W dzisiejszym społeczeństwie częściej słyszymy o przypadkach izolacji społecznej w celu “dbania o zdrowie” niż o wartości budowania relacji międzyludzkich. A jednak, to właśnie poczucie przynależności do wspólnoty, jej wsparcie w trudnych chwilach i poczucie bezpieczeństwa mają większy wpływ na zdrowie niż to, co jemy.

Efekt Roseto

W małym miasteczku Roseto w Ameryce Północnej żyła tradycyjna społeczność Włochów. Rodziny były trzypokoleniowe, do smażenia używano smalcu a pizzę jedzono na grubym cieście z dodatkiem kiełbasy i sera. Do tego dochodził tytoń i alkohol. Mężczyźni pracowali w kamieniołomach, na codzień narażeni na wdychanie trujących gazów. Ale ta społeczność, pomimo że ich dieta była całkowitym przeciwieństwem wszelkich zasad zdrowego żywienia, nie cierpiała na choroby serca. Ludzie umierali ze starości.

Co ciekawe, ludzie z sąsiednich miasteczek nie cieszyli się takim zdrowiem, chorowali jak przeciętni Amerykanie w tamtych czasach. Fenomen miasta Roseto, badano od 1935 do 1984 roku. Pierwsza osoba poniżej 55 roku życia zmarła na zawał serca dopiero w 1971 roku.

Co sprawiło, że Rosetanie nie umierali na choroby serca tak często jak mieszkańcy identycznych miast z okolicy? Więzy rodzinne i społeczne. Magią Roseto było całkowite unikanie izolowania osób. Nie pozwalano na to by ludzie radzili sobie sami, zmiażdżeni problemami życia codziennego.

Nikt w Roseto nie był samotny. Miasto poniżej 2000 mieszkańców liczyło 22 różne organizacje społeczne. Dbano o to by zamożni nie obnosili się z bogactwem i władzą, wspierano tych którym się nie powiodło. Ludzie czuli się bezpiecznie, żyli z dala od presji nowoczesnego świata. Nie martwiono się brakiem zatrudnienia. Mieszkańcy byli zdrowi dzięki społeczności jaką stworzyli.

Sielanka zdrowotna mieszkańców Roseto trwała do lat 70’ XX wieku, kiedy to społeczność została zamerykanizowana i porzuciła tradycyjną strukturę społeczną.

Zdrowie to kwestia społeczna

Kiedy badacze Stewart Wolf i John Bruhn przedstawiali swoje odkrycie na temat efektu Roseto mieli trudność w przekonaniu sceptycznego środowiska medycznego, do tej jakże oryginalnej recepty na zdrowie. Zwykło się przecież myśleć, że zdrowie to kwestia indywidualna – geny, ruch, wybory żywieniowe, środowisko w jakim się żyje. Fenomen Rozeto pokazał, że najważniejsze w tym wszystkim jest społeczeństwo. Jednostki będą zdrowe w zdrowym społeczeństwie.

My jednak szczycimy się tym, że jesteśmy samowystarczalni, nie chcemy przyjmować pomocy ani jej oferować, nie chcemy brać na siebie problemów innych. Jesteśmy bombardowani mową nienawiści, zachętą do współzawodnictwa, strachem. Zarozumiałość, bo przecież wszystko wiemy i wszystko zrobimy sami, jest antagonistyczna do tego, co człowiek naprawdę potrzebuje – więzi społecznych i poczucia bezpieczeństwa.

Dzisiejszy silny nacisk na zdrowy styl życia pomija rolę społeczeństwa. Traktuje się zdrowie jako indywidualną odpowiedzialność każdego człowieka. Tymczasem, zdrowie nie jest tylko w naszych rękach. Tam gdzie jest przewlekły stres, izolacja społeczna, samotność, pozostawianie ludzi samych sobie z problemami, stygmatyzacja, nienawiść i ciągła presja – nie będzie zdrowia. Nie ważne ile przyjmiemy suplementów, ile praktyk jogi odbędziemy i ile eko warzyw zjemy.

Na zdrowie musimy patrzyć z szerszej perspektywy, nie tylko oceniać indywidualne wybory człowieka. Bo to jakich ma się przyjaciół, rodzinę, środowisko pracy i społeczność lokalną ma równie duże, jeśli nawet nie większe znaczenie, jak to, co wkładamy do ust.

czytaj również: