Żyłam by wyglądać – ale już nie muszę być idealna.

Jedzenie Intuicyjne

Trudny dzień – faktury do opłacenia, praca do wykonania, obiad do zrobienia, spotkanie, bliscy potrzebujący uwagi, włosy do umycia, telefon nie przestaje dzwonić – czyli życie.  Kiedy z powodu miliona rzeczy na głowie atakuje mnie migrena, jestem mimo wszystko przepełniona wdzięcznością dla pracy którą wykonałam. Jak to dobrze, że już nie muszę być idealna. Jak ja bym sobie poradziła gdybym musiała jeszcze martwić się tym co jem, co pomyślą o kształcie mojego ciała inni i czy chudnę albo tyję?

Często się zadaje sobie to pytanie i moja odpowiedź jest niezmiennie taka sama – nie poradziłabym sobie.

Skąd to wiem? Przetestowałam to wiele razy.

3 razy dziennie doświadczam takiego uczucia, że jeśli nie zjem za jakiś czas posiłku to będzie mi bardzo ale to bardzo niewygodnie. Będzie mi tak źle, że nie będę w stanie zrobić nic, bo będę stale myśleć o jedzeniu. Na szczęście mam ten przywilej, że jak tylko tak się stanie – w większości przypadków, będę mogła zjeść coś, co przyniesie mi satysfakcję. Do pewnego momentu będzie to całkiem przyjemne, szczególnie gdy czeka na mnie coś pysznego. Po jedzeniu będę mogła wrócić do obowiązków albo zająć się czymkolwiek chce. Jednak nie zawsze tak było…

Żyłam by wyglądać

To nie tak, że to sobie wybrałam. Będąc dzieckiem marzyłam o tym by zajmować się modą albo pracować gdzieś w międzynarodowym środowisku. Fascynowała mnie współpraca pomiędzy różnymi krajami, korzystanie z języków obcych, dostęp do całego świata. Nigdy nie chciałam wyglądać w konkretny sposób z własnej woli. Nie miałam pojęcia że tak trzeba. Zaczęłam chcieć WYGLĄDAĆ bo POWINNAM CHCIEĆ wyglądać. Niestety nie spełniałam społecznych standardów, poza chwilami gdy byłam piekielnie głodna i całą uwagę skupiałam na odchudzaniu.

Jedyne chwile gdy moje BMI nie wychodziło poza ramy „prawidłowe” – to te kiedy byłam głodna. A kiedy byłam głodna moje oceny w szkole spadały. Podobnie wyniki z egzaminów na studiach – leciały na łeb na szyję. Kiedy kształt mojego ciała zbliżał się do rozmiaru M, jedyne o czym mogłam myśleć to jedzenie i wygląd. Kiedy byłam w stanie wcisnąć się w rozmiar S (na styk ale zawsze) nie myślałam już wcale, jakby mój mózg się wyłączał.

Żyłam po to by wyglądać i to nie było życie. Jedyne plany na przyszłość jakie były dla mnie ważne i realne to było bycie szczupłą, bycie zdrową i dożycie późnego wieku. Zabezpieczenie na przyszłość? Odkrywanie świata? Bliscy, znajomi? Na to nie było miejsca.

Jestem bezpieczna, nie muszę być idealna

Dzisiaj mam w rękach całą górę informacji o zdrowiu, psychicznym i fizycznym. Czytam badania, metaanalizy – nie dlatego, że mnie to fascynuje. Robię to dlatego by nie stracić pozwolenia na normalne życie. Dopóki mam pod ręką potwierdzone informacje na temat realiów odchudzania, tego co wpływa na zdrowie, skutków ubocznych jojo – mam pozwolenie na niebycie głodną. Mogę jeść kiedy tylko zgłodnieję i uznam, że to właśnie jedzenie jest mi potrzebne, to za każdym razem mnie uspokaja i daje przestrzeń w głowie na planowanie przyszłości. Przyszłość jest tym, czego wydawało mi się że nie mam gdy towarzyszył mi głód.

Zawsze kiedy bywałam głodna przestawała wierzyć w swoje własne możliwości i w to, że coś jeszcze na mnie czeka. Z perspektywy czasu zaczynam rozumieć w jak kiepskiej formie bywałam całymi latami. Paradoksalnie im byłam szczuplejsza tym bardziej czułam się niewystarczająca.

Jedzenie nadal ma znaczenie

To nie tak, że jedzenie i ruch nie ma znaczenia. Ciało jest ciągle wymagającym troski mechanizmem, potrzebuje uwagi. Na szczęście jest też elastyczne i wybaczające wiele – nie bywa mściwe, jeśli nie ma ku temu poważnych powodów.

Miałam niedawno krótki czas marazmu, siedzenia w domu i braku ruchu. Było dużo presji i mało energii na self-care, częstsze sytuacje jedzenia bezmyślnego i niezwracania uwagi na sygnały ciała – czyli dużo mniej satysfakcji z jedzenia.

Co gdyby całe moje życie miało tak wyglądać? Tutaj też znam odpowiedź, nie poradziłabym sobie. Dlaczego? Ciało potrzebuje być w ruchu ale nie z przymusu. Z potrzeby. To był ważny okres, kiedy zrozumiałam jak ważne jest niezmuszanie się do niczego, tylko zestrojenie głowy z ciałem i jedynie zaspokajanie jego potrzeb. Naprawdę nie trzeba usłyszeć od nikogo, że po całym dniu siedzenia warto się poruszać. To się zwyczajnie czuje.

Bardzo dbam o bezpieczne otoczenie

Staram się otaczać tym, co jest prawdziwe, nieudawane. Higiena otoczenia zapewnia mi utrzymanie dobrostanu. Nie zapuszczam się do miejsc gdzie mój rozmiar i kształt ciała nie są mile widziane – nie potrzeba mi masochizmu. Nie otaczam się wygładzonymi filtrami twarzami, pozowanymi zdjęciami na których figura zawsze wygląda idealnie. Któregoś dnia dotarło do mnie jak bardzo moje ciało się spina gdy widzę tak bardzo nierealny, sztuczny świat i jak dobrze czuję się z ludźmi z krwi i kości, nieidealnymi, jak ja. Pamiętam dokładnie ten moment. Oglądałam jakiś program w telewizji publicznej gdzie każdy był naprawdę dobrze “zrobiony”, idealne makijaże, fryzury i ubrania. Doznałam olśnienia patrząc na ten obraz – to mi nie pomaga, nie motywuje, to mnie NISZCZY.

Za chwilę będę świętować 33 urodziny i mam łzy w oczach bo wiem, że nie muszę być głodna i mogę tak po prostu być, taka jaka jestem. Co nie znaczy wcale, że nie rusza mnie to jak wyglądam. Nadal wściekam się na nieukładające się włosy, farbuję je, do pracy nakładam makijaż i lubię ładne ubrania. Jednak zmianie uległo to, że teraz cała ta otoczka ma podkreślić mój charakter a nie ukryć go. To nie ja mam dopasować się do ubrań i mody. Kiedy myślę o czasach gdy przez cały dzień myślałam o tym kiedy mój brzuch w końcu będzie płaski – smutno mi. Mogłam zrobić i przeżyć tak wiele.

Wiem wiem, nie byłoby mnie tutaj gdzie teraz jestem, ale… mogłam znaleźć się tutaj wcześniej. Mogłam dowiedzieć się wcześniej, że nie muszę być idealna.

Mam na imię Małgosia, jestem psychodietetykiem i promotorką nauki jedzenia opartego o intuicję, uważność i kompetencje żywieniowe. 

Konsultacje