Zauważyłam, że każdy ocenia i krytykuje rozmiar ciała i wybory żywieniowe. Dosłownie każdy. Szczupły, który nigdy nie był gruby. Gruby, który schudł i teraz jest szczupły. Gruby, który jest gruby. Każdy ma ku temu powody. Mamy powszechne przyzwolenie na agresję.

Szczupły może nie rozumieć co to znaczy żyć w dużym ciele. Odchudzony ex-gruby piekielnie boi się powtórki z historii i nienawidzi siebie z przeszłości. Przez to nienawidzi też każdego grubego, bo po pierwsze widzi w nim siebie, po drugie czuje nad nim wyższość i prawo do dawania rad, przecież już wszystko wie. I w końcu gruby, ale dlaczego on też? Powinien zrozumieć, czuć empatię. Ale nie. Grubi rodzice odchudzają i krytykują swoje dzieci, grubi projektanci szyją ubrania dla filigranowych modelek, grubi biznesmeni chcą się otaczać pięknymi, szczupłymi ludźmi. Tak bardzo nie lubimy siebie. Bo gdybyśmy siebie kochali i nie oceniali to czy krytykowanie innych ciągle byłoby rozrywką narodową numer 1?

Nawiążę do akcji Nike. Firma zrobiła “rewolucję” i pokazała światu, że sprzedaje ubrania w rozmiarze XXL. To prawdziwa odwaga i temat tygodnia. Niespotykana rzecz w świecie, który zakłada, że ciało powyżej rozmiaru S nie ćwiczy a XXL jest już całkiem do ćwiczeń niezdatne. To już jedna noga w grobie.

W The Telegraph ukazał się artykuł na ten temat o tytule “Otyłe manekiny sprzedają kobietom niebezpieczne kłamstwo”. Owo niebezpieczne kłamstwo chce sprzedać informację, że grube kobiety też ćwiczą. Skandal. To nie może być prawda. Autorka artykułu Tonya Gold skomentowała manekiny plus size w sklepach Nike:

„Ona jest pod każdym względem otyła i nie przygotowuje się na bieg w swoich błyszczących akcesoriach od Nike. Ona nie może biec. Ma najprawdopodobniej stan przedcukrzycowy i stoi w kolejce do wymiany stawu biodrowego. Jaki to okropny cynizm ze strony Nike?”

Czy my też mamy takie Tonye z The Telegraph? Oczywiście. Przeczytałam na Instagramie bardzo interesującą wypowiedź. Wpis mówiący, że jeśli ktoś dostaje ataku agresji na widok grubej osoby to jest to choroba, został skomentowany słowami: „przecież otyłość to choroba przewlekła… Nie ma związku? To nic.  Okazało się, że komentującej właściwie chodziło o to, że osoby grube nie powinny kupować ubrań sportowych ponieważ nie ćwiczą. To bardzo ciekawy pogląd. Faktem jest, że wiele osób kupuje ubrania sportowe ponieważ są modne, wygodne i dobrej jakości. Tylko że jeśli robi to szczupła osoba to wszystko w porządku. Jeśli gruba, to wygląda to dziwnie, jakby kupowała narty wybierając się nad morze.

Czy to zaszkodziło ruchowi body positive? Wygląda na to, że raczej pomogło. Internet huknął w obronie manekinów plus size. Zdjęcia maratończyków, półmaratończyków, crossfitowców itd. zaczęły obiegać media społecznościowe. Zaczęliśmy głośno mówić, że coś jest nie tak z powszechnym przyzwoleniem na agresję.

Świat nie chce grubych ludzi. Sprawa manekina plus size pokazuje, że połowa społeczeństwa która załapała się do grupy plus size powinna się schować i nie pozywać światu. Sama informacja, że znana firma szyje i sprzedaje duże rozmiary jest już promocją otyłości, niebezpiecznym procederem który rozprzestrzenia wirusa o nazwie tłuszcz. Grubi powinni się schować i nie wychodzić z domu dopóki się nie wyleczą. A jak mają się leczyć? Więcej się ruszać i mniej jeść, ale tak żeby ich nikt nie widział. Byleby tylko nie przychodzili do sklepów z odzieżą sportową.

Poruszony został bardzo ważny temat. Duże ciało i sport. Panuje przekonanie, że grubi ludzie nie są aktywni fizycznie i dlatego są grubi. A tutaj taka niespodzianka. Modelki plus size zasypują media społecznościowe filmikami z intensywnych treningów. Otyli maratończycy pokazują swoją formę. Grube dziewczyny ćwiczą jogę. Dzieje się. Sport, do tej pory zarezerwowany dla szczupłych ludzi bądź ludzi którzy chcą być szczupli nagle stał się dostępny dla każdego. Ktoś odważył się powiedzieć, że sport można uprawiać dla zdrowia i przyjemności bez chęci odchudzania. To dla wielu ludzi jest niepojęte ponieważ przywykliśmy do myśli, że duże ciało musi być chore i niesprawne.

Ruchy “Zdrowie w każdym rozmiarze” i “ciałopozytywność” przekonują że świat nie jest czarnobiały. Zachęcają do sportu i zdrowego odżywiania każdego, zapewniając, że to nie rozmiar ciała świadczy o ludzkiej wartości i zdrowiu. Przyznaję, że to pierwszy raz, kiedy poczułam chęć posiadania dobrej jakości ubrań sportowych. W końcu nie są one produktem elitarnym, są dostępne dla każdego.

A może to właśnie w tym jest cały problem. Do tej pory stroje znanych marek sportowych były przeznaczone dla elity. I to boli, że kobieta z grubą dupą również może mieć leginsy Nike. Że te lata ograniczeń żywieniowych by wcisnąć się w ładne ubrania poszły na marne. Bo w dzisiejszych czasach można zjeść i sernik i kupić gatki od Nike. I to wszystko jednego dnia, w jednym centrum handlowym.

Czytaj również: