Dzisiaj będzie znów bardziej osobiście. Opowiem wam o kilku skutkach ubocznych bycia na diecie które mnie dotknęły. To nie są typowe problemy o których się zwykle mówi. To raczej coś z czym żyją weterani diet. Bo utopią jest myślenie, że po skończeniu odchudzania najtrudniejsze za nami.

To o czym będę mówić t0 są skutki długoterminowe, odłożone w czasie. Coś czego na początku nie zauważasz i możesz w ogóle nie skojarzyć tego z odchudzaniem. Przechodzisz na dietę i czujesz się raz lepiej raz gorzej. Jeśli w twoim przypadku nie było wskazań do odchudzania poza wizualnymi, to może być nieprzyjemnie. Czasami jest jednak super. Bo jeśli zmieniasz dietę z byle jakiej na zdrową i zbilansowaną, jeśli objadałaś się kompulsywnie i przy jadłospisie przestajesz to robić z pewnością jest lepiej. I przez pewien czas będzie dobrze, dopóki nie zejdziesz poniżej swojego chronionego zakresu wagi. Lub do czasu gdy skutki długotrwałego niedożywienia nie dadzą o sobie znać. Będzie dobrze pod warunkiem, że kalorii jest wystarczająco dużo.

Wystarczająco dużo czyli nie 1200, nawet nie 1500kcal. Z analiz wynika, że by przeciętna kobieta o wzroście 1.7m funkcjonowała optymalnie potrzebuje 2500kcal gdy jest aktywna, 2200kcal gdy ma siedzący tryb życia (czyli ja zależnie od dnia potrzebowałam pomiędzy 2200 a 2500kcal, ale przyjmowałam znacznie mniej by utrzymać wagę). Dla kobiety o wzroście 1,7m 2000 kcal jest już deficytem. A 1500 kcal piekłem dla organizmu. Jeżeli kobieta na diecie przy której jej organizm pracuje optymalnie nie ma figury modelki, to może jej mieć nie powinna?

Zapotrzebowanie kaloryczne kobiet

<152cm = 2250kcal dla aktywnej kobiety, 2000kcal dla nieaktywnej

152cm -162cm = 2350kcal dla aktywnej kobiety, 2100kcal dla nieaktywnej

162cm – 172cm = 2450kcal dla aktywnej kobiety, 2200kcal dla nieaktywnej

172cm – 183cm = 2550kcal dla aktywnej kobiety, 2300kcal dla nieaktywnej

>183cm = 2650/2400

*Kobieta aktywna to znaczy taka, która przechodzi dziennie minimum 8km (lub wykonuje ćwiczenia będące ekwiwalentem)

**Jeśli masz 19 lat lub mniej dolicz 100kcal więcej, ciągle rośniesz

*** Dane pochodzą z książki “No period. Now what?” N. J. Rinaldi, S. Buckler, L. Sanfilippo Waddell

Problemem nie jest samo odchudzanie, bo faktycznie często na początku diety i w trakcie diety czujemy się świetnie. Popatrz na krótkotrwałe głodówki. Po 2 tygodniach postu niektórzy czują się fantastycznie! Prawdziwe komplikacje pojawiają się później. Bo samo przejście diety to najmniejszy problem. Zawziąć się i schudnąć nie jest tak trudno. Ale kiedy przychodzi ten czas, że niby dieta się skończyła to jednak nie możesz jeść. Musisz utrzymać dietę latami. To ten najgorszy czas. Bo niby jesteś 1-3-5 lat po odchudzaniu ale jednak ciągle na diecie.

Kiedy byłam młodsza skutki uboczne były inne. Kiedy dorosłam moje ciało reagowało tak jak to wam zaraz opiszę.

Mgła mózgowa i rozkojarzenie

Objawy tak zwanej „mgły mózgowej” obejmują zapominalstwo, słabą koncentrację, niemożność skupienia się i brak jasności umysłu.

Mówi się że mgłę mózgową wywołują:

  • niedobór witaminy B12
  • dieta bogata w glutaminian sodu, aspartam, orzeszki ziemne, nabiał
  • leki
  • choroby i stany (np. anemia, depresja, cukrzyca, niedoczynność tarczycy, odwodnienie)
  • zmniejszenie produkcji hormonów – hormonów tarczycy, hormonów nadnerczy, testosteronu, damskich hormonów płciowych
  • brak snu
  • stres
  • przedłużający się stan zapalny ciała

Do mojego odchudzania pasują zmiany hormonalne i stres. Bo tak, duży ubytek tkanki tłuszczowej i niedobór energii rozwalają gospodarkę hormonalną. Stres związany z odchudzaniem również. Ponadto przedłużający się stan zapalny. Badania pokazują, że krótkotrwała dieta pomaga w zmniejszaniu stanów zapalnych ale na dłuższą metę (6 miesięcy lub więcej) obserwuje się wzrost stężenia markerów zapalnych. A teraz wyobraź sobie bycie na takiej diecie przez kilka lat. Póżniej rok przerwy, znów dieta, rok przerwy i kilka lat diety. Skoro całkowicie się nie posypałam muszę mieć naprawdę dobre geny, po babci która dożyła 98 lat. A może jestem jak tykająca bomba i kiedyś odczuję wszystko co sobie wyrządziłam?

Ja przez lata byłam pewna, że mgła to musi być gluten i kawa. Bo co innego? Ale nie, to nie był gluten. To był deficyt kaloryczny.

Rozkojarzenie i brak możliwości skupienia się na jednej czynności były u mnie tak silne, że potrzebowałam tygodnia by skończyć oglądanie jednego filmu. Jaki to problem by usiąść wieczorem z miską popcornu i poświęcić 2 godziny na komedię romantyczną, film akcji albo coś? Ha! Niewykonalne, bo po pierwsze nie wolno ci popcornu a po drugie nie potrafisz skupić się na jednej czynności więcej niż 20 minut.

To nie jest bezpośredni skutek samej diety tylko bycia latami na diecie. Stres który mamy w życiu dubluje się niemal gdy dodajemy sobie dodatkowo drugi etat zwany dietą. Odchudzanie na dłuższą metę wywołuje u wielu ludzi utratę relacji ze swoim ciałem. Przestajesz czuć, że jesteście jednością. Zaczynasz je traktować jako masę plastyczną, którą chcesz modelować.

Zagubienie

Gdy zaczynasz rozumieć, że życie kręci ci się wokół diety i nic z tym nie zrobisz, bo jeśli przestaniesz być na diecie to przytyjesz, a jeśli przytyjesz to życie legnie w gruzach bo przecież twoje życie się kręci wokół utrzymania szczupłej sylwetki. Kim będziesz jeśli nie będziesz szczupła, jak się pokażesz rodzinie, znajomym? Wszyscy cię pamiętają jako tą, która była gruba i schudła. Nie możesz być znów gruba. Możesz być, chora, bezrobotna ale nie możesz przytyć. I te ciągłe stany depresyjne. Jak ja je odbierałam? Jestem do niczego i tyle. Powinnam jeszcze więcej schudnąć.

Jeśli nie możesz zrobić tak prostej rzeczy jak utrzymać niskiej wagi to do czego się nadajesz. Przecież to jest tak jasne i łatwe. Mniej jedz. Ćwicz z Chodakowską 3-5x w tygodniu. Rób koktajle owocowo-warzywne na 2 śniadanie, jajka na śniadanie, raw batonika na podwieczorek, chudą pierś z kurczaka z sałatką na obiad i fasolę z warzywami na kolację. Jeśli będziesz grzeczna przez 6 dni to w niedzielę możesz nawet zasłużyć na karmelową kawę ze Starbucksa (albo innego miejsca jeśli nie mieszkasz w dużym mieście) i ciastko.

To nie jest skomplikowane. Będziesz zdrowa, szczęśliwa, odniesiesz sukces, będą cię szanować a twoje życie będzie pełne miłości. Jeśli po pierwszym roku się nie uda to spróbujesz jeszcze raz. Nie poddawaj się. Kiedyś będziesz mieć stalowe pośladki i umięśniony brzuch wtedy wszystko będzie dobrze.

Brak libido

No cóż. W kilka miesięcy po tym jak rozpoczęłam kolejną dietę będąc w stałym związku moje libido zanikło. Na kilka lat. I co z tego, że miałam teoretycznie seksowną figurę? Nie ukrywając, z partnerem się rozstałam po prawie 7 latach związku.

Dopiero ostatnio zaczęłam z ciekawości rozwijać temat i faktycznie okazuje się, że spadek libido przy odchudzaniu to powszechny problem. Zdecydowanie utrata pociągu seksualnego nie jest czymś fajnym kiedy ma się dwadzieścia kilka lat. Co z tego, że masz coraz jędrniejsze pośladki i możesz założyć tę obcisłą sukienkę w rozmiarze 38 (tak ja byłam już wrakiem człowieka przy rozmiarze 38) skoro jesteś kapciem. Oczywiście każdy ma predyspozycje do innej wagi, nie sugeruj się moim doświadczeniem.

Sęk w tym, że ja odeszłam tak bardzo od swojego własnego punktu normalności, że moje ciało uznało że jest źle. Moje hormony szalały ale w przeciwnym kierunku. Skoro życie jest takie ciężkie to głupotą byłoby się rozmnażać. Poza tym obsesja na punkcie jedzenia, ćwiczeń i sylwetki wycieńcza i nie pozostawia zbyt wiele miejsca i energii na spontan.

Bo okazuje się, ży by libido było takie jak powinno, trzeba mieć odpowiednią ilość tłuszczu. Innymi słowy, by kobieta mogła się cieszyć seksem musi wystarczająco dużo i dobrze jeść. Tłuszcz to płodność.

Problem z trawieniem

Pierwszy raz zauważyłam, że mam problem z trawieniem na pierwszym roku studiów magisterskich. Wtedy byłam po bardzo zdrowym odchudzaniu. Pełnym warzyw, pełnych ziaren, białka, zdrowych tłuszczy. To była kolejna w życiu dieta, bo pierwsze odchudzanie przytrafiło mi się przed komunią, na wakacjach przed II klasą, kolejne gdy miałam 13 lat i tak już mi zostało. Życie od diety do diety.

Ale dopiero mając jakieś 21-22 lata doświadczyłam pierwszych problemów trawiennych. Po zbożach i po nabiale miałam brzuch jak balon. Płaski brzuch z rana i 6 miesiąc ciąży pod wieczór. To był okres gdy nietolerancje pokarmowe i testy i diety eliminacyjne wchodziły w modę. Wszyscy mieli nietolerancje pokarmowe! Gluten zabijał. I ja też zaczęłam stosować restrykcyjną dietę eliminacyjną dla zdrowia.

Ta moja nietolerancja dziwnym trafem odeszła po kilku latach gdy znów przytyłam. I znów wróciła po ostatniej poważnej diecie na jaką przeszłam. Znów wrócił ciążowy brzuch i wzdęcia. Zaczęłam jeść wafle ryżowe zamiast chleba, z czasem żytni razowy chleb zamiast pszennego. I do głowy mi nie przyszło, że nic mi nie dolega. Że sama sobie to robiłam z jakichś powodów. Może niszczyłam florę bakteryjną jelit, obciążałam się błonnikiem, stresem?

Dzisiaj kiedy jestem wszystkożerna nic mi nie jest. Nawet jeśli zjem pszenne pieczywo TOSTOWE napakowane glutenem.

Wszystko to, co chciałam leczyć wymyślnymi suplementami, protokołami łatającymi ponoć nieszczelne jelito, restrykcyjną dietą – znikło gdy wyluzowałam, odżywiłam siebie i zrezygnowałam z diety. Taki paradoks.

Szaleństwo naszego społeczeństwa na punkcie szczupłego ciała i zdrowia obraca się przeciwko nam. Ludzie powinni być informowani o skutkach ubocznych odchudzania takich jak zanik libido. Nie tylko zachęcani do walki o ciało ze zdjęć, które jest idealne tylko dlatego że pomógł mu grafik lub/i chirurg.

Pamiętaj, że to są moje doświadczenia. Ty możesz naprawdę mieć problem z trawieniem, niedobór witaminy B12 czy coś innego. I miej też świadomość że nigdy w życiu nie podejmowałam się diety odchudzającej ponieważ byłam chora. Nigdy waga nie sprawiała mi problemu fizycznego. To zawsze była kwestia estetyczna, brak akceptacji społecznej. Ja mając nadwagę czułam się fizycznie i psychicznie lepiej, od dziecka. Taka jestem. Mnie odchudzanie wyniszczało. Jeśli tobie pomaga, rób to, z czym jest ci dobrze.