Jeżeli przez dłuższy czas polegałaś na liczeniu kalorii i jadłospisach prawdopodobnie zgubiłaś kontakt ze swoim ciałem. Twój rozum nadaje na innych falach niż twoje ciało. Jedzenie intuicyjne doprowadzi do powrotu równowagi w tej sferze. Stanie się to dzięki rezygnacji z wykorzystywania silnej woli, przymusu, kontrolowania się i restrykcji.

Zapomnij o podziale jedzenia na złe i dobre. Każdy pokarm od tej pory jest neutralny. Żaden nie jest lepszy od innego.

To zadaniem twojego ciała będzie ocenienie, który pokarm preferuje bardziej. Nastąpi to w kolejnych fazach. Kiedy nauczysz się świadomości swojego ciała i odczytywania sygnałów jakie wysyła nie będziesz mieć ani napadów jedzenia, ani przejadania się.

Faza pierwsza – pozbądź się obsesji

Pierwsza faza to pozbycie się obsesji na punkcie jedzenia i strachu przed nim. Jest czasem odczarowywania produktów spożywczych. W tej fazie uczysz się nie tracić kontroli nad swoim ulubionym jedzeniem.

Na tym etapie pozbądź się wagi, aplikacji do mierzenia kalorii, ubrań które są za małe i głosu krytyki w głowie. Nie będą ci już potrzebne.

Psycholog dr Nicole Hawkins opowiedziała jak pewna dietetyczka wyleczyła ją z jednoczesnej obsesji i strachu przed ciastem marchewkowym. Kazała jej jeść to ciasto na każdy posiłek bez wyrzutów sumienia. Nicole, początkowo z przerażeniem, poddała się próbie i robiła to przez 2 dni. Przeszło. Znudziła się ciastem. Nie przytyła. Nie musiała się już kontrolować w przyszłości bo miała wewnętrzne przyzwolenie na jedzenie każdego ciasta marchewkowego i kiedy tylko ma ochotę.

Zrób listę wszystkich rzeczy, których nie jesz 

Rzeczy, których się boisz, że są tuczące, szkodliwe bądź takich, przy jedzeniu których nie znasz umiaru. Np. lody, biały chleb, makaron, czekolada, ciastka, ciasto marchewkowe, frytki…

W pierwszym tygodniu wybierz z listy jeden produkt. Niech to będzie czekolada. Kup kilka czekolad, takich o jakich marzysz najbardziej. Przynieś je do domu i powiedz do siebie: Ta czekolada jest jedzeniem, mogę ją jeść bez wyrzutów sumienia w takiej ilości na jaką mam ochotę i kiedy tylko chce. To tylko jedzenie.

I z taką myślą usiądź do posiłku. Połóż sobie przed sobą porcję czekolady na ładnym talerzyku i zacznij jeść. Rób krótką przerwę po każdym kawałku by cieszyć się smakiem. Jeśli skończysz porcję z talerzyka i nadal masz ochotę dobierz sobie jeszcze. Spróbuj przestać jeść w momencie kiedy już ci tak bardzo nie smakuje. Na kolejny posiłek też możesz ją jeść także nie ma pośpiechu. To nie jest ostatni posiłek przed dietą. Oczywiście czekolada nie musi stanowić całego posiłku. Ale może. Jak chcesz. Może być śniadaniem albo deserem po śniadaniu. I przeznacz na to cały tydzień. Jedz dopóki masz ochotę. Jeśli po 2 dniach będziesz mieć dość to przestań jeść. Nikt już nie zabierze ci czekolady, ona jest i będzie zawsze dostępna. W kolejnym tygodniu wybierz następny produkt i kontynuuj aż przepracujesz wszystkie pozycje z listy.

Wiem, że to może brzmieć przerażająco. Myślisz pewnie, że bez restrykcji zaczniesz jeść bez opamiętania. Otóż doświadczenie dietetyków z całego świata pracujących z tą metodą jest z goła inne. Nikt nie zaczyna jeść bez opamiętania. I powód jest prosty, nie ma takiej potrzeby. To kiedy tniesz kalorie i eliminujesz całe grupy pokarmów wtedy jest rzeczą naturalną że masz obsesyjne myśli.

Faza druga – miesiąc miodowy

Druga faza to wprowadzenie bezkrytycznego jedzenia. Nazywa się to fazą miesiąca miodowego.

To jest okres jedzenia wszystkiego bez poczucia winy, bez ocen moralnych, bez kontrolowania ciała. W tym kroku uczysz się na nowo jeść, rozpoznawać apetyt, głód, sytość. Jesz i nie masz wyrzutów sumienia z tego powodu.

Miesiąc miodowy to nie dzika impreza

Faza miesiąca miodowego to czas kiedy możesz jeść. Po kroku oswajania nie boisz się już jedzenia. Ale to też okres miłości. W tym momencie powoli zaczynasz uświadamiać sobie jak jedzenie na ciebie wpływa. Ten okres może być inny dla każdego. W nim uczysz się na nowo, że można jeść wszystko, bo wszystko jest dozwolone. Ale też nie nakazane. Nie chcesz, nie musisz. To nie jest czas kiedy masz jeść całe jedzenie tego świata, próbować wszystkiego co widzisz. To nie tak że wszystkie słodycze świata i cały fastfood czekają byś je zjadła. One są, można je jeść, nie są ani złe ani dobre.

Bez ocen moralnych. Jeśli jesz coś co bardzo lubisz, czujesz że jesteś już syta ale ciągle jesz to nic. To nieważne. Jedz bez wyrzutów sumienia. I następny posiłek też zjedz jakby nigdy nic się nie stało. Nie musisz zasłużyć na posiłek dobrym zachowaniem.

Nie znaczy, że to zawsze będzie tak wyglądało. Że będziesz jeść i jeść. Etap pożerania dawniej zabronionych pokarmów się skończy. Przyjdzie czas że zapragniesz zmiany.

Faza trzecia – łagodne odżywianie

Ostatnim krokiem jedzenia intuicyjnego jest “gentle nutrition”. Nie wiem jak to nazwać po polsku, łagodne żywienie? Na tym etapie umiesz już odczytywać sygnały swojego ciała i na nie reagować.

W tej fazie uczysz się które jedzenie ci sprzyja, a które nie. Modyfikujesz swój sposób odżywiania tak by jedzenie dawało ci maksimum radości z życia i dobre samopoczucie. To ułuda, że jedzenie tabliczki czekolady każdego dnia to jest coś co uczyniłoby cię szczęśliwą. W tym etapie to zrozumiesz.

To czas wyszukiwania sprzyjającego ci jedzenia. Przestańmy to nazywać zdrowym odżywianiem, kultura diet nadała temu niemiłe skojarzenia. To jest czas na kreowanie nowych nawyków na całe życie, czas świadomego i uważnego jedzenia.

Po fazie miesiąca miodowego możesz czuć się zmęczona jedzeniem. Możliwe, że spróbowałaś już wszystkiego co kiedyś było zakazane. Odczarowałaś każdy pokarm. Wiele ulubionych produktów wykreśliłaś z ulubionych. Usunęłaś też ze swojego menu zdrowe rzeczy które jadłaś tylko dlatego, że były modne albo zdrowe.

W tej fazie naturalnie odrzucasz z diety wiele produktów których nie chcesz już jeść. Wprowadzasz inne, często też na nowo zaczynasz jeść te, które kiedyś odrzuciłaś. Masz całkowitą wolność jedzenia tego, co daje ci dobre samopoczucie.Po to żywimy się intuicyjnie żebyśmy w końcu mogli słuchać i serca i rozumu jednocześnie i żeby to wszystko zaowocowało poczuciem dobrostanu.

Naturalnie zdrowsze jedzenie

W tym etapie prawdopodobnie od nowa zaczniesz planować posiłki. Tylko że tym razem będziesz robisz bo o siebie dbasz, chcesz czuć się dobrze ale też chcesz by było ci wygodnie. Nie planujesz posiłków z intencją restrykcji i aplikacją do liczenia kalorii ale z zamiarem dania sobie czegoś najlepszego, na co możesz sobie pozwolić w danym czasie. Startujesz do planowania posiłków z pozycji siły a nie słabości. Planujesz bo tak jest łatwiej.

Ten etap nie bez powodu nazywa się łagodnym odżywianiem. Rozumiesz język swojego ciała. Ciało zaczęło ci ufać. Teraz starasz się jeść to, co czujesz, że ci sprzyja. Powracasz do wielu zasad zdrowego żywienia z potrzeby a nie z przymusu. I robisz to naturalnie, masz taką chęć. Umiesz już zostawić na talerzu niedojedzoną potrawę i wyjść z restauracji. Potrafisz zrezygnować z posiłku bądź go przesunąć bo jeszcze nie czujesz głodu. Nie masz negatywnych myśli, jeśli wkrótce po posiłku znów czujesz głód i masz ochotę coś zjeść. Jesz i tyle.

Jak to było u mnie

Nie przeszłam pierwszego etapu

Nie znałam wówczas żadnych zasad jedzenia intuicyjnego. U mnie twarde postanowienie, że nigdy więcej nie będę mieć ograniczeń i głodu podziałało tak, że automatycznie straciłam niepohamowaną chęć na jedzenie wielu zabronionych rzeczy. Przy każdej z nich wystarczył jeden kontakt z produktem, czasami 2-3 by stwierdzić że już dość. Na lody np. straciłam ochotę zanim je kupiłam.

W etapie miesiąca miodowego nie rozumiałam co to głód i sytość

Znów zaczęłam ograniczać ilość jedzenia bo zaczęłam być przerażona tym, że jestem już za gruba. I co się stało. Zaczęłam jeść więcej słodkiego, aż zrozumiałam, że ochotę na słodkie mam wtedy kiedy jestem głodna albo jeśli posiłek był niekompletny. Jeśli posiłek nie był satysfakcjonujący, albo miał zbyt mało węglowodanów zaczynam myśleć o słodyczach. Z ochotą na słodycze chciałam walczyć starym (nie)dobrym sposobem – odstawieniem. A to nie działa.

W tym etapie nie rzuciłam się na zakazane jedzenia. To wtedy odkryłam, że pokarmy za którymi tak bardzo tęskniłam nie są takie fajne. Ale jadłam za dużo i za często. Nie potrafiłam ocenić kiedy jest czas jedzenia i ile należy zjeść. Tak długo ignorowałam sygnały płynące z wewnątrz, że przestały do mnie dochodzić. Ale ten etap był potrzebny bym zrozumiała, że mam dość ciągłego jedzenia i że chcę jeść mniej i co innego. W tym czasie pozbyłam się też słabych paznokci. A myślałam że już się taka urodziłam – z wadliwymi, łamiącymi się i rozdwajającymi paznokciami.

W trakcie miesiąca miodowego jadłam więcej niż potrzebowałam. A może nie? Może właśnie potrzebowałam tak jeść by móc się zregenerować fizycznie i mentalnie.

W ostatnim etapie

Ja na tym etapie zrozumiałam wiele rzeczy. Odkryłam, że nie przepadam za mięsem i mocno je ograniczyłam.

Wiem, że jeśli mam częstą ochotę na słodycze to pewnie nie zjadłam satysfakcjonującego posiłku. Jeśli mam ochotę na konkretny deser to inna sprawa. Lepiej żebym go zjadła i zapomniała.

Dopuściłam do siebie myśl, że nie muszę lubić modnych owsianek i jaglanek i wolno mi ich nie jeść. Przestałam kochać chleb. On stał się dla mnie jednym z wielu dostępnych pokarmów zaspokajających głód.

Przestałam jeść większość ciast. Jestem wybredna, albo ciasto ma ciekawy smak albo nie jest warte konsumpcji. Dzięki temu poza wyjątkami świąteczne wypieki mnie nie interesują.

Przestałam szukać dań dużych objętościowo. Z czasów diet liczyło się tylko to, by mieć pełny żołądek. Teraz liczy się by żołądek był zadowolony.

Przestałam czuć stres kiedy nie mam jak przygotować posiłku i pozostaje mi zupka chińska. Wiem, że mój żołądek preferuje gorącą zupę z glutaminianem sodu od paczki zdrowych eko migdałów.

Odkryłam też że kawą zabijałam głód i poprawiałam sobie nastrój. A mój żołądek nie przepada za nią.

Z cierpliwością i zrozumieniem czekam na to, aż moja waga wyreguluje się i ustabilizuje. Akceptuję myśl, że nie będzie taka, do jakiej przez te wszystkie lata dążyłam. To nic. Patrzę w przyszłość z nadzieją i przede wszystkim wolną od diet głową.

ZASTRZEŻENIE: Informacje mają na celu informowanie czytelników i nie mają na celu zastąpienia konkretnej porady specjalisty.