To takie niesprawiedliwe, że twój partner je frytki i burgera wołowego z majonezem, chipsy przed snem, pół bochenka chleba dziennie. A ty nie. To niesprawiedliwe, że twój jadłospis nakazuje ci zjeść rano 2 wafle ryżowe z plastrem białego sera i pomidorem a ktoś zjada 2 kromki chleba tostowego z Nutellą. Rozumiem cię doskonale. Przez ponad pół mojego życia czułam, że wszytko jest niesprawiedliwe. Nigdy nie odważyłam się na szczere podsumowanie czego ja naprawdę chcę.

Jeśli byłam na keto to zazdrościłam innym chleba. Jeśli byłam wkręcona w „eko sreko” to zazdrościłam że ktoś kupił gotowy makaron z Lidla i miał szybki obiad. Ja musiałam kupić orkiszowy od świętej Hildegardy. Potem zazdrościłam że ktoś może zjeść śniadanie bo ja byłam akurat na poście przerywanym i do 14:00 nie jadłam. Zazdrościłam ciastek, owoców, odpoczynku, prawa jedzenia do syta, uf… czego ja nie zazdrościłam!

A dlaczego to wszystko niesprawiedliwe? A może w ogóle niesprawiedliwe nie było?

To było naprawdę przykre i niesprawiedliwe kiedy ktoś mówił mi, że nie powinnam czegoś jeść bo mi się nie należy. Bo jestem kobietą i powinnam być szczupła. Bo co ja sobie myślę, że jestem równa mężczyźnie i wyobrażam sobie że mogę jeść jak mężczyzna? Takie teksty były bardzo bardzo szkodliwe. Bo wtedy naprawdę czułam że nie wolno mi jeść bo jest ze mną coś nie tak. Kiedy słyszałam, że kobiety które nie jedzą bo dbają o figurę są godne pochwały, szacunku to wtedy czułam bunt. Ja chciałam być godna szacunku z innych powodów, nie z powodu mojego wyglądu. Ja chciałam nie być głodna.

W pierwszym przypadku czułam potrzebę jedzenia w ukryciu, bo chciałam sprawiedliwości. Nie jestem gorsza od mężczyzny. Chcę zjeść to samo i tyle samo. W drugim przypadku czułam potrzebę buntu, nie chciałam być dłużej oceniana za wygląd i za umiejętność odchudzania, chciałam być warta więcej. W obu przypadkach nie zastanawiałam się nad tym czego ja tak naprawdę potrzebuję.

Buntowałam się. Dlaczego mam ćwiczyć skoro mój partner je co chce i nie ćwiczy? Dlaczego mam dążyć do mniejszego rozmiaru ciała skoro nie chcę być oceniana przez pryzmat ciała?

Bunt jest automatyczną reakcją gdy nasza autonomia jest naruszana. Kiedy każe się nam zrezygnować z cukru, bo jest szkodliwy, każe się ćwiczyć by nie mieć cukrzycy, jeść warzywa by nie tyć. Nikt nie lubi kiedy się mu coś narzuca. Lubimy robić rzeczy z własnej woli.

Najbardziej nie lubiłam aktywności fizycznej gdy była na oceny i kiedy była sposobem na odchudzanie. Nieważne jak usilnie się przekonywałam, kłamałam sobie w żywe oczy że nie, ja to kocham. I tak tego nie lubiłam. Całkowicie zapomniałam że kiedyś ćwiczyłam dla przyjemności, całe dzieciństwo.

Byłam wielkim zazdrośnikiem. Nie z własnej winy. Wpadłam w pułapkę spełniania oczekiwań innych. Nie jesz frytek bo musisz schudnąć. Nie pijesz pepsi bo ma cukier. Ćwiczysz bo wszędzie mówią, że musisz a wieczorem jeśli nie ćwiczyłaś to ktoś ci zrobi uwagę że się nie starasz. Oddajesz kawałek pizzy partnerowi bo musisz jeść mało, dzióbać z talerza jak ptaszek (zjesz w domu jak inni będą spać). Nie jesz chipsów bo są niezdrowe. To wszystko jest diabelnie niesprawiedliwe. Kiedy masz celiakię i nie jesz glutenu to też niesprawiedliwe.

Wiesz co zauważyłam? Że to jest wszystko sztucznie napędzane. Bo gdy szczerze ze sobą rozmawiamy odkrywamy, że wiele z tych rzeczy wcale nie chcielibyśmy robić, chcielibyśmy czasami, albo chcemy inaczej. Nie lubię smaku pepsi ale raz na ruski rok gdy jest gorąco mam na nią apetyt. Kiedyś na diecie wypijałam litr pepsi zero zamiast śniadania. Ćwiczenia są moim nawykiem, ale wymagało to wiele prób i błędów zanim znalazłam to, co mogę polubić. Coś co da mi nagrodę. Bez nagrody nie utworzy się nawyk. O śniadaniu zapominam regularnie bo pracuje mi się dobrze bez niego. Nie chcę jeść więcej niż potrzebuję bo przejedzona czuję się źle. Ale musiałam to odczuć a nie posłuchać nieprzyjemnych uwag innej osoby. Wielu rzeczy nie lubię albo rzadko miewam na nie ochotę, pod warunkiem że nie jestem na diecie. Wtedy lubię wszystko czego nie mogę. I w tym problem. Restrykcje tworzą obsesję.

Nie mamy powodów by mieć bzika na punkcie jedzenia i jeść ponad miarę. W czasach w których przyszło nam żyć jedzenia nie brakuje. Ale sami tworzymy sobie zakazy, restrykcje i później płacimy za to cenę. Dzielimy jedzenie na złe i dobre. Na czystą michę i brudną(?). A przecież jeśli nie wypaplasz jedzenia np. w piachu to będzie czyste. Batonik jest w opakowaniu foliowym, z pewnością nie jest brudny. Czy daliśmy sobie szansę kiedykolwiek by sprawdzić czy ten batonik jest naprawdę smaczny? Może gdybyśmy mieli całkowitą wolność żywieniową lubilibyśmy tylko jedną firmę i tylko jeden smak?

Zastanów się ile razy czujesz zazdrość bo jest to wyrazem buntu, zakazu, presji. I ile razy bierzesz na siebie za dużo, chcesz być zbyt ambitna pomimo, że nikt tego nie wymaga a potem zazdrościsz, że ktoś nie musi a ty musisz. Bo kto ci kazał jeść wafle ryżowe z chudym serem, kto ci zabronił chleba?

czytaj również: