wagi. Jednak gdy szczupła osoba umiera na tę samą chorobę, wówczas jest już to tylko choroba. Ale zostawmy to.

Mam dość tego że osoba w większym ciele musi ciągle usprawiedliwiać swoje istnienie i udowadniać, że nie leży całymi dniami przed TV, opychając się chrupkami i czekoladą. W tym samym czasie szczupła osoba nie musi udowadniać niczego. 

Byłam gruba. Byłam chuda. Teraz jestem Małgosią. Kształt mnie nie definiuje.

Wkurza mnie jednak niesamowicie, że społeczeństwo potrafi się przyczepić do jednego tematu i chcąc nie chcąc trzeba toczyć gówno burze. Ja postanowiłam nie stawać w tej wojnie po żadnej ze stron. Uczę tego jak uregulować relację z jedzeniem i szukać akceptacji. Czuję, że to daje realne rezultaty. To chore, że stresem który sam w sobie jest problemem, chce się walczyć z innymi problemami. Nie, nie nazywam ot*łości problemem, każdy określa swój stan jak uważa za stosowne.

Kiedyś anemię leczono za pomocą spuszczania krwi. Tak teraz chce się chronić człowieka przed chorobami, które są skorelowane z wysoką wagą stresem, który te choroby wywołuje. Co tam badania, które pokazują, że równie dobrze ich pochodzenie może mieć źródło w stresie. Co tam badania pokazujące, że nadwaga jest skorelowana z chorobami przede wszystkim w tych rejonach, gdzie istnieje stygmatyzacja wagi i rasizm.

Nie mam racji ale za daleko zabrnęłam

Niestety ale po obu stronach barykady działa zasada „nawet jak nie mam racji to będę w to brnąć, bo to kwestia honorowa”.

I tak strona, która musi każdego dnia udowadniać, że nie obżera się i nie zalega na kanapie, jest aktywna fizycznie – kiedy tylko usłyszy, że jej waga może być skorelowana z problemami zdrowotnymi, stanie do walki i będzie się starała zaprzeczyć na wszelkie możliwe sposoby. Nawet jeśli są narzędzia, które mogą pomóc, to je przeoczy. Nie będzie ich szukać. Nie mieć czasu, chęci, siły, skupi się przede wszystkim na walce o godność. Coś o tym wiem. Kiedy w coś za daleko zabrniesz, starasz się bronić swojego stanowiska. To jest bardzo złożony temat, ale by autentycznie zadbać o siebie, trzeba mieć na to nie tylko czas, ale też przestrzeń w głowie i realne przyzwolenie. A powiedzmy sobie szczerze. Gruby człowiek ma nakaz schudnięcia a nie zadbania o siebie. Kiedy autentycznie zacznie o siebie dbać i nie będzie to związane ze schudnięciem, nasłucha się, że promuje ot*łość.

Druga strona, która widzi tylko zagrożenie w każdym kilogramie ponad BMI 19, nawet nie spojrzy na statystyki, nie uwierzy drugiej osobie, że może jest jej dobrze, może jest szczęśliwa, albo akceptuje życie jakim jest i nikt nie ma prawa jej tego odbierać. Nie, nigdy. Jak to mówią im dalej w las tym więcej drzew, więc im bardziej krzyczy i nienawidzi tym trudniej jest się jej wycofać i innym ludziom odpuścić.

Ta ostatnia afera z okładką Cosmopolitan, na której ktoś śmiał napisać, że gruba dziewczyna uprawiająca sport jest zdrowa, świadczy tylko o dehumanizacji i zacietrzewieniu naszego społeczeństwa. Ale mówiąc szczerze, historia pokazuje, że ludzkość taka jest i zawsze była. Jeżeli skupi się na jakimś temacie, wybierze trendy i zasady, to będzie walczyć do upadłego o swoją rację. Jeżeli przepis mówi A, to tak ma być. Nieważne, że jest zły. Nie można go zmienić. Bo istnienie przepisu jest święte.

Tak samo walczono z Kopernikiem, walczono z czarownicami, z głupimi sufrażystkami które żądały prawa głosu dla kobiet. Dzisiaj walczy się z prawem ludzi do posiadania konkretnego kształtu ciała. Walczy się z prawem człowieka do godności, dumy i świętego spokoju. Czy może nas to dziwić? Mnie nie dziwi, ale rozczarowuje.