Dawno dawno temu, by zjeść słodki deser trzeba się było napracować. Usmażyć latem powidła, zrobić konfitury, zebrać miód, nazbierać i wysuszyć orzechy, wysuszyć na słońcu lub nad piecem owoce. Słodycze były bardziej elitarne.

Dzisiejsze słodycze są jak tanie, masowe ubrania z chińskich sklepów. Szkodzą naturze, szkodzą ludziom i nikogo nie cieszą. Poza tymi, którzy się dzięki nim bogacą.

Słodkie było zawsze symbolem celebracji, czymś od święta, specjałem na jaki się czekało. Mało kto to jeszcze pamięta (albo w ogóle jest tego świadomy) ale zarówno masło jak i słodka śmietanka były produktami sezonowymi. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale w naturalnych warunkach krowa daje mleko przez krótki okres w roku i tym mlekiem trzeba się podzielić z cielątkiem.

To mleko jest bardzo tłuste tylko na samym początku. Wtedy można z niego zebrać sporo słodkiej śmietanki i przerobić ją na masło. Masła nie było więc nigdy tak dużo. W końcu go brakowało i trzeba było jeść smalec albo olej lniany. Prawie wszystko było sezonowe. Nawet jajka. Nie było mowy o tym by przez okrągły rok mieć zapas jaj, masła, miodu i śmietanki by robić wymyślne słodycze.

Tak się żyło przez stulecia. Potem dopiero wprowadzono na rynek cukier i tanie tłuszcze, które są dzisiaj tańsze od warzyw i owoców. I nastąpiła masowa produkcja słodyczy. Czemu nie, jest tanio, ludzie lubią, chcą i płacą. Jakość się nie liczy. Tani słodycz pozornie poprawia nastrój tak jak i drogi.

I tak uwikłaliśmy się w jedzenie słodyczy. Nie mogło być inaczej. Szczególnie teraz gdy napatrzymy się na zdjęcia jedzenia w mediach społecznościowych, filmach na YouTube i w programach kulinarnych.

Przechodząc ulicą z wystaw krzyczą ciasta, ciasteczka i torty. To żaden przywilej. Ciasto można upiec za grosze. Mąka, olej, cukier, fixy udające śmietanę, galaretki. Można robić taki placek na okrągło zarabiając nie wiele. Równie tanio można to kupić w sklepach.

Słodycze zgubiły swoje znaczenie. Stały się chlebem powszednim. Nawet na diecie można zajadać się kubłami lodów bez cukru i tłuszczu, fit ciastami bez smaku i znaczenia.

Upieczenie ciasta i zaproszenie gości nie jest już wielkim przeżyciem. Podobnie jak wyjście do kawiarni. Nikt na to jakość szczególnie nie czeka.

Społeczeństwo konsumpcyjne okradło nas wszystkich z radości jaka płynie ze słodyczy. Kultura diety odebrała prawo do jedzenia dobrej jakości słodyczy, zastępując je słodzikowym świństwem, izolatami białka serwatkowego w proszku, odtłuszczonymi twarogami i napojami z aspartamem.

Jestem przeciwna fit słodyczą. Z zasady, nie powinniśmy ich traktować jako chleb powszedni, czegoś co się nam cały czas należy. Fit słodycze jedynie utrwalają nawyk, nasilają uwikłanie.

Mamy pragnienie słodyczy i strach przed nimi.

Nigdy nie mamy szans na to by słodycze wróciły do naszego życia jako specjał, którym były kiedyś.

A może one mogłyby wrócić na swoje miejsce? Tylko kultura musiała by się zmienić. Więcej slow life, więcej zero waste i więcej celebrowania życia.

Cudowne ale bardzo drogie ciasta wegańskie na bazie orzechów. Tradycyjne wypieki z bakaliami. Drogie miodowniki z prawdziwym masłem i miodem. Prawdziwa czekolada fair trade. Byłoby drogo. Większość ludzi musiałaby zmienić przyzwyczajenia i zaakceptować, że takie pyszne ciasto czy deser nie pojawiają się na stole codziennie i w dużych ilościach, i że owszem kosztują ale są niezapomnianym doznaniem.

Kultura konsumpcjonizmu okradła nas ze słodyczy. Siadamy przed telewizorem i nie czując w ogóle smaku pochłaniamy paczkę ciastek. Na pragnienie sok z kartonu. Na przekąskę czekolada. To żadna przyjemność, to tylko uwikłanie.

Potem są diety i jest nam smutno, że tego wszystkiego nie wolno. I to wielki błąd logiczny. Gdyby słodycze wróciły na swoje miejsce, kosztowały więcej ze względu na jakość bo przygotowano by je z porządnych składników. Mogłyby być obecne w każdym domu i nikt by przez nie nie tył. Nikt by nie chorował. Niedzielne ciasto zrobione z orzechów, suszonych owoców albo konfitury z samych owoców i sezonowego masła byłoby nadal bombą kaloryczną ale też bombą zdrowotną. Nikt nie jadłby go przed telewizorem, w pośpiechu, w samochodzie, na spacerze. Szkoda byłoby przegapić cudowne doznanie słodyczy.

Człowiek jest biologicznie uwarunkowany do lubienia i szukania tłustego i słodkiego. Owszem, może nauczyć się dyscypliny, pewnych nawyków i przestrzegać pewnych zasad kultury w której żyje. Jeżeli jednak kultura podlega presji ekonomicznej, trzeba robić biznes – produkować, reklamować, sprzedawać i konsumować – to społeczeństwo jako całość pójdzie za rozwojem cywilizacyjnym. Jednostki i uprzywilejowane grupy społeczne pójdą innym torem, odseparują się od zmasowanego ataku taniego cukru. Będą poza systemem. Ale społeczeństwo będzie konsumowało.

Społeczeństwo ma nowe tradycje, nowe przyzwyczajenia, nowe sposoby na zarabianie. Słodycze też mają nowe miejsce w tym nowoczesnym społeczeństwie, które chce wszystko mieć na już i jak najwięcej.

Nie zatrzymamy konsumpcjonizmu, słodycze nie staną się ponownie czymś specjalnym. Ale możemy sami dla siebie zmienić o nich zdanie i zacząć je traktować inaczej. Będziemy je bardziej doceniać i przestaniemy widzieć w nich wroga.

czytaj również: